Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Drogi państwowe i samorządowe - jazda bez trzymanki w przeciwnych kierunkach

2 lipca 2018

W przyszłym roku budżet państwa zwiększy poziom dofinansowania kosztów remontu dróg lokalnych z 30 do 40 proc.

Minister administracji i cyfryzacji, przedstawiając plany budżetowe swojego resortu, złożył zaskakującą deklarację. - W przyszłym roku budżet państwa finansowałby 40 proc. inwestycji - powiedział Michał Boni. Obecnie na remonty tzw. schetynówek (tj. dróg lokalnych objętych Narodowym Programem Przebudowy Dróg Lokalnych) rząd przeznacza 30 proc. do każdego projektu zgłoszonego przez samorząd. Resztę muszą dołożyć władze lokalne.

- To wciąż za mało, by uratować nasze drogi od agonii - grzmią samorządowcy. Bałagan na drogach lokalnych rośnie z roku na rok.

Wzrost dofinansowania jest dobrą wiadomością dla samorządów, które już od wielu miesięcy wskazują, że drogi lokalne - w przeciwieństwie do autostrad i dróg ekspresowych - są znacząco niedofinansowane i niszczeją w oczach. - Znaczna część dróg gminnych i powiatowych jest w stanie agonalnym - twierdzi Marek Miros, burmistrz Gołdapi i wiceprezes Związku Miast Polskich (ZMP).

Ale większy poziom dotacji wcale nie satysfakcjonuje samorządowców. - Zwiększenie poziomu dofinansowania przez rząd do 40 proc. jest krokiem w dobrą stronę, ale krokiem malutkim. Dla nas minimum to wciąż poziom 50 proc. Zwłaszcza że potem musimy odprowadzać VAT od zrealizowanych inwestycji, czego rząd nie musi robić - mówi Mariusz Poznański, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP (ZGW RP).

Za mało na małe

Nierównowaga pomiędzy drogami wyższej kategorii (za które odpowiada państwo) a niższej (za które odpowiadają samorządy) jest uderzająca. W zeszłym roku na drogach nadzorowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad doszło do niemal 8 tys. wypadków. Ale jeśli weźmie się wszystkie drogi publiczne w kraju (a więc również i drogi lokalne), to ta liczba urośnie do ponad 40 tys. tragicznych zdarzeń. Jednocześnie w przyszłym roku na realizację programu budowy dróg krajowych ma trafić prawie 3 mld zł - niemal tyle samo, ile w całym programie schetynówek na lata 2012 - 2015.

W zeszłym roku, gdy rząd zdecydował się obniżyć poziom dofinansowania remontów lokalnych dróg z 50 do 30 proc., pojawiły się pytania o sens kontynuacji programu schetynówek. Nie trzeba było zresztą długo czekać na efekty. Jak pisaliśmy w DGP w październiku ubiegłego roku, liczba wniosków o dofinansowanie, jakie samorządy złożyły w urzędach wojewódzkich, spadła wówczas o 44 proc. w porównaniu z rokiem poprzedzającym.

I choć w tym roku urzędy wojewódzkie mają dla swoich regionów kilkakrotnie więcej pieniędzy (w tym roku pojedyncze województwa otrzymały od 8 do 19 mln zł, w przyszłym - od 40 do 96 mln zł), to jednak gminy znów nie palą się ze składaniem wniosków. A mają na to czas do końca września. - Prawdopodobnie jak zwykle samorządy czekają na ostatnią chwilę - usłyszeliśmy w jednym z urzędów wojewódzkich.

Prawda jest jednak taka, że spora część samorządów do programu schetynówek jest już po prostu zniechęcona. Mariusz Poznański z ZGW RP wskazuje, że teraz bardziej niż o inwestycjach lokalni włodarze myślą o tym, jak utrzymać budżety. - Perspektywa najbliższych 4 - 5 lat nie jest dla niewielkich gmin korzystna - kwituje Poznański.

Załatać dziury VAT i akcyzą

Samorządowcy próbują wobec tego przeforsować własne propozycje na naprawę sytuacji, w jakiej znalazły się podlegające im drogi. Burmistrz Marek Miros zaapelował na wrześniowym posiedzeniu zarządu ZMP, by stworzyć na forum Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego zespół, który zająłby się drogami lokalnymi. Związek namawia także rząd do stworzenia systemu finansowania dróg lokalnych, który mógłby być powiązany z akcyzą do paliw.

Swoje koncepcje ma także Związek Powiatów Polskich. Proponuje on utworzenie samorządowego funduszu drogowego, którego budżet miałby wynosić 1,5 - 2 mld zł rocznie. Pieniądze pochodziłyby z budżetu państwa, który zwracałby tam podatek od towarów i usług, jaki odprowadziły samorządy realizujące projekty drogowe. Wszystkie projekty na razie sprowadzają się do deklaracji i stanowisk, a problem wciąż pozostaje aktualny.

Wkrótce boom inwestycyjny na największych arteriach drogowych się skończy, zwłaszcza gdy Unia Europejska przykręci kurek z pieniędzmi na projekty infrastrukturalne. Być może wtedy rząd zwróci większą uwagę na drogi gminne i powiatowe.

Szosy niczyje

Ale nawet jeśli znajdą się pieniądze, to może pojawić się problem z ich wydawaniem. Jak szacują samorządy, nawet jedna trzecia dróg w Polsce jest źle sklasyfikowana. W praktyce nie wiadomo, do kogo należy i kto powinien ją utrzymywać (np. gmina czy powiat).

Nawet GDDKiA uważa, że problem jest poważny. - Weryfikacja sieci dróg publicznych jest celowa. Problemem będzie natomiast dalszy etap. Nikt ze względu na brak środków na utrzymanie nie jest zainteresowany przejęciem nowych dróg, raczej ich oddaniem - przyznaje rzecznik Generalnej Dyrekcji Urszula Nelken. Dodaje, że obecnie wiele zarządów dróg powiatowych zarządza zbyt małą siecią dróg - poniżej 200 km, podczas gdy powinna mieć pod swoją opieką 500-600 km. - Występuje wówczas wyjątkowo niska efektywność zarządzania - mówi Nelken.

Na kompleksowe uporządkowanie sieci dróg na razie nie ma większych szans. Jak stwierdził w lipcu wiceminister transportu Tadeusz Jarmuziewicz w odpowiedzi na interpelację poselską, wymagałoby to systemowej zmiany wielu ustaw, co zagroziłoby realizacji programu schetynówek, a nawet pozyskiwaniu środków unijnych w ramach Pogramu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.