Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Stadiony jak orliki - chce je mieć każde miasto. Więc buduje, płaci i płacze

26 czerwca 2018

Własne areny ma już kilkanaście samorządów. Kosztowały setki milionów złotych, a teraz mogą się okazać nierentowne

Bielsko-Biała, Białystok, Zabrze, Łódź, Lublin i kilkanaście innych miast - wszystkie pozazdrościły miastom gospodarzom Euro 2012 stadionów i postanowiły pójść tą samą drogą - wybudowały lub właśnie wykańczają własne areny, wydając przy tym od 100 mln zł do 300 mln zł. Założenia są banalne: mają być duże, nowoczesne i lepsze niż w sąsiednim samorządzie. A co z rentownością? O to na razie nikt się nie martwi. Miejscy włodarze mają w tej sprawie do powiedzenia jedno: "Będzie dobrze".

W ciągu ostatnich sześciu lat wybudowano lub zmodernizowano aż 18 stadionów piłkarskich lub żużlowych, nie wliczając w to obiektów w Warszawie, we Wrocławiu, w Poznaniu i Gdańsku. Niebawem do tej listy dopisane zostaną kolejne, które właśnie powstają. Swoją arenę na 30 tys. widzów od ponad roku modernizuje, a właściwie buduje od podstaw 180-tys. Zabrze. Za piłkarski obiekt mający 8 tys. mkw. powierzchni komercyjnej miasto zapłaci 265 mln zł. Niewiele mniej, bo 256 mln zł, kosztować będzie stadion w Białymstoku mogący pomieścić 22 tys. kibiców. Jego budowa ma się zakończyć w 2014 r. Areny powstają też w Bielsku-Białej (kosztem 92,4 mln zł), Stalowej Woli (ok. 100 mln zł) i Łodzi (ponad 218 mln zł). A władze Lublina snują plany - w projekcie budżetu na 2013 r. zarezerwowały 136 mln zł na stadion miejski.

Samorządy zachłyśnięte medialnym sukcesem Euro 2012 pompują miliony w obiekty, nie zważając na to, że mogą się one dla nich stać finansową kulą u nogi. Dowodów dostarczają już wybudowane obiekty. Koncert grupy Queen i turniej Polish Masters we Wrocławiu przyniosły miastu straty - łącznie 10 mln zł. Prawdopodobnie finansową klapą był też występ Jennifer Lopez na gdańskiej PGE Arenie - było 25 tys. widzów, podczas gdy na samych trybunach jest 43 tys. krzesełek.

Mimo to inicjatorzy budowy stadionów w mniejszych miastach nie tracą optymizmu. - Zakładamy, że po 5 - 6 latach od oddania do użytku arena będzie na siebie zarabiać - mówi Tadeusz Dębicki, prezes zarządu spółki Stadion w Zabrzu budującej obiekt. To jedna z niewielu w miarę konkretnych deklaracji. Znacznie mniej sprecyzowane plany co do swojego obiektu ma Białystok. - W związku z zerwaniem umowy z pierwszym wykonawcą trwają prace nad analizami dotyczącymi funkcjonowania obiektu, także jeśli chodzi o aspekty finansowe - mówi rzecznik prezydenta miasta Urszula Mirończuk.

Eksperci obawiają się, że stawiając stadiony, wiele samorządów zaciska sobie pętlę wokół szyi. - Na pewno miasta takie jak Zabrze będą miały problem z zapełnieniem trybun. Przecież nawet stadion miejski we Wrocławiu ma kłopot z wypełnieniem na poziomie 40 proc., a stadion Legii, bodaj najmodniejszego klubu w Polsce, bardzo rzadko zbliża się do 100 proc. - twierdzi Marcin Diakonowicz, ekspert z firmy doradczej Deloitte.

- Pytanie, dlaczego to miasta budują stadiony, a nie kluby piłkarskie. Na Zachodzie takie obiekty często realizuje się w formule PPP, gdzie ryzyko ekonomiczne jest podzielone pomiędzy podmiot publiczny, czyli miasto, oraz klub piłkarski. Najważniejsze jest jednak, że areny są tam współdzielone lub pełnią jednocześnie kilka funkcji - dodaje ekspert.

Na przykład stadion Allianz Arena w Monachium obsługiwany jest przez dwa kluby: TSV oraz Bayern, a ponadto pełni funkcję stadionu narodowego. Więc może by tak Zabrze, Bielsko-Biała czy Białystok, zamiast stawiać własne obiekty, pomogły utrzymać się warszawskiemu Narodowemu?

@RY1@i02/2012/205/i02.2012.205.00000040b.802.jpg@RY2@

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.