Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Wspólnie łatwiej przyciągnąć biznes

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Śląsk jest najlepszy w rankingu województw, ale o inwestorów z powodzeniem walczą też gminy, np. wielkopolski Śrem. Często kilka samorządów prowadzi razem akcje promocyjne

Tak wynika z raportu "Atrakcyjność inwestycyjna województw i podregionów Polski 2012". To już ósma odsłona tego badania. - Na atrakcyjność inwestycyjną wpływa wiele czynników - mówi Maciej Tarkowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, współtwórca badania. - To są m.in. zasoby pracy na lokalnym rynku, możliwości transportowe, instalacja innych firm w okolicy. No i możliwości samorządów. Czy mają np. dostępne od razu grunty do sprzedania pod inwestycje.

Dla województw skupiono się na ogólnej charakterystyce atrakcyjności inwestycyjnej, która jest aktualna i ważna dla każdego rodzaju inwestycji. Podregiony specjaliści oceniali w trzech kategoriach: działalności przemysłowej, usługowej i zaawansowanej technologii.

- Po raz kolejny pierwsze miejsce zajęło województwo śląskie. To m.in. efekt wieloletniej tradycji przemysłowej tego regionu, siegającej XIX w - twierdzi Maciej Tarkowski.

W rankingu atrakcyjności inwestycyjnej na wysokich miejscach plasują się właśnie województwa z tradycją przemysłową. W pierwszej piątce są jeszcze: dolnośląskie, mazowieckie, wielkopolskie i zachodniopomorskie. Ostatnie miejsce zajęło woj. podlaskie. To, jak sądzą badacze, efekt niskiej intensywności urbanizacji i uprzemysłowienia w czasie, gdy inne regiony w Europie, ale i Polsce rozwijały się bardzo gwałtownie.

- A w ciągu 3-4 lat trudno podnieść atrakcyjność inwestycyjną - dodaje Tarkowski. Choć przyznaje, że oddanie do użytku inwestycji infrastrukturalnej potrafi bardzo na plus zmienić atrakcyjność danego województwa, podregionu czy nawet gminy.

Przykładem jest gmina Śrem w woj. wielkopolskim.

- Przy obwodnicy miasta oddanej do użytku w latach 2006-2008 utworzyliśmy Śremski Park Inwestycyjny, a inwestorom zapewniliśmy pięć lat zwolnienia z podatków - tłumaczy rzecznik gminy Dorota Gandecka. Dodaje, że zainteresowanie pojawiło się od razu. Ale przyznaje, że byli to raczej lokalni przedsiębiorcy.

Atrakcyjność inwestycyjną podnoszą też miejscowe plany zagospodarowania i uregulowany stan własności gruntów. To atuty, które stwarzają czystą sytuację do inwestowania. Ale specjaliści zwracają uwagę, że ten kij ma dwa końce. - Plan miejscowy wiąże ręce potencjalnym inwestorom - przestrzegają. - Dlatego gminy, które przygotowują miejscowe plany, starają się formułować je dosyć ogólnie, dopuszczając różne rodzaje aktywności gospodarczej, przemysłowej czy usługowej.

Atrakcyjne zachód i południe

Z rankingu atrakcyjności w kilkudziesięciu podregionach w Polsce wynika, że dane pokrywają się co do zasady z atrakcyjnością województw. Najciekawsze dla potencjalnych inwestorów w zakresie działalności gospodarczej i przemysłowej są obszary południowej części Polski zwłaszcza w rejonie Górnego Śląska i zachodniej Małopolski. Atrakcyjne są też podregiony zachodnie, np. szczeciński, jeleniogórski.

Specyfiką charakteryzuje się natomiast atrakcyjność dla działalności zaawansowanej technologicznie. Tu przodują podregiony o charakterze metropolitalnym. Tam koncentrują się infrastruktura i kadra naukowo-badawcza. Dlatego w rankingu, oprócz ośrodków mazowieckiego, poznańskiego czy krakowskiego, wysoko plasują się lubelski czy białostocki, choć województwa, w których leżą te podregiony, znajdują się na ostatnich miejscach rankingu.

We wszystkich kategoriach na ostatnich miejscach plasują się podregiony łomżyński, chełmsko-zamojski, suwalski. - Taki wynik to efekt niskiej dostępności transportowej i małych zasobów wykwalifikowanej kadry - wyjaśnia Maciej Tarkowski.

Łączcie się

Specjaliści z Instytutu Badań nad Gospodarczą Rynkową przyznają, że w rankingu atrakcyjności inwestycyjnej nie były brane pod uwagę pojedyncze gminy. Jedna z przyczyn to trudność w samodzielnym pozyskiwaniu inwestorów przez samodzielne podmioty samorządowe. Powodów tych kłopotów jest kilka. Choćby trudność przyciągnięcia dużego inwestora do małej gminy.

- Zwłaszcza jeśli ma ona charakter rolniczy i większość mieszkańców pracuje w tej branży. Taka jednostka sama nie ma nic do zaoferowania - mówią specjaliści z IBnGR.

Ale są i inne powody. Przykładem może być region Trójmiejski. Gdynia, czy Gdańsk, tworząc oddzielne oferty i podając np. liczbę studentów czy wykwalifikowanej kadry, nie są jednoznacznie atrakcyjne dla potencjalnych inwestorów. Ale wiadomo przecież, że do Gdyni można ściągnać specjalistów z sąsiedniego Gdańska. Dlatego powstała Gdańska Agencja Rozwoju, która tworzy wspólne, kompleksowe oferty dla całego regionu.

Podobny mechanizm działa w przypadku małych gmin, które nie są zamkniętymi rynkami pracy. Mieszkańcy są mobilni, dojeżdżają do pracy do gmin sąsiednich, nawet niegraniczących ze sobą bezpośrednio. Dlatego samorządy coraz częściej łączą się w grupy na poziomie powiatów czy regionów w ramach województwa. Czasami przystępują też do specjalnych stref ekonomicznych.

- Znaleźliśmy się w Wałbrzyskiej Strefie Ekonomicznej - mówi rzeczniczka Śremu. - Na 18 ha prywatnych i 12 pochodzących od samorządu firma Bas wybudowała dwie fabryki produkujące chemię budowlaną. Gmina aplikuje o kolejne tereny w strefie. Planuje przekazać 7 ha ziemi gminnej i grunt pochodzący od Agencji Nieruchomości Rolnych.

Trudność w samodzielnym staraniu się o inwestorów wynika także z aspektu ekonomicznego. Pojedynczych gmin nie stać na promocję, branie udziału w prestiżowych targach inwestycyjnych, zarówno polskich, jak i zagranicznych. - Jeśli w gminie jest 20 czy 30 pracowników, to zazwyczaj nie ma osoby, która może zajmować się tylko promocją. A sam udział w targach, stworzenie oddzielnego stoiska to często koszty przerastające lokalne finanse.

- Dlatego korzystamy z programu przygotowanego przez Urząd Marszałkowski woj. wielkopolskiego, który współfinansuje promocje, udział w targach - mówi rzeczniczka Śremu. Dodaje, że na targach kilka albo kilkanaście gmin otwiera wspólne stoisko, co także uatrakcyjnia ofertę dla potencjalnych inwestorów. Mogą zdecydować się na budowę fabryki czy rozpoczęcie innego biznesu, znając nie tylko jedną małą gminę, ale możliwości regionu, np. sieć dróg, zasób dostępnych gruntów, liczbę mieszkańców, którzy są potencjonalnymi pracodawcami.

Mali się boją

Nie bez znaczenia jest też nieufność małych gmin wobec inwestorów.

- Nie zawsze, zwłaszcza w małym ośrodku samorządowym, są oni mile widziani. Bywa że mieszkańcy, paradoksalnie, obawiają się utraty pracy, bankructwa małych przedsiębiorstw - przyznaje Iwona Chojnowska-Haponik, dyrektor departamentu inwestycji zagranicznych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. - Sprzeciw budzą zwłaszcza inwestycje związane z przemysłem niszczącym srodowisko czy recyklingiem. Przykładem jest miejscowość Kokoszki, której mieszkańcy nie zgodzili się na fabrykę zajmującą się odpadami.

Dyrektor Chojnowska-Haponik przyznaje jednak, że i w tej sprawie sytuacja się zmienia.

- Gminy coraz częściej rozumieją korzyści z inwestowania na swoim terenie biznesu z zewnątrz. Nie bez znaczenia są też różne konsultacje i akcje informacyjne przeprowadzane wśród lokalnej społeczności - dodaje dyrektor.

Przedstawiciele gmin przyznają, że sprowadzenie inwestora, zwłaszcza dużego, zagranicznego, przynosi wymierne korzyści.

- To nie tylko większe wpływy z podatków i miejsca pracy w nowym podmiocie gospodarczym- mówi rzeczniczka Śremu. - To także inwestycje okołobiznesowe, które lokują się w sąsiedztwie fabryki czy centrum biznesowego. Są to np. firmy transportowe, sprzątające czy zajmujące się wywozem śmieci.

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.