Dziennik Gazeta Prawana logo

Szabla ministra finansów

28 czerwca 2018

Nie tylko powodzie, lecz także filipiński wirus zaatakowały Republikę Czeską. Tak, tak - chodzi o ten sam wirus, który dotknął niemocą słowną Aleksandra Kwaśniewskiego podczas wykładów na Ukrainie. W Czechach w czwartek wieczorem lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość, że minister finansów podczas audycji radiowej miał spore problemy z mową. Nie tylko mówił nieskładnie, prawie bełkocząc, lecz także w jego wypowiedzi brakowało logiki. Sam minister tłumaczył się, że był strasznie zmęczony: z powodu powodzi nie spał prawie trzy noce. Jednak już w piątek rano przyznał, że wieczorem po pracy wypił. Ile? Dwie szklaneczki mocniejszego alkoholu. - Przykro mi, ale nie będę zrzucał winy na co innego - tłumaczył się Miroslav Kalousek.

Złośliwi komentatorzy nie mogli sobie odpuścić i natychmiast przypomnieli niedawną wpadkę prezydenta. Milosz Zeman kilka tygodni temu podczas uroczystej inauguracji wystawy klejnotów królewskich na zamku (to szalenie ważny moment dla Czechów, którzy wystawiają je tylko raz na kilka lat), nie mogąc utrzymać równowagi, opierał się o ściany, a następnie niebezpiecznie chwiał się nad samymi precjozami. Nikomu nie umknęło, że prezydent na zamek dotarł po suto zakrapianej imprezie w ambasadzie rosyjskiej. Rzecznik głowy państwa tłumaczył, że chodzi o problemy prezydenta z nogami, potem przekonywał, że jego szefa dopadła grypa. Wtedy ten sam minister finansów, który obecnie tłumaczy się ze swojego wirusa, zabłysnął ciętą ripostą. Komentując zachowanie prezydenta, stwierdził kąśliwie: Co prawda tego nie widziałem, ale słyszałem, że do klejnotów przybyła jeszcze szabla. O co chodzi? Po czesku to gra słów: szabla ma bowiem też inne, bardziej potoczne znaczenie: chodzi o (muszę, niestety, podać dosłowny przekład)... rzucanie pawia.

Teraz dziennikarze nie zostawili suchej nitki na samym ministrze finansów. Przypomnieli, jak pobił pewnego młodzieńca, który ośmielił się powiedzieć na ulicy, co o nim myśli. A także słynne kłótnie sejmowe z jego udziałem (słów, których używał, wolałabym już nie przytaczać).

Ministra finansów powódź zmęczyła. Jednak inni politycy próbują skorzystać z okazji, by się pokazać w lepszym świetle. I tak na przykład były premier, obecny poseł lewicy Jirzi Paroubek stał się gwiazdą jednego z tabloidów, opowiadając o tym, jak to fala powodziowa uwięziła go wraz żoną i dzieckiem w domu (chwyt chyba się nie udał, bo z szybkiego dziennikarskiego śledztwa wyszło, że trudności polityka polegały na tym, iż musiał do pracy wybrać dłuższą drogę niż zazwyczaj). Przy okazji przypomniano, że nie on pierwszy korzysta z powodzi w celach promocyjnych. Kilkanaście lat temu ówczesny premier i szef sejmu wybrali się helikopterem, by obejrzeć zniszczenia dokonane przez wodę. Lot ten zapamiętano z powodu zdania, które ponoć rzucił ówczesny marszałek sejmu przed rozpoczęciem lotu: Vaszku, ciebie nienawidzi połowa kraju, mnie druga, wyobraź sobie, jaka by była radość w narodzie, gdyby helikopter spadł. Śmigłowiec nie spadł. A obaj politycy potem zostali prezydentami. Najpierw ówczesny premier (chodziło o Vaclava Klausa), potem ówczesny szef sejmu (Milosz Zeman), który obecnie pełni tę funkcję.

@RY1@i02/2013/110/i02.2013.110.00000060a.802.jpg@RY2@

Klara Klinger dziennikarka działu życie gospodarcze kraj

Klara Klinger

dziennikarka działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.