1 proc. z budżetu pomaga wychować olimpijczyka
Nękane permanentnym brakiem pieniędzy gminy niewiele środków przeznaczają na sport dzieci i młodzieży. A przecież miejscowy talent może lepiej rozpropagować gminę niż niejedna inwestycja
Kluby sportowe dla dzieciaków i młodzieży? Zapomnij, mówi wielu trenerów, którzy na co dzień borykają się z problemami, głównie finansowymi. Chętne dzieci są, ale pieniędzy nie ma. O sponsora też trudno. Wspomagają finansowo rodzice. Trochę dodają samorządy. Paradoksalnie o takie wsparcie łatwiej w małych ośrodkach. Ale trzeba sobie radzić. Bo można wychować mistrzów olimpijskich jak w podbydgoskiej gminie Mrocza.
Ciężko w stolicy
Warszawa jest trudnym środowiskiem, jeśli chodzi o pozyskanie środków finansowych od sponsorów, szczególnie na sport dzieci i młodzieży. Jedyne pieniądze, jakie można dostać na pewno, to dofinansowanie od samorządu. Ale tylko jeśli startuje się w konkursach ogłaszanych na poszczególne zadania - mówi szef Międzyszkolnego Ośrodka Sportu Wola w Warszawie, Krzysztof Zimnicki.
Choć przyznaje, że jego klub jest i tak w dobrej sytuacji, bo ma własną salę przy ul. Rogalińskiej, a inne kluby muszą dodatkowo płacić za wynajmowanie obiektów np. hali czy boiska. To często koszty kilku-kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Na co jeszcze brakuje młodzieżowym klubom pieniędzy? Prezesi i trenerzy zgodnie mówią, że na opłacenie sędziów, busy na wyjazdy poza miejsce zamieszkania na zawody i turnieje oraz na wyżywienie właśnie na wyjazdach.
- Często dzieciaki kupują sobie pizzę podczas postoju na parkingu wracając do domu. Ale nie wszystkich małych sportowców na to stać. I nie jest to najlepszy sposób na obiad po ciężkim meczu - mówi jeden z trenerów koszykarskiego klubu. Przyznaje, że zdarza się mu fundowanie posiłków z trenerskiej kieszeni.
Prezes Zimiński przyznaje, że w mieście jest np. akcja dotycząca szkolenia najmłodszych (w wieku 8-12 lat) pod nazwą "Sportowy talent".
- Te środki bardzo pomagają nam i innym klubom warszawskim, ale to nie są pieniądze, które wystarczają całkowicie na utrzymanie grup młodych sportowców. Najwięcej w swoje dzieci muszą inwestować rodzice, a niestety nie wszystkich na to stać. Dlatego bardzo wiele talentów z biedniejszych rodzin po prostu przepada. Brakuje pieniędzy na finansowanie obozów, wyjazdów na zawody, dresów, obuwia sportowego
Trenerzy młodzieżowych zespołów przyznają, że przychodzą czasami rodzice, nierzadko byli sportowcy amatorzy i dziwią się. - Jedna z mam naszej zawodniczki opowiadała, że kiedyś trenowała bieg przez płotki. Dostała w klubie buty kolce, dwa dresy i dofinasowanie do letniego obozu - mówi trener Zimnicki.
Dziś to praktycznie niemożliwe - sport dzieci i młodzieży staje się coraz bardziej rozrywką dla bogatych. Choć prezesi klubów przyznają, że zainteresowanie wśród młodego pokolenia jest coraz większe. Zwłaszcza w dyscyplinach, w których np. kadra Polski odnosi sukcesy. Ale pieniędzy więcej nie ma.
Zwycięstwo jak przekleństwo
Jeszcze trudniej jest o środki na szkolenie starszej młodzieży, bo tam potrzebne są większe pieniądze. Wśród działaczy sportowych Warszawy panuje nawet opinia, że zwycięstwa dzieciaków w sporcie młodzieżowym to kara dla klubu. Jeśli najlepsze drużyny młodzieżowe z Warszawy awansują do ogólnopolskich zawodów, to starty na kilku szczeblach rozgrywek i udział w finale jednej drużyny to koszt nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. A jak się ma kilka dobrych drużyn, to prawie katastrofa finansowa dla klubu.
Dlaczego tak się dzieje? Bo banki i inne firmy, często z centralą w stolicy, są zainteresowane sponsorowaniem tylko wielkich klubów, reprezentacji narodowej i pojedynczych imprez, którymi interesują się media.
- Jeśli przychodzi sponsor, to wymaga np. dzierżawy gruntu po preferencyjnych cenach - mówi Paweł Lech, szef komisji sportu w Radzie Warszawy. - A takich możliwości nie ma. Ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym nie do końca spełnia swoje zadania. Może dlatego samorząd ma trudności ze wspieraniem lokalnego sportu. Prawda jest taka, że w klubach dzieciaków to rodzice pilotują swoje dzieci. I potem kierują je do prywatnych klubów. To jest komercjalizacja. Czy dobra? - zastanawia się Paweł Lech.
- Nie mamy innego wyjścia, wspomagamy się rodzicami, którzy wożą dzieciaki na wyjazdy po całej Polsce. - mówi Zimiński. - A oficjalna składka członkowska wynosi u nas tylko 15 zł, bo bardzo wielu rodziców nie stać na wyższą. Uważam, że samorząd warszawski powinien zabezpieczyć środki finansowe na start najlepszych w mistrzostwach Polski, bez względu na to, który klub będzie reprezentował Warszawę. Zwycięstwa muszą być nagrodą dla najlepszych, a nie karą.
Coraz częściej słychać w środowisku sportowym stolicy, że Warszawa to miasto wyklęte dla sportu, tego młodzieżowego i tego wyczynowego. Padają drużyny i kluby sportowe, nie ma ligowej koszykówki, słabo przędzie siatkówka, nie ma hokeja czy piłki ręcznej. Nie ma dużej hali sportowej i większe imprezy sportowe omijają Warszawę, co zapewne odbije się niekorzystnie na rozwoju sportu dzieci i młodzieży w przyszłości.
Ciekawa inicjatywa w stolicy to syrenki - wielofunkcyjne boiska sportowo-rekreacyjne przeznaczone dla dzieci i młodzieży szkolnej finansowane przez samorząd Warszawy. Obiekty są ogólnodostępne i nieodpłatne dla dzieci i młodzieży szkolnej przez cały rok kalendarzowy. Na terenie syrenek od maja do września prowadzony jest program sportowo-rekreacyjny; w określonych godzinach dzieci i młodzież może uczestniczyć w zajęciach sportowych prowadzonych przez instruktorów lub animatorów sportu.
Jako ostatnia do użytku została oddana syrenka na terenie VII Ogrodu Jordanowskiego przy ul. Namysłowskiej 21 na Pradze-Północ. - To trudna dzielnica. Może więc warto było umożliwić dzieciakom uprawianie sportu - twierdzą jej włodarze.
Odbijanie piłeczki
- Pieniędzy jest mało, bo klubów jest w stolicy wiele. Brakuje na dofinansowanie wszystkich - tłumaczą samorządowcy. Coraz trudniej jest w warszawskim sporcie młodzieżowym, którym przez wiele lat Warszawa się szczyciła.
W innych, mniejszych miastach młodzi liczący się sportowcy dostają stypendia miasta, nagrody, a w Warszawie też są stypendia, ale regulamin pozwala nagradzać tylko dorosłych sportowców. Najbardziej przykre, że bardzo wielu młodych sportowców z klubów warszawskich przechodzi do klubów w całej Polsce i opuszcza stolicę, bo tam stwarza się im lepsze warunki.
Dla przykładu gmina Piaseczno wydała z budżetu 10 mln zł na dofinansowanie 23 klubów. Nieodpłatnie użyczane są też szkolne sale sportowe, a także, choć tylko w 50 proc., boiska orliki. A np. gmina Mrocza, skąd pochodzi mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów Adrian Zieliński, przeznacza na sport 1 proc. ze swojego 34-milionowego budżetu.
Mniejsi mają lepiej
W małych ośrodkach jest łatwiej o sponsorów. Są sponsorzy lokalni, którzy utożsamiają się ze swoją małą ojczyzną. Na koszulkach pojawia się logo np. piekarni, na meczach tablice reklamowe małego warsztatu samochodowego czy miejskiej kwiaciarni. Na trybuny przychodzą radni, pojawia się wójt czy burmitrz.
- O wdowi grosz jest łatwiej - mówi Stanisław Zduniak z Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego w Piszu. - W mniejszych sprawach i w przypadku mniejszych sum dajemy sobie radę. Na zawody żeglarskie czy kajakowe dla dzieciaków sponsor ufunduje artykuły spożywcze, obiady, przyniesie owoce. Ale nie ukrywam, że szukamy sponsora strategicznego. Bardzo wymagający też nie jesteśmy. Jeśli uda się zorganizować jedną imprezę dla firmy za 10 tys. zł, to też jest dobrze.
W Piszu starają się przyciągnąć sponsorów, którzy kochają wodę. Piszą do banków, ale też do lokalnych biznesmenów. Jeśli uda się zdobyć 6 tys. zł dla klubowych dzieciaków to jest już jakiś sukces. - Czy łatwiej o pieniądze sponsorów w małych ośrodkach? - zastanawia się Stanisław Zduniak. - Może, ale o małe środki. O większe trzeba zabiegać tak samo wszędzie. Być aktywnym i mieć ciekawą propozycję. Możemy organizować wodne imprezy. Mamy też port z wytwórnią łódek. Jesteśmy otwarci na różne propozycje.
W MOS w Piszu działa 13 sekcji: żeglarstwo regatowe, turystyczne, kajaki. Generalnie sporty wodne. Z zajęć korzysta ok. 200 młodych osób.
Kiedyś to na wsiach czy w małych miasteczkach było trudniej o uprawianie sportu przez dzieci - mówi trener Krzysztof Koszyczarz w warszawskiego klubu piłkarskiego "Błyskawica". Dodaje, że w dużych miastach były bogate zakłady pracy, które dawały pieniądze. - Teraz, jak jeździmy z dzieciakami na turnieje, to lepsze warunki i sponsoring mają kluby w mniejszych ośrodkach, choćby w Pruszkowie czy Wołominie.
Także samorządy w Ostrołęce, Siedlcach czy Radomiu przyznają stypendia dla juniorów po kilkaset złotych miesięcznie. Lokalne kluby młodzieżowe mogą tam poszczycić się osiągnięciami.
Prezesi klubów próbują sobie radzić. Oprócz pisania pism do sponsorów, zwracają się przede wszystkim do rodziców. I to nie tylko bezpośrednio o pieniądze - choć to też jest nieuniknione. W stolicy np. w "Błyskawicy" miesięczna opłata od jednego nastoletniego zawodnika wynosi 50 zł, ale są np. kluby dla młodych pływaków, gdzie miesięczny koszt to 100 zł. - Pomoc rodziców jest nieoceniona - przyznaje prezes Zimiński. - Jeśli nie mamy np. pieniędzy na bus, którym byśmy pojechali na zawody, to rodzice się skrzykują i wożą dzieciaki samochodami. To coraz bardziej popularny sposób jeżdżenia na rozgrywki po Polsce.
Monika Górska
KOMENTARZ EKSPERTA
@RY1@i02/2012/216/i02.2012.216.08800090a.101.jpg@RY2@
Janusz Samel, zastępca dyrektora Biura Sportu i Rekreacji m.st. Warszawy
W roku 2012 r. Biuro Sportu i Rekreacji w Warszawie wydało na szkolenie i współzawodnictwo dzieci i młodzieży prowadzone w organizacjach pozarządowych 17,3 mln zł. W roku przyszłym planujemy wydać podobną sumę. Dla stołecznego Ratusza jednym z priorytetów jest upowszechnianie sportu oraz różnych dyscyplin wśród dzieci i młodzieży m.in. w ramach nowego modelu finansowania sportu dzieci i młodzieży. Realizujemy również programy takie jak "Syrenka" czy "Od zabawy do sportu". W 2012 roku dotacje otrzymało 187 podmiotów, a oferty złożyło ponad 200 stowarzyszeń.
Realizujemy również zajęcia sportowo - rekreacyjne na terenie ośmiu syrenek, czyli boisk i sal finansowanych z budżetu miasta w dzielnicach: Białołęka, Bielany, Ochota, Praga-Północ, Rembertów, Targówek, Wawer i Wola. Projekt polega na przeprowadzeniu zajęć dla dzieci i młodzieży pod opieką instruktora lub animatora. Zapewniamy nieodpłatny dostęp dla wszystkich zainteresowanych dzieci i dla młodzieży szkolnej. Zajęcia są organizowane od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych - łącznie 40 godzin w miesiącu. W tych ośrodkach jest też możliwość organizacji zajęć dla osób niepełnosprawnych ruchowo w godzinach nieobjętych programem "Syrenka". Użytkownicy i zarządcy obiektu mają dowolność w realizacji innych programów i zajęć sportowo-rekreacyjnych. Celem projektu jest poprawa stanu zdrowia dzieci i młodzieży oraz zachęcenie do aktywności fizycznej. Program ma stworzyć możliwości aktywności fizycznej dla osób w wieku 4-18 lat. W 2010 i 2011 roku był on realizowany wg założeń - 4 godziny zajęć dziennie przez dwóch instruktorów tj. 40 godzin tygodniowo przez 26 tygodni od kwietnia do września. Koszt programu w 2011 roku wynosil 217,8 tys. zł. Wydatki przewidziane na 2012 rok to 187,6 tys. zł. Ograniczono w zwiazku z tym prowadzenie zajęć z 4 do 3 godzin dziennie na każdej syrence. Program będzie kontynuowany w 2013 roku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu