Przykład Japonii pokazuje, że nie wystarczy zmiana prawa
Japoński kodeks pracy dostrzega potrzeby kobiet, ale zawodzi praktyka i system korporacyjny. O realiach kraju, który z jednej strony oferuje urlop menstruacyjny, a z drugiej jest na szarym końcu w rankingach równouprawnienia mówi japonistka Eliza Klonowska-Siwak
Jak to jest być kobietą pracującą w Japonii?
Po raz pierwszy przyjechałam do Japonii w 1997 r., pracowałam podczas wakacji studenckich w firmie należącej do bardzo dużej grupy - japońskich kolei. Uderzyło mnie to, że poza licznymi w biurze OL - office ladies, praktycznie nie było tam kobiet na stanowiskach merytorycznych. Było ich tak mało, że nawet żadnej osobiście nie spotkałam, choć widziałam je na liście płac. Później, już jako szefowa polskiej placówki dyplomatycznej w Tokio, sama miałam początkowo kłopot z uzyskaniem uznania ze strony mężczyzn z powodu mojej płci. Zmieniało się to z czasem. Nadal jednak tylko 15 proc. wyższych stanowisk w biznesie zajmują kobiety, choć cel rządu to 30 proc. Luka płacowa w Japonii wynosi 30 proc. Kobiety często są lepiej wykształcone, bardziej się starają, m.in. ze względu na większe wymagania wobec nich i konieczność tzw. wykazania się, a mimo to, traktowane są gorzej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.