Kontrolerzy NIK straszą w samorządach. Inwestycje zagrożone
Współfinansowanie
Najwyższa Izba Kontroli bierze pod lupę projekty partnerstwa publiczno-prywatnego. Jak dowiedział się DGP, trwa właśnie pierwsza, całościowa kontrola tego obszaru. Jej wyniki będą znane najwcześniej pod koniec roku.
Eksperci są pewni - kontrola nie poprawi atmosfery wokół PPP, która już jest nieciekawa. Z badań Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że aż 70 proc. badanych podmiotów zniechęciło się do sięgnięcia po tę formę realizacji projektów z obawy, że ściągną na siebie podejrzenia i kontrolerów. I można być pewnym, że działania NIK odstraszą kolejnych samorządowców, który rozważali wejście w PPP.
Zdaniem sekretarza Związku Powiatów Polskich Rudolfa Borusiewicza takie zmasowane kontrole tłumią chęć kreatywnych działań na rzecz lokalnych społeczności. - Większym problemem w naszym życiu jest nie brak pieniędzy, lecz brak zaufania - ocenia. Natomiast Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich mówi jeszcze mocniej. - NIK ma prawo kontrolować wszystko. Ale w Polsce jako kraju postkomunistycznym mamy wciąż bolszewickie spojrzenie na taką formę realizacji inwestycji jak PPP. I w każdym kontakcie przedstawiciela sektora publicznego z biznesem upatruje się korupcji i czegoś podejrzanego. PPP jest na celowniku - żali się Porawski. I zastanawia się, jak do inwestycji budowanych w PPP podejdą kontrolerzy.
- To oczywiste, że mogą zostać wykryte jakieś niedociągnięcia. Ale czy zostaną potraktowane na zasadzie: nie jest tak źle, trzeba poprawić detale, czy: zrobili błąd, trzeba ich wsadzić do więzienia - tłumaczy Porawski.
Jeden z samorządowców, który ma właśnie u siebie kontrolera NIK, twierdzi, że podobno to na zlecenie rządu badają, dlaczego jest takie małe zainteresowanie PPP. Mają sprawdzać wszystkie projekty, także te, które nie wyszły. - Kontroler uspokajał nas, że chodzi o to, aby pomóc tym, którzy się na to decydują, a nie zaszkodzić - dodaje samorządowiec.
NIK dementuje: Mówi, że kontrola jest planowa, a on jest niezależnym organem. Zakresu kontroli nie chce jednak ujawnić.
W Polsce na PPP decydują się praktycznie wyłącznie samorządy. Od trzech lat na własnej skórze testują ustawę o PPP. Sprawdzają przepisy w praktyce, ale na pomoc administracji rządowej nie mają co liczyć.
Nie ma szkoleń. Nie ma projektów pilotażowych. Nie ma organu koordynującego PPP - żalą się lokalni włodarze. W efekcie mamy w Polsce tylko 10 zrealizowanych umów PPP. Kolejne 18 czeka na dopięcie.
- Według mnie kontrolerzy za mało wiedzą o PPP, aby się do tego zabierać. Mieli tylko jedno szkolenie - ocenia dr Irena Herbst z Centrum PPP.Dodaje, że gdy słyszy o całościowej kontroli PPP, to ma w sobie taką nieufność jak samorządy.
Współpraca Tomasz Żółciak
Ewa Ivanova
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu