Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Trzecia szansa Mitta Romneya

29 czerwca 2018

Słabo oceniana prezydentura Baracka Obamy dramatycznie zwiększa prawdopodobieństwo odzyskania przez republikanów Białego Domu

Niedawny sondaż, według którego prawie połowa Amerykanów wolałaby, aby prezydentem kraju zamiast Baracka Obamy był dziś Mitt Romney, rozbudził spekulacje, że mógłby on jeszcze raz powalczyć o Biały Dom. Sytuacja, w której przegrany kandydat ponownie startuje w wyborach prezydenckich - i jeszcze je wygrywa - jest w Ameryce niezwykle rzadka, ale Romney ma w ręku kilka atutów.

45 proc. Amerykanów uważa, że sytuacja w kraju byłaby lepsza, gdyby w ostatnich wyborach prezydenckich zwyciężył Romney, a nie Obama, podczas gdy 38 proc. sądzi, że byłaby gorsza, wynika z badania przeprowadzonego przez Quinnipiac University. Co więcej, Romneya w Białym Domu chętnie widziałoby także 10 proc. ankietowanych deklarujących się jako zwolennicy demokratów, a jakby tego jeszcze było mało, to w tym samym sondażu Obama zdystansował Georgea W. Busha jako najgorszy amerykański prezydent po II wojnie światowej. Za takiego uznało go 33 proc. z 1446 respondentów.

Romney, który w 2008 r. przegrał wyścig o nominację prezydencką republikanów z Johnem McCainem, a niespełna dwa lata temu same wybory z ubiegającym się o reelekcję Obamą, zapowiadał, że nie zamierza podejmować kolejnej próby. Ale sprawa zaczęła żyć własnym życiem, a kolejny sondaż pokazał, że nie byłby bez szans. W opublikowanym w piątek w stanie New Hampshire sondażu, w którym zwolennicy republikanów wskazywali preferowanego kandydata swojej partii w wyborach w 2016 r., wręcz zmiażdżył rywali. Sondaż bez udziału Romneya wygrał obecny gubernator New Jersey Chris Christie, uzyskując 19-procentowe poparcie. Ale gdy do zestawu nazwisk dodano Romneya, dostał on 39 proc. głosów, a żaden z jego 13 rywali nie osiągnął nawet dwucyfrowego wyniku. Najlepsi z pozostałych okazali się Christie i Paul Ryan, który w 2012 r. był kandydatem na wiceprezydenta u boku Romneya - obaj uzyskali po 7 proc. poparcia.

- Sądzę, że on jednak wystartuje, choć pewnie nie chciałby, abym to mówił. Sto razy zapewnił, że nie, ale Mitt Romney zawsze osiąga to, co sobie założył - zdradził w telewizji republikański kongresmen Jason Chaffetz.

Przeciwko Romneyowi działa to, że Amerykanie generalnie nie lubią przegranych, a po dwóch nieudanych próbach może on być w ten sposób postrzegany. Nie przypadkiem po II wojnie światowej tylko dwa razy się zdarzyło, że pokonany w wyborach wystartował później ponownie. Demokrata Adlai Stevenson, który w 1952 r. zdecydowanie przegrał z Dwightem Eisenhowerem, cztery lata znów uzyskał nominację swojej partii i znów przegrał - jeszcze wyraźniej. Co więcej, w 1960 r. jeszcze raz chciał wystartować, ale przegrał prawybory z Johnem Kennedym. W decydującym starciu Kennedy wówczas pokonał Richarda Nixona, który w 1968 r. wystartował jeszcze raz - i wygrał. Był to jedyny taki przypadek w historii, ale biorąc pod uwagę skandal Watergate i ustąpienie z urzędu, Nixon nie jest prezydentem, do którego ktokolwiek chce się odwoływać.

Co zatem oprócz wspomnianych sondaży przemawia na korzyść byłego gubernatora Massachusetts? Po pierwsze, brak przekonujących kontrkandydatów w Partii Republikańskiej. Najczęściej wymieniani w kontekście startu w wyborach Chris Christie oraz Jeb Bush - młodszy brat Georgea W. i były gubernator Florydy - mają duży elektorat negatywny, a Bobby Jindal i Marco Rubio jako wywodzący się z mniejszości etnicznych mogą być trudni do zaakceptowania dla bardzo konserwatywnych wyborców. Po drugie, Romneyowi pomaga to, że jest osobą spoza waszyngtońskiego establishmentu i nie uczestniczy w bieżącym życiu politycznym. Na szczęście, bo jak pokazują sondaże, poziom zaufania Amerykanówi do Kongresu i prezydenta jest rekordowo niski. A Romney na dodatek cieszy się sławą skutecznego biznesmena. Wreszcie, jeśli już uzyskałby nominację republikańską, to miałby spore szanse w samych wyborach, bo demokraci też mają pewien problem z wyborem kandydata. Wśród zdeklarowanych zwolenników tej partii wygrywa zdecydowanie Hillary Clinton, ale ona też ma spory elektorat negatywny, nie mówiąc już o tym, że słabo oceniana prezydentura Obamy osłabia szanse wszystkich kandydatów demokratów, więc w starciu z byłą pierwszą damą Romney nie byłby bez szans.

@RY1@i02/2014/135/i02.2014.135.000001300.802.jpg@RY2@

ap

Romney przegrał już dwa razy. Ale nie jest typem losera

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.