Mikołajek bez wolnej środy
Francuscy rodzice rozpoczęli wczoraj protesty. Nie bulwersuje ich jednak, tak jak polskich, to że dzieci miałyby zaczynać edukację od 6 lat (to standard, a wręcz mówi się o tym, że edukację zaczynają 3-latki). Wzburzyło ich to, że ich dzieci mają się zacząć uczyć nie 4, a... 4,5 dnia w tygodniu. Wczoraj rozpoczął się pierwszy z dużych strajków, w którym biorą udział również nauczyciele oraz dyrektorzy szkół. Kolejne protesty są zapowiadane jeszcze na ten tydzień i na początek grudnia. Niewątpliwie - jak przewiduje dziennik "Le Monde" - będzie to czarny tydzień dla francuskiego ministra edukacji.
Sprawa z polskiego punktu widzenia wydaje się dość absurdalna (tak jak nasze 6-latki we Francji), ale dla Francuzów, sądząc po skali protestów oraz liczbie debat, jest to kwestia kluczowa. Każdy, kto czytał cykl książek o przygodach Mikołajka, wie doskonale, że jeden dzień w środku tygodnia jest wolny. Od 1972 r. jest to środa, w zależności od rządów czy też regionu - czasem chodzi o cały dzień, czasem o jego część.
Pięć lat temu ówczesny prezydent Nicolas Sarkozy hojną ręką przyznał wszystkim uczniom cały wolny dzień. Teraz jego następca wprowadził obowiązkową połówkę dnia. Ale aby nie przeciążyć dzieci, skrócił uczniom lekcje o jedną godzinę: mają kończyć przed 16 (liczba godzin jest ustalona odgórnie). Żeby ułatwić życie rodzicom i nie wypuszczać dzieci wcześniej ze szkoły, przewidziano ich udział w zajęciach pozalekcyjnych: kulturalnych lub sportowych. Organizować je mają gminy.
I tu się pojawiła pierwsza linia frontu - mocno zdenerwowały się władze samorządowe, które przekonują, że nie mają pieniędzy i że rząd przerzuca swoje obowiązki na ich barki. Kłopot polega na tym, że nie wszystkie szkoły sobie radzą nie tylko z załatwieniem zajęć, lecz także z ich poziomem.
Na tym nie koniec. Jak podaje "Nouvel Observateur", jedno ze stowarzyszeń rodziców już wyliczyło, że jeżeli szkoła nie zapewni opieki, a rodzic nie będzie mógł wyjść z pracy o 15, to będzie oznaczać obciążenie dla budżetu rodzinnego na poziomie ok. 600 euro miesięcznie. Rytm szkolny już od dawna ma wpływ również na życie zawodowe francuskich rodziców, którzy muszą szukać zatrudnienia na 4/5 etatu, proszą o telepracę lub po prostu zatrudniają opiekunki. Muszą też jakoś zapewnić opiekę podczas wielu dni wolnych w ciągu roku: francuscy uczniowie, oprócz dwumiesięcznych wakacji, po każdych przepracowanych siedmiu tygodniach mają pół miesiąca wolnego.
Na razie protesty ogarnęły przede wszystkim Paryż, bowiem tutejsze władze się pospieszyły i reformę wprowadziły już od tego września, chociaż mogły to zrobić rok później, czyli w 2014 r.
Na początku wydawało się, że zmiany wszyscy będą popierać. Wyniki badań Francuskiej Akademii Nauk i naukowców zajmujących się rozwojem dzieci sprzyjały krytyce dotychczasowego rytmu szkolnego. Wskazywały, że dzieci mają za dużo godzin w zwykłe dni i nie przyswajają wiedzy. Wprowadzenie nauki przez pół środy miało być początkiem reform, potem na tapetę miały iść zmiany programowe. Jednak przy takiej współpracy społeczeństwa rząd będzie miał z tym problem.
@RY1@i02/2013/219/i02.2013.219.00000060c.802.jpg@RY2@
Klara Klinger dziennikarka działu życie gospodarcze kraj, świat
Klara Klinger
dziennikarka działu życie gospodarcze kraj, świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu