Z wizytą u Messiego
Niewielki dom rodzinny schowany na końcu świata i małe boisko, na którym trawa jest bardziej brązowa niż zielona. Witajcie w południowej dzielnicy Rosario, gdzie przeciętny mieszkaniec miasta nigdy się nie zapuszcza. To tu wychował się najlepszy piłkarz ostatniej dekady
Rosario, 300 kilometrów na północ od Buenos Aires. Niby niedaleko, niby trzecie co do wielkości miasto w kraju z ponad milionem mieszkańców, ale od razu widać, że to całkiem inny świat. Bez drapaczy chmur i szalejących po ulicach kierowców. Wspólne jest tylko jedno - szaleństwo na punkcie piłki. "Rosario żyje futbolem bez przerwy" - mówi Cesar Luis Menotti w filmie "Messi", który został właśnie po raz pierwszy pokazany w brazylijskim Rio de Janeiro.
Czy to możliwe, żeby w takim mieście ludzie tak mało wiedzieli o kapitanie Argentyny? O piłkarzu, o którym mówi dzisiaj cały świat? Trudno w to uwierzyć. A jednak.
Dom, gdzie urodził się Messi? Boisko, na którym kopał piłkę jako dziecko? Miguel robi wielkie oczy. Wie, że to gdzieś na południu Rosario, ale nie potrafi podać nawet dzielnicy. Nie on jeden.
- Nie wiem, czy ktoś w centrum będzie w stanie pomóc. Dlatego, że my Messiego tak naprawdę nie poznaliśmy. Wyjechał jako dziecko, grał daleko, nigdy nie mieliśmy z nim takiego związku jak z piłkarzami oglądanymi tu na co dzień. Dopiero teraz odkrywamy go na nowo jako lidera reprezentacji - tłumaczy nam Francisco.
Messiego w Rosario praktycznie nie ma. Ani na wystawach na głównej promenadzie Avenida Cordoba, ani nawet na koszulkach sprzedawanych na rogach ulic.
Jak zatem kroczyć śladami Argentyńczyka? Nawet taksówkarze, którzy zapuszczają się w południowe rejony Rosario, muszą zasięgać porady i jechać tam po omacku. Na ich usprawiedliwienie trzeba przyznać, że skrzyżowanie ulic Estado de Israel i 1 de Mayo wygląda rzeczywiście tak, jakby to był koniec świata. Tak naprawdę jedynym znakiem, który mógłby wskazywać, że to miejsce związane z Messim, jest wielki mural na początku ulicy.
Sąsiedzi nie zostawiają jednak wątpliwości. To tu urodził się czterokrotny zdobywca Złotej Piłki.
Domek jest piętrowy, jak wszystkie w tej okolicy, ale skromny. I pozamykany na cztery spusty. Claudia Jimenez, której starszy syn utrzymuje kontakt z Leo, bo to koledzy z dzieciństwa, mówi, że cały czas ktoś w nim mieszka. Ostatnio brat gracza Barcelony z rodziną. Teraz nikogo nie ma, bo najpewniej wszyscy wyjechali do Brazylii, gdzie w Belo Horizonte Lionel wynajął od Ronaldinho na czas mistrzostw luksusową willę dla rodziny i przyjaciół.
Concepcion Randisi, inna sąsiadka, niemal rozpływa się na temat mamy Messiego - że skromna i bardzo uczynna, jednym słowem buenissima - a jej synowi też nie szczędzi pochwał. - Dzisiaj pewnie wszyscy w dzielnicy tak mówią, ale gdy tutaj mieszkał, to naprawdę był złoty chłopak.
Utarło się przekonanie, że Leo zaczął piłkarską karierę w niewielkim klubie Grandoli, kawałek drogi od rodzinnego domu. To prawda, choć Ruben, sąsiad z naprzeciwka, precyzuje: - Jego pierwszym boiskiem była ulica. Bez przerwy grał w piłkę przed naszymi oknami.
Pewnie też na oczach babci i dziadka, bo za rogiem, niewiele ponad sto metrów od domu, mieszkają rodzice Jorge. Maria, przyjaciółka od 40 lat, mówi, że nazywają ich tu dona Rosa i don Messi. Z niekłamanym szacunkiem. Ostatnio widuje ich jednak coraz rzadziej. Twierdzi, że mają problemy z chodzeniem.
W dzielnicy, w której Messi spędził dzieciństwo, nie ma zwartej zabudowy jak bliżej centrum. Przy głównej ulicy Uriburu brakuje chodników, przyjezdni rzadko się tu zapuszczają, a po zmroku lepiej w ogóle się nie pokazywać. Widocznej biedy może nie ma - choćby w porównaniu z autentycznymi slumsami, które przerażają przy wjeździe do Rosario albo obok dworca autobusowego w Buenos Aires - ale rezydencji zamożnych mieszkańców też nie znajdziemy.
Gdy dzisiaj Messi przyjeżdża w rodzinne strony, ma do wyboru albo rozległą posiadłość Arroya Seco, położoną pod miastem, albo mieszkanie w apartamentowcu Aqualina, niemal w centrum.
Aby dotrzeć na trening do klubu Grandoli, gdzie zaczęli nazywać go "Pchłą", mały Leo musiał iść z domu co najmniej 20 minut. Po drodze jest jeszcze jedno boisko, ale tak nierówne, że chyba nawet on nie potrafiłby utrzymać piłki przy nodze. Miguel Angel de Sousa, który pamięta dawne czasy, nie przypomina sobie, aby Leo grywał tu z kolegami.
Co innego w Grandoli. Obiekt nie jest duży, trawa teraz niemal brązowa, ale gdy Carlos Gomez otwiera drzwi niewielkiej kanciapy za trybunami, nagle następuje olśnienie - w tym niepozornym miejscu zaczęła się historia, która może przetrwać całe pokolenia. Na półkach dziesiątki pamiątek i pucharów.
- Wiele z nich zdobyliśmy dzięki Messiemu - mówi Carlos i nie bez dumy pokazuje na ścianie, tuż przy wejściu, plakaty ze zdjęciami Leo. Widać na nich kilka kolejnych roczników, w których występował, i jego pierwszych trenerów.
Carlos jest pracownikiem klubu od lat 80. Mieszka po drugiej stronie ulicy. Przed oczami ciągle ma małego Lionela, jak z piłką przy nodze mija rówieśników.
- Dzieci zaczynają grać u nas w wieku kilku lat. Nie pamiętam dokładnie, jak było z Leo, może zaczął trochę później, bo jako dziecko był niezwykle drobniutki. Ale jak tylko dostał piłkę, widać było, że ma ogromny talent - mówi.
Jedynym w pełni profesjonalnym klubem w Rosario, gdzie występował mały Leo, jest Newell’s Old Boys. Co ciekawe, to też jedyny klub w Argentynie, którego barwy reprezentowali zarówno Messi, jak i Maradona. Dzisiaj Newell’s wyróżnia się tym, że kibice przed kilkoma laty nazwali stadion imieniem Marcelo Bielsy, legendarnego trenera klubu, który obecnie prowadzi Olympique Marsylię. Swoją trybunę ma tu też Gerardo "Tata" Martino, do niedawna trener Barcelony. To osoby związane z największymi sukcesami klubu.
Marcelo Maisonnave z biura prasowego Newell’s nie ma też problemu ze wskazaniem największej porażki. - Wszyscy przeklinają teraz dawne władze, które dopuściły do tego, że Leo wyjechał z Rosario. To najgorsza decyzja, jaką można było podjąć - mówi wprost. Nawiązuje do tego, że działacze Newell’s nie byli skłonni płacić 900 dolarów miesięcznie za leczenie zdolnego piłkarza, gdy okazało się, że konieczne jest stosowanie hormonu wzrostu. Decyzja działaczy rzeczywiście dziwi, jeśli spojrzymy na bilans Lionela w czerwono-czarnych barwach - 234 gole. A wyjechał przecież, mając niecałe 13 lat.
Rywalizacja Newell’s z Rosario Central jest bardzo zaciekła. - W reprezentacji nikt Messiego nie tknie. Ale jak tylko dyskusja przechodzi na poziom klubów, złośliwości nie brakuje - Maximiliano uśmiecha się znamiennie. Przed kilkoma laty pojawiła się nawet wzmianka w prasie, że Messiemu dostało się od krewkiego kibica, najpewniej Rosario Central. Sam piłkarz pospiesznie zaprzeczył, aby doszło do takiego zdarzenia, ale gdy pytamy Maximiliano, czy taka sytuacja byłaby możliwa, nie zaprzecza.
W mieście jest jeszcze jedno miejsce, oprócz rodzinnej dzielnicy, gdzie piłkarz może czuć się całkowicie swobodnie. To bar VIP, którego szefem od ponad czterech lat jest Jorge Messi. Lokal nie jest bardzo duży, ale w środku zmieści się kilkadziesiąt osób, a przy stolikach na zewnątrz niemal drugie tyle.
Gości tu nigdy nie brakuje, niezależnie od pory, a na mecze reprezentacji trzeba dokonywać rezerwacji. Mario, jeden z ok. 30 pracowników, mówi, że Leo też się tu pojawia, jak tylko jest w rodzinnych stronach.
To właśnie w tym barze niedługo przed mistrzostwami Messi złożył ważną deklarację. Gdy jeden z kibiców podstawił mu obrazek z Pucharem Świata, przy autografie piłkarz dorzucił spontanicznie: "Obiecuję, że zdobędziemy ten puchar".
Zostały mu dwa mecze, żeby to spełnić. Może wtedy wreszcie wszyscy mieszkańcy Rosario na dobre potraktują go jak swojego, a Leo przebije legendę urodzonego tu także Che Guevary.
I może szybciej w Rosario powstanie muzeum na jego cześć. Bo na razie wciąż jest tylko w planach.
@RY1@i02/2014/131/i02.2014.131.000001600.802.jpg@RY2@
AP
Zwykli mieszkańcy Rosario zobaczyli w Messim bohatera dopiero teraz, podczas mundialu
Remigiusz Półtorak
korespondencja z Argentyny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu