List do redakcji
13 marca, w dodatku DGP "Komunikaty i ogłoszenia" ukazał się artykuł pani Marty Zacharewicz "Pożądaną jakość przedmiotu zamówienia określa zamawiający". Z perspektywy moich codziennych doświadczeń, tytuł powinien raczej brzmieć "Pożądany przebieg postępowania przetargowego"... Praktyka bywa bowiem tak odległa od teorii, że śmiem twierdzić, iż członkom KIO z największym stażem nie śniły się postępowania, które miały i mają miejsce w "mojej" branży... Najbardziej poraża, iż w tak specyficznej, wrażliwej dziedzinie, zamawiającym, wbrew życzeniowym stwierdzeniom artykułu, często w ogóle nie chodzi o jakość, cechy, walory przedmiotu zamówienia.
Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zamówieniami publicznymi u wykonawców, w większości działających w branży sprzętu medycznego i wyrobów medycznych jednorazowego użytku. Zaczynałam "przygodę z przetargami" w czasie, gdy przepisy obowiązującej ustawy były tak restrykcyjne, że lwią część mojej pracy pochłaniało sprawdzanie strona po stronie ofert konkurencji w poszukiwaniu niezgodności z SIWZ. Zadanie, choć nużące, było proste - ofertę dyskwalifikował nawet brak pieczęci za zgodność z oryginałem na kopii dokumentu.
Kolejne zmiany przepisów zawsze zapowiadane były jako ograniczenie biurokracji, ułatwienie wykonawcom udziału w postępowaniach przetargowych poprzez poszerzenie dostępu do zamówień publicznych, zapewnienie większej ochrony konkurencji itd.
Niestety, z perspektywy minionych lat i kolejnych nowelizacji widzę, iż mnóstwo ułatwień w praktyce osłabiło pozycję wykonawców, zwłaszcza najmniejszych. Przykładowo - likwidacja protestu, mająca na celu zahamowanie czegoś na kształt "pieniactwa procesowego" wykonawców, de facto pozbawiła ich prostego i niejednokrotnie skutecznego środka ochrony prawnej. Oczywiście protesty były nadużywane, często bezzasadne, składane wyłącznie w celu wydłużenia postępowania, niemniej jednak ich likwidacja umocniła znacząco pozycje zamawiających, którzy ze świadomością, iż sporej grupy wykonawców nie stać na opłacenie wpisu, koniecznego do wniesienia odwołania, poczuli niejednokrotnie "wolną amerykankę"...
Ostatnia nowelizacja, zapowiadana jako przełomowa, oprócz problemów wynikających z konieczności wypełniania JEDZ, nie zmieniła niczego, przynajmniej w branży medycznej "jednorazówki", która, jak by mogło się wydawać, powinna być wzorcowa w stosowaniu pozacenowych kryteriów oceny ofert, zwłaszcza kryterium jakościowego. Otóż tak się nie stało, mało tego, ogłasza się mnóstwo przetargów z ceną jako 100 proc. kryterium, przy czym trudno jednoznacznie stwierdzić, czy opis przedmiotu zamówienia uwzględnia standardy jakościowe wszystkich jego istotnych cech, bo opisy nie różnią się od tych sprzed zmiany art. 91 ustawy.
Szpitale, które stosują kryterium ceny o wadze 60 proc., znalazły jednak inną metodę - jako kryterium 40 proc. wskazują termin dostawy, dookreślając często, iż 40 punktów otrzymają oferty z terminem 1-dniowym. Dla wykonawców oznacza to bezcelowość złożenia oferty z dłuższym niż 1 dzień terminem dostawy. Ale to nie koniec - niejednokrotnie projekt umowy w takim postępowaniu przewiduje kary umowne za opóźnienie liczone od wartości całej umowy brutto (np. 1 proc. za dzień) albo od wartości opóźnionej dostawy, ale nie mniej niż np. 200 zł. Tym sposobem zamawiający zyskują świetne źródło dochodu. Dodam, iż kierowanie w przedmiocie takich zapisów wniosków w trybie art. 38 ust. 1 o modyfikację wzoru umowy, argumentowanych nadmierną wysokością przewidzianych kar umownych, ich niewspółmiernością w kontekście ewentualnego "przewinienia" czy naruszeniem cywilnoprawnej zasady równości stron, kwitowane jest odpowiedziami "zgodnie z SIWZ" bądź "zamawiający nie wyraża zgody". Formalnie postępowanie zamawiających nie narusza prawa zamówień publicznych, faktycznie przerzuca na potencjalnych wykonawców całe ryzyko gospodarcze, związane z realizacją umowy. Dostawy do szpitali są bowiem specyficzne w wielu aspektach: przedmiot zamówienia jest niskomarżowy, umowy zawierane na 12, 18, 24 a nawet 36 miesięcy, te krótsze z zastrzeżeniem stałości cen, kary umowne naliczane nie tylko za nieterminowe dostawy, częstotliwość zamówień według bieżących potrzeb zamawiającego (koszty dostaw, niezależnie od ich wartości, zawsze po stronie wykonawcy!), brak zobowiązań w umowie do wykorzystania jej np. w minimum 60 proc. (pomimo szerokiego orzecznictwa KIO, dotyczącego niedopuszczalności uzależniania zakresu wykorzystania umownych ilości od potrzeb zamawiającego, podkreślającego obowiązek wskazania minimalnego zapotrzebowania), wreszcie nieodłączny niemal element towarzyszący realizacji umów przetargowych z placówkami służby zdrowia - poważne zaległości płatnicze (próby wstrzymania dostaw, o ile nie ma zakazu w umowie, wywołują święte oburzenie i larum, że wykonawca stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów...). To wszystko powoduje jaskrawą nieraz nierówność stron umowy o udzielenie zamówienia publicznego.
Anna Wincencik,
wiceprezes zarządu P.W. "INTERGOS"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu