Srebrne tsunami zza oceanu
Wkrótce co czwarty Amerykanin będzie emerytem. Obecności tej gigantycznej i wpływowej klasy społecznej świat nie będzie mógł nie zauważyć. I podporządkuje się jej potrzebom
Pokolenie Baby Boomerów nie bez powodu nazywane jest srebrnym tsunami. 76-milionowa grupa, która do 2030 r. odmaszeruje na emeryturę, stanowi 26 proc. populacji USA. Będzie to najliczniejsza i najbardziej wpływowa klasa seniorów w amerykańskiej historii. Jej działania i wybory zmienią oblicze Ameryki, a może i świata. Pytanie, czy Ameryka i świat są na te zmiany przygotowani.
Niezniszczalne narcyzy
Boomerzy (od angielskiego słowa "boom" - wybuchać") to pokolenie, które przychodziło na świat między 1946 a 1964 r. Za ojca miało weterana szukającego w licznej rodzinie wynagrodzenia za wojenne trudy, za matkę gospodynię domową, dla której pielesze były mile widzianą odmianą po latach harówki w biurach i fabrykach pod nieobecność walczących na froncie mężczyzn. Jako dzieci Baby Boomerzy obserwowali awans swoich rodzin do klasy średniej i rosnącą stabilizację społeczeństwa możliwą dzięki upowszechnieniu się federalnych programów socjalnych Social Security i Medicare (emerytura i ubezpieczenie zdrowotne dla seniorów). Wiele warstw społecznej i ekonomicznej materii amerykańskiego życia w latach 50. i 60. ubiegłego wieku zmieniało się pod dyktando ich potrzeb i myślenia: dynamiczny rozwój miast z nowym modelem przedmieść, sieć autostrad, nowe szkoły, a zwłaszcza uniwersytety, na które przypuścili szturm, wreszcie historyczne ruchy obywatelskie odzwierciedlające ich polityczny i obyczajowy światopogląd. Wywierali wpływ, bo działali masą, której liczebnie nikt nie był w stanie dorównać. Zwyciężali, a to wzmagało w nich przeświadczenie, że są wyjątkowi, niezniszczalni, a świat zawsze będzie naginał się do ich postaw.
Dzisiaj Boomerzy to ludzie w wieku przed- i okołoemerytalnym. Najstarsi, w liczbie po 10 tys. dziennie, zaczęli przechodzić na emeryturę w 2011 r. Ameryka jeszcze nie odczuwa nadciągających zmian, ale ekonomiści przestrzegają, że porównanie Boomerów do tsunami nie jest przesadzone. Na chwilę przed uderzeniem fala ucieka w głąb oceanu. Boomerzy znajdują się w takim właśnie momencie swojego życia. Podsumowują kariery, sprzątają dom po tym, jak najmłodsze dzieci odmaszerowały na studia, nie spieszą się już tak jak kiedyś i nie pchają do pierwszego rzędu aktywistów. Z poczuciem nie najgorzej przeżytego życia przekazują sztafetę młodszym, uśmiechając się przy tym z przekąsem, bo ta sztafeta biegnie w kierunku, który to oni jej wyznaczyli: na niwie politycznej, gospodarczej, obyczajowej.
Mamy jednak nie więcej niż 15 lat, zanim fala uderzy o brzeg. W 2030 r. Boomerzy, wówczas już wszyscy na emeryturze, i ludzie starsi od nich będą stanowić ponad 80-milionowy blok społeczny, więcej niż czwartą część narodu. Reperkusji tych zmian w społecznej demografii trudno będzie nie odczuć.
Siła sprawcza demografii
Kto chce przekonać się, jak tsunami emerytowanych Boomerów zmieni styl życia i nawet odżywiania się, powinien wybrać się na Florydę. To stan, który od lat przyciąga seniorów i w którym już dzisiaj, zwłaszcza wzdłuż wybrzeży Zatoki Meksykańskiej, można znaleźć miasta, gdzie emeryci stanowią nawet do 40 proc. populacji. Najbardziej znane to Punta Gorda i Bradenton. Sama poczułam przedsmak tych zmian, gdy kilka lat temu wybrałam się z rodziną na urlop do Sarasoty.
W domu wynajętym od znajomych, a znajdującym się na specjalnym osiedlu dla seniorów, zastaliśmy sprzęty i udogodnienia, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia: wysoka na prawie półtora metra pralka, do której nie trzeba się schylać, wanna, w której otwierają się "drzwi", by łatwiej było wejść do środka, kuchenka z co najmniej dwukrotnie większymi pokrętłami i napisami niż normalnie, a w każdym pokoju przyciski alarmowe do wzywania pomocy. W kawiarni Starbucks moje dzieci nie znalazły ulubionych ciastek z karmelem, bo, jak wyjaśniła sprzedawczyni, ciągnące się słodycze nie odpowiadają tym, którzy mają sztuczne zęby. A tak jest w przypadku większości klientów. Grupa starszych osób przy stoliku obok dyskutowała na temat zajęć uniwersyteckich, na które, wynikało z opowieści, wspólnie uczęszczała. Artykuł w lokalnej gazecie potwierdził, że Boomerzy masowo wracają do szkoły - po części, by zdobyć nowe kwalifikacje zawodowe, po części dla samej przyjemności uczenia się. Liczba studentów w wieku 40-64 lata wzrosła w ostatniej dekadzie o 20 proc. Uniwersytety odpowiadają na ten trend, inwestując w kierunki szczególnie wśród emerytów popularne: nauki społeczne i środowiskowe oraz ekonomię. Wiedzą przy tym, że interes na pewno się opłaci. Boomerzy, w przeciwieństwie do młodszych roczników, zwykle płacą za studia gotówką, a nie kredytem.
Sklepy też różnią się od tych w innych częściach kraju. Są bardziej przestronne, z szerokimi przejściami do swobodnego poruszania się wózkiem inwalidzkim i flotyllą pojazdów przypominających autka golfowe, którymi klient może po sklepie jeździć. Metki i etykiety mają większe litery, znacznie większy niż w przeciętnym sklepie jest też wybór ubrań szytych pod gust i wedle rozmiarówki noszonej przez osoby starsze. Rozmiarem ubrań najbardziej popularnym wśród Boomerek jest 44, fasonem butów - trzewiki na płaskim obcasie.
Popołudnie to nie czas na załatwianie spraw na mieście. O godzinie 14 wiele sklepów i punktów usługowych jest zamkniętych. Seniorzy wcześnie wstają, więc i sklepy zamiast od 9 są otwarte już od 7, za to w ciągu dnia robią sobie przerwę, gdy po lunchu ich klienci udają się na popołudniową drzemkę. Gdy w końcu udało mi się znaleźć czynny salon fryzjerski, usłyszałam z ust leciwej fryzjerki, że ma tremę przed przystrzyżeniem grzywki mojej córki. Od tak dawna czesze wyłącznie klientki po sześćdziesiątce.
Nigdzie indziej trend poszerzania puli usług i produktów adresowanych specjalnie do Boomerów nie jest tak widoczny jak w budownictwie i nieruchomościach. Nie ma miasta, które realizowałoby dzisiaj projekt rewitalizacji urbanistycznej bez lokowania w samym centrum osiedli dla seniorów. "Więcej niż 55 lat? Przyłącz się do nas" - głoszą tablice reklamujące sprzedaż lub wynajem mieszkań w blokach z obsługą. Uiszczając wyższy czynsz, rezydenci mają zapewniony bezpłatny transport minibusami pozostającymi do ich wyłącznej dyspozycji, kalendarz zajęć sportowych i towarzyskich prowadzony specjalnie dla ich grupy wiekowej, a nawet godziny pracy przyjmujących na terenie osiedla lekarza lub pielęgniarki. Jak grzyby po deszczu we wszystkich zakątkach kraju mnożą się agenci specjalizujący się w pracy wyłącznie z emerytami. Spodziewają się żyły złota, bo Boomerzy od dawna deklarują, że mają ambicję jak najdłużej cieszyć się niezależnością i maksymalnie odkładać moment przeprowadzki do domu seniora (w USA o tego typu placówkach mówi się "assisted living"). Według instytutu Urban Land z Waszyngtonu już z pierwszą falą Boomerów emerytów zapotrzebowanie na wynajem i zakup odpowiadających im kryteriom lokali wzrosło dwukrotnie, ze 100 tys. do 200 tys. obiektów w latach 2011-2012.
Społeczny koszt emerytury
Amerykańska gospodarka jest wyjątkowo czuła na popyt, odpowiada prędko i innowacyjnie, a nowe rozwiązania potrafią szybko stać się standardem dla całej gałęzi danego sektora przemysłu czy handlu. Nie zdziwi więc, jeśli pod presją Boomerów, o wiele szybciej, niż byśmy się tego spodziewali, ujrzymy na ulicach samojeżdżące samochody, a na chodnikach pasy wydzielone dla wózków inwalidzkich, upowszechnią się kliniki i restauracje na kółkach dojeżdżające do pacjenta, a oferta spodni na gumkę, butów z wkładkami ortopedycznymi i kremów do cery dojrzałej wszędzie będzie przebijać wybór tradycyjnych dżinsów, szpilek i zalewających dziś jeszcze drogerie preparatów na trądzik. Wszystkie te zmiany łączą się nierozerwalnie z jednym - wyścigiem producentów, handlowców i usługodawców po zagarnięcie jak największego stosu dolarów wyściełających kieszenie Boomerów. A jest tego sporo. "Wall Street Journal" przewiduje, że tylko do końca tej dekady wydadzą oni 50 mld dol. Tym, o czym nawet sami Boomerzy wolą nie rozmyślać, jest publiczny koszt ich emerytury.
- Mówimy o wydatkach budżetowych w ramach Social Security i Medicare rzędu 2 bln dol. już w 2020 r. A i tak oba te programy są jak pociągi pędzące ku przepaści. Medicare zbankrutuje najdalej w 2026 r., Social Security kilka lat później. Indeks ryzyka dla emerytów (National Retirement Risk Index) wskazuje jednocześnie, że 53 proc. Baby Boomerów liczy na to, że to te programy będą dla nich w jesieni życia głównym źródłem dochodów. Jest się czego bać - mówi DGP Anthony Webb, ekspert w Center for Retirement Research na Uniwersytecie Bostońskim.
Badania stopy życiowej i stanu oszczędności osób należących do tego pokolenia potwierdzają obawy ekonomistów. Przeciętny Boomer posiada majątek wart ok. 120 tys. dol., włączając w to wartość jego domu. Spieniężony da mu na emeryturze dochód mniejszy niż 400 dol. miesięcznie. O wiele za mało, by nawet w połączeniu z rządową emeryturą wieść codzienne życie na dotychczasowym poziomie, zapłacić za nierefundowane przez Medicare usługi medyczne (jest ich wiele) i refundowane tylko częściowo leki.
Można rzec, że Boomerzy sami są sobie winni. Zbyt lekkomyślnie uwierzyli, że ekonomiczny wzrost, którego doświadczali przez większą część swego dorosłego życia, będzie trwał wiecznie, a zabezpieczenie na starość dadzą im ryzykowne inwestycje finansowe. Rok 2008 był dla wielu brutalnym przebudzeniem, z którego nie otrząsnęli się do dziś. Nieprzemijające od tej pory widmo recesji sprawia, że szanse na finansowe odbicie się od dna staje się coraz mniej pewne. Według sondażu Pew Research Center jeden na czterech Boomerów zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że być może, o ile tylko pozwolą mu na to zdrowie i pracodawca, nigdy nie przejdzie na emeryturę. Jeżeli zaś zdrowie zaszwankuje...
Jak oni rodzicom, tak dzieci im
Tutaj w rozważaniach o przyszłości Ameryki doświadczającej uderzenia srebrnego tsunami wchodzimy na grząski grunt. Większość państw zachodnich ma rozwiniętą publiczną infrastrukturę służącą opiece nad osobami starszymi. Koszt pobytu w szpitalach i hospicjach pokrywa ubezpieczalnia. Na zapomogi mogą liczyć rodziny opiekujące się emerytami we własnych domach. W USA system opieki długoterminowej tworzą instytucje prywatne, nastawione na zarobek. Kongresowe biuro budżetowe szacuje, że wydatki na tego typu opiekę sięgną w 2030 r. 270 mld dol. Wracamy do pytania, kto będzie za to płacił.
Możliwe, że doświadczenia ze starością Boomerów zmuszą amerykańskie społeczeństwo (jeśli już nie ich samych) do rewizji pewnej idei, która właśnie dla tego pokolenia zawsze była szczególnie ważna. Mowa o prawie do życia w absolutnej wolności i wierności własnemu kodowi etycznemu, w którym samorealizacja i szczęście osobiste stoją ponad aktem poświęcania się i wyrzeczeń dla innych. Boomerzy nieszczególnie interesowali się losem własnych rodziców i tak skutecznie zaszczepili tę postawę swoim dzieciom, że na myśl o życiu w rodzinie wielopokoleniowej dzisiejszy przedstawiciel pokolenia X lub jego młodszy brat milenista najpierw krzywią się ze wstrętem, a zaraz potem panikują. Opieka w domu nad osobą bardzo leciwą i niesamodzielną jest wręcz nie do pomyślenia.
Zmiana w obyczajach nie nastąpi jednak pewnie za życia Boomerów. Gdyby bowiem nawet ich dzieci miały intencje sprawdzić się w roli opiekunów, uniemożliwia im to sytuacja materialna i zawodowa. Portal informacji finansowej Bankrate.com donosi, że oszczędności przeciętnego Amerykanina w 2012 r. pozwoliłyby mu na przeżycie raptem trzech tygodni. Osobą starszą zajmuje się w domu przeważnie kobieta, tymczasem praca zawodowa Amerykanek jest często konieczna, by dopiąć rodzinny budżet. Sprawy nie ułatwia też amerykańska mobilność - częste przeprowadzki nawet na drugi koniec kraju są raczej nie do pogodzenia z życiem pod jednym dachem z osobą starą i schorowaną. Rozwiązaniem byłaby publiczna inwestycja w edukację i pracę kwalifikowanych opiekunów dla emerytów. Co jednak znów przywodzi nas do kwestii wydatków stricto na potrzeby Boomerów, których, z punktu widzenia podatników, i tak będzie już za wiele.
Rozwiązać ten węzeł gordyjski oczywiście można i nie potrzeba geniusza, by wskazał, w jaki sposób. Wystarczą trzy rzeczy: podniesienie podatków, obniżenie w sposób strukturalny kosztów leków i usług medycznych oraz przesunięcie wieku emerytalnego nawet do granicy 75 lat. Czy jest to realny scenariusz? - W tej chwili absolutnie nie. Po pierwsze Amerykanie są przeciwni opodatkowywaniu się na korzyść kogoś innego, choćby to były ich własne dzieci lub rodzice. Po drugie swój stosunek do idei publicznej służby zdrowia, w ramach której możliwe byłyby większa kontrola i pozycjonowanie kosztów, właśnie manifestują z pianą na ustach, oprotestowując Obamacare. No i proszę mi wskazać choć jedną osobę, która z entuzjazmem zgodzi się pracować dziesięć lat dłużej niż ludzie starsi od niej o jedno pokolenie. Ja takiej jeszcze nie spotkałem - mówi Anthony Webb.
Ratuj nas, imigrancie
Choć brzmi to paradoksalnie, z pomocą Baby Boomerom i Ameryce mogą przyjść imigranci. Muszą tylko stać się legalnymi pracownikami i dać państwu pełen dostęp do plonu pracy swojej i swoich przyszłych dzieci. 11-milionowa pula młodych, pracowitych ludzi, w dodatku chętnie zakładająca rodziny, byłaby potężnym zastrzykiem dla budżetu. Baby Boomerzy - pokolenie słynące z inteligencji i wygody - rozumie to najlepiej ze wszystkich i dlatego solidarnie wspiera reformę imigracyjną w wydaniu demokratów - powszechną amnestię i otwarcie przed nielegalnymi drogi do uzyskania obywatelstwa. "Politycy powinni zmądrzeć i podejść do kwestii imigracji w sposób bardziej strategiczny i pragmatyczny. Powinniśmy usilnie ściągać do nas tych, którzy mogą wypełnić miejsca pracy po Boomerach, roztoczyć opiekę nad rosnącymi zastępami naszych seniorów, a zwłaszcza zasilić swoim dolarem Social Security i Medicare" - napisał już pięć lat temu demograf Dowell Myers w książce pt. "Imigranci i Boomerzy: ku nowej umowie społecznej dla przyszłości Ameryki". Największa organizacja emerytów w USA, American Association of Retired People, wpisała Myersa na listę swoich honorowych doradców.
W łazienkach są pralki, do których nie trzeba się schylać, wanny z drzwiczkami, żeby się nie wspinać. Godziny otwarcia sklepów są dostosowane do pór aktywności 70-latków
@RY1@i02/2013/203/i02.2013.203.00000130b.803.jpg@RY2@
Lucy Nicholson/Reuters/Forum
Eliza Sarnacka-Mahoney
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu