Brakuje instancji odwoławczej w postępowaniach o zamówienie publiczne
Nie sprawdził się model pozasądowego zawodowego arbitrażu. Powodem jest nadmierna koncentracja kompetencji w rękach tandemu: Urzędu Zamówień Publicznych i Krajowej Izby Odwoławczej.
Oficjalnym uzasadnieniem powołania Krajowej Izby Odwoławczej rozstrzygającej spory o zamówienia publiczne była chęć zapewnienia jednolitości orzecznictwa. Podkreślano, że zawodowy arbitraż - wykonywany przez osoby skupione w jednej instytucji, przebywające na stałe razem i mogące podlegać wspólnym szkoleniom - wyeliminuje sprzeczne, zaskakujące orzeczenia. Mimo tych założeń mamy obecnie w zakresie merytorycznej linii orzecznictwa sporo rozbieżności, powodujących, że wielu pełnomocników idzie do KIO, nie wiedząc, jaki wyrok uda im się "wylosować". Niech przykładem będzie zmienność stanowisk składów orzekających KIO, a także ich niezgodność z opinią Urzędu Zamówień Publicznych, w zakresie przesłanek zatrzymywania wadium wykonawców, którzy "nieskutecznie" uzupełnili oferty.
To wszystko powoduje, że projekt powołania pozasądowego zawodowego arbitrażu w sprawach zamówień publicznych na obecnym etapie należy ocenić za nieudany. Niewątpliwie należy poszukiwać zmian we wzajemnym usytuowaniu Urzędu Zamówień Publicznych i Krajowej Izby Odwoławczej. Obecny model nie przysparza szacunku żadnej z tych instytucji, skoro jedna wydaje opinie prawne, pomijane następnie w orzecznictwie drugiej.
Paradoksalnie uważam, że winę za sytuację ponosi nadmierna koncentracja kompetencji w rękach tandemu UZP - KIO, a także praktyczna jednoinstancyjność "nieomylnego" orzecznictwa KIO. Gdyby z rynku nie eliminowano możliwości odwoływania się do drugiej instancji, UZP i KIO musiałyby wypracować wspólne zasady orzekania i jednolite zasady ocen różnych stanów faktycznych i prawnych, powstałych na gruncie dziurawej jak sito ustawy - Prawo zamówień publicznych. Proces ten musiałby wpłynąć na większy szacunek rynku do orzecznictwa w sprawach zamówień publicznych. Tymczasem proces supremacji UZP i KIO w praktyce trwa od kilku lat: najpierw usunięto zakaz zawierania umów do czasu wydania wyroku przez sąd okręgowy, potem absurdalnie podwyższono wysokość wpisu sądowego. W miedzyczasie zaś, na skutek orzeczenia Sądu Najwyższego, uznano konieczność umarzania wszelkich postępowań skarbowych w sprawach, gdzie umowy już wykonano.
Być może rozwiązaniem byłoby powołanie szybkiej, wyspecjalizowanej instytucji, np. specjalnego wydziału sądu, działającej jako II instancja. Można także zastanawiać się nad wprowadzeniem II instancji w ramach KIO. Umożliwiłoby to szybkie odwołanie się od rozstrzygnięcia jednego arbitra do pełnego składu KIO - zarówno przez strony, jak i przez prezesa UZP.
Na wzór orzecznictwa Sądu Najwyższego, można byłoby wreszcie przyjąć zasadę wydawania uchwał w sprawie zasad prawnych zamówień publicznych przez pełny skład KIO, po obowiązkowej konsultacji Urzędu Zamówień Publicznych, i przy prawie udziału prezesa KIO, na warunkach analogicznych do znanych kompetencji prokuratora generalnego w różnych procedurach. Z kolei dla członków KIO naruszenie zasady prawnej KIO ustalonej przez pełen skład mogłoby być uznawane za naruszenie zasad wykonywania funkcji, z możliwością zastosowania odpowiedzialności dyscyplinarnej.
Nawet prezes Urzędu Zamówień Publicznych pisemnie skrytykował niektóre rozstrzygnięcia arbitrów. Jednak niezależnie od tonu troski o jakość czy spójność orzecznictwa, jak też wskazywania na pogwałcenie interesu publicznego - nas zastanawiać powinien brak ustawowych ram do tego typu interwencji. Źle wpływa to i na autorytet arbitrów i izby jako całości.
@RY1@i02/2010/199/i02.2010.199.087.002a.001.jpg@RY2@
Piotr Trębacki, radca prawny, partner w Kancelarii Prawnej Czublun Trębicki w Warszawie, prowadzący dział zamówień publicznych
egi
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu