Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Szybkie pięści, gorące serca, muzyka i futbol

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W Nicei kibice z Polski i Irlandii Północnej przez całą niedzielę wspólnie przygotowywali się do meczu. Pierwsze starcie w Euro 2016 w grupie C rozpoczęło się o godz. 18

Słońce praży w Nicei niemal bez przerwy, ale tym razem najgoręcej zrobiło się w nocy. Na szczęście tylko przez chwilę. Bawiących się w swoim stylu Irlandczyków z Północy, do których w dużym Irish Pubie w centrum starego miasta dołączyli Polacy, zaczęli prowokować w sobotę późnym wieczorem lokalni ultrasi. Znani, mówiąc delikatnie, z nie najlepszej reputacji.

Czy to byli członkowie jednej z radykalnych grup nacjonalistycznych, związanych ze skrajną prawicą, o których głośno było nieraz, gdy drużyna z Nicei grała jeszcze na starym stadionie Ray? Tego nie wiadomo. Z relacji świadków wynika, że lokalni chuligani zaczęli intonować hymn "Nissa la bella" (spopularyzowany właśnie przez ultrasów OGC Nice), chcąc sprowokować obcokrajowców. Na słowach się nie skończyło: butelka rzucona w kierunku kibiców z Ulsteru doprowadziła do ogólnej bijatyki. Polacy, siedzący też w wielu okolicznych kafejkach, najprawdopodobniej nie ucierpieli, choć wstępny bilans mówi, że siedem osób zostało rannych, w tym Irlandczycy i Francuzi.

O tym, jak gwałtowna była ta krótka bitwa, świadczy fakt, że jeden z poszkodowanych doznał wstrząśnienia mózgu. "Zachowanie chuliganów jest niedopuszczalne i powinno być potępione" - napisał na Twitterze Christian Estrosi, prezydent regionu. I pogratulował służbom porządkowym sprawnej akcji.

Rano nie było już w centrum miasta żadnego śladu po bijatyce. A pytani przez nas mieszkańcy nie wiedzieli nawet, że kilka godzin wcześniej było gorąco. - Ale wiemy, że to na pewno działo się tutaj - mówiły nam wczoraj właścicielki znajdującego się naprzeciwko sklepu z pamiątkami, zadowolone, że obyło się bez zniszczeń.

Skąpana w południowym słońcu Nicea jest trochę uśpiona i trudno znaleźć wiele elementów wskazujących, że zaczęły się tu mistrzostwa Europy. Gdyby nie Irlandczycy... Gdy tylko kawiarnie i puby zostały otwarte, zaczęli znów zabawę, do której chętnie przyłączali się Polacy. Szczególnie na rue Saint-François-de-Paule, w Irish Pubie. Można było wręcz odnieść wrażenie, że przybysze z Wysp najchętniej urządziliby tam plenerową dyskotekę, przy rytmach najbardziej znanych hitów i z kubkiem piwa w ręce. Trochę symbolicznie, bo tuż obok znajduje się targ kwiatowy, ale to od irlandzkich koszulek rzeczywiście było zielono, gdy falą sunęli w kierunku celu, jaki stanowił pub.

Polacy też brali w tym udział, ale nie byli aż tak widoczni. - Przyjechaliśmy do Nicei, bo syn miał trochę szczęścia. Udało mu się wylosować bilety, i to nie na jeden mecz, z Irlandią Północną, lecz także na Ukrainę. Z tamtego jednak chyba zrezygnujemy - mówił nam Sylwester z Buska-Zdroju. - Zwykle jeździmy na piłkę ręczną, byliśmy m.in. na ostatnich mistrzostwach Europy w krakowskiej Arenie. Wtedy został niedosyt, tym razem musi się skończyć lepiej!

Na tle grupowo bawiących się Irlandczyków z Północy rzucało się w oczy rozbicie biało-czerwonego obozu. Tu dwie osoby, tam cztery, w innym miejscu pięć. - Reprezentacja łączy, ale jednak wszyscy wolą się trzymać w swoim klubowym gronie, ot, takie rozbicie dzielnicowe - tłumaczyli kibice z Poznania. - Poza tym przyjechało po prostu wiele rodzin z dziećmi, a z nimi jednak ciężko przesiadywać przy piwie.

Jak mówiła nam Polka mieszkająca tu od siedmiu lat, rodacy na miejscu też nie tworzą zwartej kolonii. Dlatego zdecydowanie częściej można było wczoraj usłyszeć polską mowę pojedynczych osób niż głośny doping dla Lewandowskiego i spółki. Niektórzy z fanów kadry Adama Nawałki próbowali jednak dotrzymać kroku Irlandczykom, śpiewając raz za razem, że "biało-czerwone to barwy niezwyciężone", ale wyspiarze od razu kontrowali ich całym repertuarem boiskowych przyśpiewek.

- Na tym polu to oni nas faktycznie kasują. Mają co śpiewać i potrafią to robić, a my w kółko to samo - przyznał w końcu kibic z nazwiskiem, jakżeby inaczej, Lewandowskiego na koszulce. - Ale wieczorem załatwimy ich na boisku, a tylko to się liczy - dodał optymistycznie.

Rzeczywiście, przedmeczowy show zdecydowanie wygrali Irlandczycy z Północy. Ale nawet oni przyznawali, że chcieliby mieć w składzie Lewandowskiego. - On jest the best, ale sam wam meczu nie wygra. Będziemy lepsi - stwierdził w końcu Irlandczyk promujący z kolei na przyodziewku Kylea Laffertyego.

@RY1@i02/2016/112/i02.2016.112.000001500.802.jpg@RY2@

BARTEK SYTA/POLSKA PRESS

Wspólnie daliśmy przykład dobrego kibicowania

Rafał Musioł

 Tomasz Bilewicz

 Remigiusz Półtorak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.