Ratujemy rodziców przed złymi przepisami
MARCIN ZAWIŁA Nie oszukujmy się, że za dotację na przedszkola wybudujemy nowe placówki dla wszystkich dzieci
Ostatnia nowelizacja ustawy o systemie oświaty nie pozwala pobierać od rodziców wyższych opłat niż złotówkę za godzinę po zrealizowaniu pięciu godzin podstawy programowej. Nie mogą więc płacić za zajęcia ekstra. Jak pan rozwiązał ten problem?
Zaleciłem dyrektorom dokonanie rozeznania potrzeb dodatkowych zajęć wśród rodziców przedszkolaków. Okazało się, że większość z nich chciałaby nauki języka, głównie angielskiego, i zajęć umuzykalniających, zwanych popularnie rytmiką. W 98 proc. te zajęcia cieszyły się największym zainteresowaniem. Nie chcieliśmy dopuścić do konfliktu i rozżalenia rodziców, którzy - w świetle nowych przepisów - nawet nie mogą zapłacić za to, by zapewnić swoim dzieciom interesujące i wartościowe zajęcia dodatkowe. Dlatego podjąłem decyzję, że przesuniemy pieniądze z niektórych zadań planowanych wcześniej, by sfinansować takie zajęcia z budżetu miasta. Rocznie wydamy na nie ok. 100 tys. zł.
Dlaczego nie sfinansowano tych zajęć z dotacji na przedszkola?
Te środki są zbyt skromne. Ogólnie na oświatę łącznie ze szkołami musimy dopłacać ok. 30 proc. ponad subwencję. Pieniędzy z subwencji i wprowadzonej właśnie dotacji na przedszkola zwyczajnie nie wystarcza przy najbardziej oszczędnym gospodarowaniu. Rząd wyraźnie nie oszacował kosztów utrzymania oświaty. Samorządy muszą wydawać na nią zdecydowanie więcej, niż wynika to z algorytmów.
Dyrektorzy przedszkoli narzekają, że trudno jest im znaleźć nauczycieli do tych dodatkowych zajęć np. na 4/25 etatu. Tym bardziej że ci, którzy pracują, nie mają odpowiednich kwalifikacji. Czy można temu jakoś zaradzić?
Ustawa przedszkolna nie wprowadziła przepisu przejściowego, aby nauczyciele, którzy tam pracują, mogli się dokształcić. Dlatego trzeba szukać pomocy na zewnątrz, a wiadomo, że prywatne firmy nie przyjdą pracować za takie stawki. Dlatego najczęściej są to zwykłe umowy-zlecenia z osobami posiadającymi kwalifikacje do nauki angielskiego lub rytmiki. Docelowo przy współpracy z jedną ze szkół wyższych na naszym terenie będziemy doszkalać naszą kadrę. Uruchomione też zostaną studnia podyplomowe.
Kto za to zapłaci? Nauczycie?
Nie. Mam nadzieję, że wystarczą nam na ten cel zarezerwowane środki na szkolenia pedagogów. Zwłaszcza że nie zawsze były w pełni wydawane. Tym razem mogą się bardzo przydać.
Od 2017 r. mają być zagwarantowane miejsca w przedszkolach dla wszystkich dzieci od trzech do pięciu lat. Z dotacji mają być też tworzone dla nich nowe miejsca. Czy samorządy podołają takiemu wyzwaniu?
Będzie to trudne. Nie ma się co oszukiwać, że z dotacji na przedszkola wybudujemy nowe placówki. To jest absolutnie niemożliwe. W Jeleniej Górze musimy co najmniej jedną taką placówkę otworzyć na terenie nowych osiedli. Ale mogę liczyć tylko na fundusze unijne w przyszłej perspektywie. Mogę - teoretycznie - zrezygnować z innych inwestycji w mieście, niemniej jednak nie ma żadnej "mniej potrzebnej" - musimy ewentualne cięcia głęboko przeanalizować. W pewnym stopniu trudną sytuację pomoże rozwiązać likwidacja niektórych placówek szkolnych (lub ich części), wynikająca z niżu demograficznego, odczuwalnego wyraźnie w szkolnictwie podstawowym - można szkoły adaptować na przedszkola. Ale na to potrzeba i czasu, i pieniędzy. Jestem zdania, że rząd powinien utworzyć specjalny fundusz wspomagający budowę lub modernizację obiektów do tworzenia nowych przedszkoli.
@RY1@i02/2013/200/i02.2013.200.183000800.802.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Szambela\Agencja Gazeta
Marcin Zawiła, prezydent Jeleniej Góry
Rozmawiał Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu