Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasi do Camerona: nie pozwolimy się dyskryminować

3 lipca 2018

Dziś o 14 na Downing Street 10 mają załopotać polskie flagi. "Nie przyjechaliśmy tu po zasiłki" - to główne przesłanie

Nasi rodacy na Wyspach postanowili zamanifestować sprzeciw wobec nagonki na pracujących tu obcokrajowców. Dziś organizują protest przed siedzibą głowy brytyjskiego rządu.

- Rzadko zdarza się, żeby premier rządu stygmatyzował jakąś społeczność, a premier Cameron nazwał Polaków "child benefit abusers", naciągaczami zasiłków na dzieci - tłumaczy Jerzy Byczyński, przewodniczący Polish Youth Association "Partiae Fidelis", głównego organizatora i pomysłodawcy protestu.

Poparcie i chęć uczestnictwa w proteście wyraziły też inne organizacje polonijne: Polish Professionals in London (zrzeszające m.in. pracowników londyńskiego City), Zrzeszenie Nauczycielstwa Polskiego za Granicą, Polish Cooperation Network. Wsparcie wyraziły osoby prywatne, m.in. Janusz Różycki, syn Jerzego Różyckiego, jednego z matematyków, którzy złamali Enigmę.

Na Facebooku wydarzenie zebrało 6,5 tys. lajków, obecność zapowiedziało kilkaset osób. Ile przyjdzie? Musieliby się zwolnić z pracy. - Mnie się nie podoba, że tłum bije gościa za polską flagę na kasku. Nie będę płakał nad jedną dniówką - deklarował użytkownik Jarek Quercus.

Odniósł się do wydarzenia, które miało miejsce w połowie stycznia na przedmieściach Londynu. Grupa 15 mężczyzn dotkliwie pobiła 35-letniego polskiego motocyklistę pod pubem Cross Keys w dzielnicy Dagenham. Jego żona, która była świadkiem zajścia, relacjonowała, że napastników zirytowała naklejka z polską flagą, jaką miał na kasku. Bijąc go, krzyczeli "Wracaj, skąd przyjechałeś. Wracaj do Polski!".

To pobicie było jednym z impulsów do organizacji protestu. Byczyński chciałby, żeby docelowo zachęcił on rodaków do większej aktywności obywatelskiej. - Teraz nie są poważnie traktowani przez tutejszych polityków. Zmieni się to, tylko pod warunkiem że masowo ruszą do urn - mówi Byczyński, będący na Wyspach od 5 lat, absolwent prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Westminster, który kontynuuje studia na BPP Law School w Londynie.

- Nie chcemy umniejszać brytyjskiej gościnności i szczodrości, jakich doświadczyliśmy po 2004 r. - czytamy w petycji, którą protestujący mają wręczyć na Downing Street. - Boli nas jednak, że polsko-brytyjskie relacje są na skraju zniszczenia przez populistycznych polityków, którzy z Polaków zrobili kozły ofiarne. Nie chcemy nikomu narzucać, jak mają wyglądać system świadczeń socjalnych i relacje z Unią. Jesteśmy zdania, że decyzje odnośnie do politycznej przyszłości powinny zapadać w uczciwej debacie z użyciem wyważonych argumentów. Ale nie pozwolimy na nietolerancję i dyskryminację Polaków.

Protesty organizowane są w czasie, gdy brytyjskie MSW pracuje nad raportem, który ma udowodnić tezę o turystyce zasiłkowej na Wyspy. Problem w tym, że nie ma argumentów za taką tezą. W efekcie publikacja jest opóźniana. Z dostępnych informacji wynika, że może nawet zostać zarzucona.

Zapytaliśmy w brytyjskim resorcie, co spowodowało opóźnienie publikacji raportu. - Swoboda przepływu osób to skomplikowane zagadnienie z wieloma różnymi kwestiami do rozważenia. W efekcie zdecydowaliśmy, że chcemy spędzić więcej czasu nad tym raportem - dowiedzieliśmy się. Odnośnie do terminu publikacji usłyszeliśmy krótkie - "Kiedy będzie gotowy".

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.