Port lotniczy specjalnej troski
Za półtora miliona złotych rocznie samorządowcy z województwa lubuskiego fundują sobie bilety lotnicze na trasie z Zielonej Góry do stolicy. Gdyby nie te bilety, z których korzystają lokalne VIP-y, połączenie i całe lotnisko należałoby zamknąć.
Dzięki corocznie odnawianej umowie w każdym rejsie zielonogórski samorząd ma zagwarantowaną pulę biletów. Trafiają do najważniejszych urzędników, którzy mają powody, aby polecieć do Warszawy. Często poza nimi w samolocie nie ma żadnych innych pasażerów.
Po dziewięciu miesiącach tego roku - według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego - lotnisko Babimost obsłużyło nieco ponad 2 tysiące pasażerów. Następne w kolejności małe lotnisko, czyli szczeciński Goleniów - 100 razy więcej.
- Czasem korzystam z tego połączenia, ale za moje przeloty płaci resort - mówi w rozmowie z "DGP" minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak. Nie widzi niczego nagannego w tym, że od ośmiu lat samorządowcy łożą na utrzymanie deficytowej linii i lotniska.
Jak tłumaczą: to kwestia cywilizacyjna i ambicjonalna, choć strasznie nierentowna. Ale co to za miasto bez połączenia lotniczego.
ZIR
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu