Nowelizacja ustawy powinna usprawnić przetargi
Rozmowa z dr. hab. Przemysławem Szustakiewiczem, adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego, byłym wiceprezesem Urzędu Zamówień Publicznych
Chociaż wchodząca w życie 20 lutego 2013 r. nowelizacja ustawy - Prawo zamówień publicznych w znacznej części jest poświęcona zakupom broni, to sporo też zmieniono w zamówieniach klasycznych. Jak ocenia pan te zmiany?
Przyznam, że nie lubię zmian w prawie zamówień publicznych. Budując w Urzędzie Zamówień Publicznych w sposób kodeksowy tę ustawę, liczyliśmy w 2004 r. na to, że zniechęcimy ustawodawcę do częstych zmian. Tymczasem odnoszę wrażenie, że traktuje on te przepisy jako swego rodzaju poletko eksperymentów. Od 2010 r., gdy ukazał się ujednolicony tekst p.z.p., mieliśmy już 11 noweli, przy czym co najmniej raz na rok dokonywana jest głęboka zmiana ustawy. Taka sytuacja nie sprzyja dobremu stosowaniu przepisów zamówieniowych. Tym bardziej że zmiany moim zdaniem nie są poprzedzone głęboką refleksją nad funkcjonowaniem prawa. Tym razem jednak wydaje się, że nowelizacja jest konieczna i przemyślana. Konieczna, bowiem transponuje do polskiego systemu przepisy europejskie, a przemyślana, bo zawiera rozwiązania, które mogą usprawnić postępowanie.
Przechodząc do konkretnych regulacji - zamawiający zyskają prawo do stawiania warunków dotyczących rzetelności wykonawców. Jak w praktyce może to wyglądać?
Pojęcie rzetelności jest istotnie nieostre. W prawie rozumiemy je najczęściej jako należyte wykonywanie obowiązków, uczciwość, dotrzymywanie zobowiązań, sumienność i solidność. To oczywiście może rodzić wątpliwości co do oceny wykonawcy i stosowania przepisu. Uważam jednak, że im więcej możliwości oceny, tym lepiej. Konstruując specyfikację istotnych warunków zamówienia, zamawiający powinien dostosować wymagania stawiane wykonawcom do konkretnych potrzeb. To jest kolejne narzędzie, które poszerza taką możliwość zamawiającego. Obawiam się jednak czego innego. Art. 22 ust. 5 p.z.p. daje zamawiającemu fakultatywne prawo do stawiania takich warunków. Znając swego rodzaju nadmierną "ostrożność" zamawiających przed posądzeniem, że ustawili zamówienie, jestem przekonany, iż ten przepis pozostanie martwy.
Nowela wprowadza też obowiązek składania przez wykonawców listy powiązań kapitałowych. Ma to zapobiegać zmowom przetargowym. W pana ocenie przepis ten będzie skuteczny?
To dobre rozwiązanie. Obserwacja rynku zamówień publicznych pokazuje, że różnego rodzaju próby tworzenia nieprawdziwej konkurencji poprzez uczestniczenie w jednym postępowaniu przedsiębiorstw powiązanych ze sobą kapitałowo nie są rzadkie. W oczywisty sposób nie sprzyja to rozwojowi konkurencji. Tymczasem należy wskazać, że jedną z funkcji zamówień publicznych jest rozwój konkurencji. Dzięki temu publiczni zamawiający wydają mniej publicznych środków na coraz to lepsze produkty. Konkurencja na rynku zamówień publicznych zmusza zatem przedsiębiorców do innowacyjności. Korzystają na tym nie tylko publiczni zamawiający, ale wszyscy konsumenci.
Długo oczekiwaną zmianą jest wprowadzenie dialogu technicznego. W jego trakcie zamawiający będą mogli rozmawiać z wykonawcami i na podstawie zdobytej w ten sposób wiedzy kłaść większy nacisk na innowacyjność. Czy pana zdaniem nowe rozwiązanie będzie wykorzystywane przez zamawiających? Czy też stanowić będzie margines, podobnie jak to jest z dialogiem konkurencyjnym?
Przed chwilą wspomniałem o tym, że zamówienia publiczne są ważnym motorem gospodarki w zakresie innowacyjności. Dialog techniczny jest rozwiązaniem, które ma umożliwić zamawiającym skorzystanie z pomocy specjalistów przy konstrukcji specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Dialog powinien być zastosowany w sytuacji, gdy zamawiający chce kupić jakiś specjalny, jeszcze nieistniejący produkt. Dotychczas w takich sytuacjach posiłkował się biegłymi lub specjalistami powołanymi w skład komisji przetargowej. Teraz będzie miał możliwość powołania w sposób formalny doradców w ramach dialogu. Podobne rozwiązania są stosowane z powodzeniem w obrocie prywatnym. Wydaje się, że powinny sprawdzić się w zamówieniach publicznych.
Ciekawym rozwiązaniem wydaje się nowy system kwalifikowania wykonawców przy zamówieniach sektorowych. Cel jest taki, by raz sprawdzona firma nie musiała w każdym kolejnym przetargu potwierdzać spełniania warunków. Czy pana zdaniem podobna regulacja miałaby szansę sprawdzić się też przy zamówieniach klasycznych?
W ostatnich latach priorytetem ustawodawcy było przyśpieszenie procedury zamówienia publicznego. To rozwiązanie właśnie temu służy. Przyznam, że nie widzę powodów, dla których to rozwiązanie nie mogłoby być stosowane w zamówieniach klasycznych.
Na co powinni położyć nacisk zamawiający, ucząc się nowych regulacji? A do czego przede wszystkim mają przygotować się wykonawcy?
Nowela jest obszerna. Wydaje mi się, że oczywiście najciekawsze i bardzo ważne są zmiany dotyczące zamówień z zakresu obrony i bezpieczeństwa. Będą one istotne dla polskiego sektora obronnego. Dotychczas zamówienia w tym sektorze odbywały się poza powszechnym systemem zamówień publicznych. Teraz polskie przedsiębiorstwa będą musiały zetknąć się z konkurencją innych przedsiębiorstw europejskich w tym sektorze. Z drugiej strony polskim firmom zbrojeniowym wolno uczestniczyć w postępowaniach w innych krajach. To może stać się dla nich szansą. Ważne są regulacje dotyczące prekwalifikacji wykonawców w trybach zamkniętej konkurencji. Mogą mieć one duże znaczenie w praktyce, tym bardziej że te tryby są coraz częściej stosowane.
@RY1@i02/2013/025/i02.2013.025.21500020h.802.jpg@RY2@
Wojciech Górski
Dr hab. Przemysław Szustakiewicz, adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego, były wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych
Rozmawiał Sławomir Wikariak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu