Okiem skarbnika, czyli najczęstsze błędy popełniane przy udzielaniu dotacji oświatowych
S posób wyliczenia dotacji światowej co do zasady był i jest dziecinnie prosty. Wiele niedoszacowań jest efektem zwykłego urzędniczego błędu sumowania i dzielenia liczb. Ale bywa i tak, że samorządy wymuszają niższą dotację w zamian za wynajem gminnych pomieszczeń na prowadzenie działalności edukacyjnej i remonty tych obiektów. Zacznijmy jednak od podstawy prawnej.
Czasy, gdy w zakresie wyliczania dotacji obowiązywała ustawa o systemie oświaty (dziś tę materię prawną reguluje prawo oświatowe i ustawa o finansowaniu zadań oświatowych) wymagały od urzędników nieustannego, comiesięcznego pilnowania dwóch wielkości – liczby dzieci oraz stanu budżetu przeznaczonego na wydatki bieżące. Ponieważ były to czynności materialno-techniczne (jak je nazwała linia orzecznicza), najczęściej ich nie publikowano. I to pewnie jeden z pierwszych błędów popełnionych przez samorządy, który w efekcie doprowadził do wielu spraw sądowych. Nie było bowiem przeszkód, by zarządzeniem wójta (burmistrza, prezydenta miasta) określić sposób przepływu informacji o interesujących drugą stronę liczbach, sposobie postępowania z nimi i osobach odpowiedzialnych za wykonanie czynności technicznych. Potem wystarczyłoby to nadzorować i kontrolować. Niestety z tym bywało różnie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.