Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ekologiczny transport miejski rozbija się o ceny pojazdów

29 marca 2017

Passa dla producentów niskoemisyjnych pojazdów trwa w najlepsze. Kosztem miast. Nie kupią już autobusów elektrycznych za tyle, ile planowały w budżetach jeszcze dwa lata temu.

Jesteśmy teraz w patowej sytuacji - przekonują samorządowcy. Rząd chciałby bowiem, by to właśnie miasta były flagowym przykładem, że pojazdy zasilane prądem to przyszłość. Resort energii nie kryje, że to właśnie gminy powinny być w awangardzie zmian. Problem w tym, że wielu z nich nie stać na takie przecieranie szlaków i kosztowne inwestycje w elektryczne pojazdy. Zwłaszcza że konkretnego wsparcia finansowego ze strony rządu nie widać na horyzoncie. W praktyce miasta mogą więc liczyć wyłącznie na środki własne i unijne fundusze.

Śmiałe deklaracje rządu, który liczy na rozkręcenie w Polsce rynku pojazdów elektrycznych, to jedno. A zauważany przez samorządowców wzrost cen niskoemisyjnych autobusów to drugie. Pojazdy elektryczne są teraz średnio o 15 proc. droższe niż jeszcze rok-dwa lata temu, gdy odbywały się pierwsze przetargi. W niektórych przypadkach trzeba za pojazd płacić prawie 1/3 więcej, niż przewidywały miasta. Ponieważ zaś ceny są płynne i ustalane w drodze przetargu, zróżnicowanie kosztów jest niekiedy bardzo duże. Często też oferty składa tylko jedna lub dwie firmy, a taki brak realnej konkurencji daje przewagę producentom przy negocjacjach cenowych.

Marian Sosnowski, dyrektor ZTM w Kielcach, podkreśla przy tym, że trudno mieć pretensje do producentów, że we wstępnych rozmowach podawali niższe ceny, niż życzą sobie obecnie. - To oczywiste, że nikt nie podaje od razu ceny ostatecznej, bo w takim razie nie byłoby w ogóle potrzeby organizowania przetargu - mówi Sosnowski.

Ceny są płynne

Dyrektor ZTM w Kielcach zaznacza również, że na całkowity koszt pojazdu wpływa cały szereg czynników, m.in. wielkość zamówienia, specyfikacja techniczna pojazdu, jego wyposażenie, warunki gwarancji albo termin dostawy. - Jeżeli my zażyczyliśmy sobie odpowiednią liczbę kamer do monitoringu, klimatyzację, dwa biletomaty w długim autobusie i jeden w krótkim, a do tego tablice elektroniczne, urządzenia głośnomówiące i bramkę liczącą pasażerów, to musimy liczyć się z tym, że za te usprawnienia dla pasażerów przyjdzie dopłacić - stwierdza Marian Sosnowski. Zgadza się z nim Barbara Langner, dyrektor MZK w Zielonej Górze. - Porównywanie cen autobusów bez uwzględnienia ich wyposażenia nie jest do końca miarodajne, bo potrafi ono kosztować od 100 do 200 tys. zł - zwraca uwagę.

Rynek wolny, ale...

- Do tej pory przetargi na zakup autobusów wygrywała najczęściej firma Solaris Bus & Coach - mówi Iwona Gajdzińska, rzecznik prasowy MPK Poznań. Podaje, że po ulicach stolicy Wielkopolski jeździ aż 248 pojazdów tej marki, co stanowi ponad 77 proc. całego taboru.

To niejedyne miasto, w którym Solaris wiedzie prym. Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w ubiegłym roku firma była po raz kolejny liderem w miejskim segmencie autobusów i sprzedała rekordową liczbę nowych pojazdów. Było to aż 465 sztuk, czyli o 117 więcej niż rok wcześniej, co stanowi wzrost o ponad 33 proc. W sumie Solaris miał w tamtym roku udział w kategorii autobusów miejskich na poziomie ponad 64 proc. Jego najbliższy konkurent, czyli Mercedes-Benz, sprzedał w tym czasie 120 autobusów miejskich, a w 2015 r. zaledwie 12.

Samorządowcy podkreślają, że taka sytuacja nie pozostaje bez wpływu na przetargi, podczas których konkurują ze sobą często tylko dwie firmy. - Rynek autobusów elektrycznych jest w tej chwili na tyle wąski, że to producenci dyktują ceny - stwierdza Tomasz Koralewski z Wrześni.

Zdarza się również, że w trakcie przetargów wpływa tylko jedna oferta. Tak było właśnie we Wrześni, która zgłosiła zapotrzebowanie na specyficzny, krótszy niż zwykle, autobus 8,5-metrowy. Tamtejsi włodarze mają świadomość, że tak nietypowe zamówienie wymaga dopasowania linii produkcyjnej pod konkretne wymogi, a to nie pozostaje bez wpływu na cenę. Mówią, że wzrosła ona o 30-40 proc. w stosunku do planowanych środków. - Musimy jednak brać pod uwagę wąskie uliczki i poruszanie się po ciągach pieszo-rowerowych na jednej linii - wyjaśnia Koralewski.

I dodaje, że w tej chwili tak specjalne zamówienie jest w stanie zrealizować tylko Solaris. - Potencjalna konkurencja, czyli np. Ursus, nie ma jeszcze wyprodukowanego autobusu o długości 9 m., który by przeszedł wszystkie badania i dostał homologację. W podobnej sytuacji są Chińczycy z koncernu BYD w Bydgoszczy, którzy również czekają na o uzyskanie homologacji dla swojego nowego pojazdu - mówi Koralewski.

UE nakręca popyt

Producenci pojazdów elektrycznych mogą natomiast zacierać ręce, bo zainteresowanie jeszcze nigdy nie było tak duże. 20 lutego samorządowcy z 41 miast i gmin podpisali porozumienie m.in. z Ministerstwem Rozwoju i Ministerstwem Energii. Zadeklarowali wtedy chęć zakupu 780 pojazdów elektrycznych. Z kolei według szacunków rządzących za pięć lat po ulicach ma ich jeździć już ok. tysiąca. Nawet teraz wiele miast ogłasza zapotrzebowanie na kilkadziesiąt sztuk pojazdów na prąd. Choćby Zielona Góra, która rozważała zakup nawet 100 sztuk. Spuściła jednak z tonu. - Obecnie jesteśmy w trakcie prowadzenia procedury przetargowej na dostawę 47 nowych, 12-metrowych autobusów elektrycznych. Termin składania ofert wyznaczono na 29 marca - informuje Barbara Langner, dyrektor MZK w Zielonej Górze.

Ambitne plany ma też Lublin, który planuje zainwestować w 32 autobusy elektryczne. - Dodatkowo, ich liczba może się zwiększyć o kolejne 34 pojazdy w ramach projektów rezerwowych - mówi Paweł Paszko z Zarządu Transportu Miejskiego w Lublinie. Przetarg ma się rozpocząć w marcu przyszłego roku, a pierwsze autobusy - według wstępnych założeń - miałyby się pojawić za niecałe dwa lata. Zapotrzebowanie na elektryki zgłosił też Rzeszów. - Aktualnie jest ogłoszony przetarg na zakup 10 szt. elektrobusów o długości 12 m wraz z całą infrastrukturą do zasilania, ładowania energią elektryczną. Gmina zamierza przeznaczyć na ten cel ok. 30 mln zł. - wyjaśnia Marek Filip z MPK Rzeszów.

Chęć poszerzenia floty niskoemisyjnych pojazdów deklaruje również Warszawa. Jak wynika z zapowiedzi, do 2020 r. po stołecznych ulicach miałoby jeździć ich w sumie 130 sztuk, czyli niemal o 100 więcej niż w tej chwili.

Pokaźnym inwestycjom w niskoemisyjny tabor sprzyja szczodre dofinansowanie ze środków UE. Wynosi aż 85 proc. wartości takich pojazdów. Jak uważa Janusz Marczak, wiceprezes zarządu i dyrektor techniczny ZTM w Ostrowie Wlkp., to właśnie tak hojne wsparcie pośrednio przyczyniło się do wyższych cen autobusów. Również Bogusław Prokop, zastępca dyrektora Białostockiej Komunikacji Miejskiej, przekonuje, że boom na elektryki wziął się właśnie z dużej dostępności środków unijnych w nowej perspektywie finansowej. Samorządowcy nie kryją bowiem, że bez tak pokaźnego wsparcia w autobusy elektryczne mało kto by inwestował. - Mało prawdopodobne, aby jakakolwiek firma była w stanie kupić takie pojazdy z własnych środków, bo są to zbyt wysokie kwoty - twierdzi Janusz Marczak.

Jakub Pawłowski

jakub.pawlowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.