Artyści na garnuszku Ameryki
Dzięki prezydentowi Rooseveltowi twórcy kultury pokochali w USA lewicę, a senator McCarthy umocnił ich w tym uczuciu na następne pokolenia
Kiedy półtora tygodnia temu w wywiadzie na łamach magazynu „Esquire” Samuel L. Jackson zbluzgał Donalda Trumpa, nikt w USA nie poczuł się tym zaszokowany ani nawet zaskoczony. „Ten sku…syn rujnuje naszą planetę i robi wiele innego rodzaju szaleństw. A ludzie myślą, że to w porządku. To nie jest, k…a, w porządku. A jeśli nic na ten temat nie mówisz, to jesteś współwinny” – perorował aktor na temat urzędującego prezydenta. Na elektoracie Trumpa te słowa nie zrobiły wrażenia, trudno bowiem w Stanach Zjednoczonych o rozpoznawalnego artystę, który nie narzekałby na prezydenta. Różnice tkwią tylko w formie. Można, jak Robert De Niro, powiedzieć po prostu „Fuck Trump”, albo jak Jane Fonda przyrównać prezydenta do Adolfa Hitlera.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.