Potrzebna edukacja o ustroju państwa, a może zmiana prawa
Wojewoda jest do koordynowania prac i reprezentowania rządu w terenie. Marszałek zaś do kierowania samorządowym województwem. Te zasady są jednak dla mieszkańców zawiłe
To jeden z wniosków ubiegłotygodniowego spotkania u wojewody mazowieckiego Jaacka Kozłowskiego.
W stołecznym Urzędzie Wojewódzkim spotkali się wojewodowie i byli tej rangi urzędnicy z Mazowsza. Było to swoiste świętowanie jubileuszu 25-lecia wolnej Polski i nowego ustroju. Wnioski ze spotkania nie były jednak budujące. Rozmówcy próbowali ustalić miejsce wojewody w strukturze ustrojowej kraju. Przyznawali jednak, ze jego rola nie tylko jest nie do końca jasna, ale też dla wielu mieszkańców po prostu niezrozumiała.
- Ludzie często kierują do mnie pisma, np. żebym odwołał burmistrza albo ingerował w miejscowy plan zagospodarowania, a to przecież nie są kompetencje wojewody. Mieszkańcy po prostu tego nie wiedzą. Mają jednak przeświadczenie, że wojewoda "dużo może", więc z trudnymi sprawami idą do naszego urzędu. I dziwią się, że są odsyłani do gminy lub marszałka - mówił Kozłowski.
Z dyskusji wynikało, że mieszkańcy gubią się również w naszej ustawie samorządowej. Nie odróżniają burmistrza, starosty, wojewody. Dodatkowo komplikują sprawę miasta na prawach powiatu, np. Warszawa, w których prezydent miasta jest jednocześnie starostą.
- Tu prezydent, tam starosta, do tego jeszcze wojewoda. Ja się ludziom nie dziwię, że nie wiedzą, gdzie jaką sprawę załatwiać - komentował starosta siedlecki Zygmunt Wielogórski. Dodawał, że właściwie nie muszą wiedzieć. - Ustrój powinien być tak ukształtowany i organizacyjnie zespolony, by obywatel bez odsyłania z urzędu do urzędu dostawał potrzebną pieczątkę czy dokument.
Prof. Jerzy Majchrowski z Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczył, jak zmieniała się rola wojewody na przestrzeni lat. - To jednen z najstarszych polskich urzędów, który ewoluował od tytułu senatora, przez model napoleoński "żołnierza z piórem", aż do dzisiejszego, w którym wojewoda jest przedstawicielem rządu - wyliczał prof. Majchrowski. Dodawał, że przed II wojną światową uprawnienia wojewody były większe, gdyż podlegały mu np. służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. - Teraz jest to państwo w państwie, a zarządzanie kryzysowe jest rozproszone w rożnych urzędach - mówił profesor.
W dyskusji zwracano uwagę na podstawowe funkcje wojewodów: reprezentowanie rządu i polityki państwa oraz nadzór, przede wszystkim prawny, nad samorządami. To ostatnie zwłaszcza budzi niechęć samorządów do instytucji wojewody.
- A to przecież podstawa do spójnego funkcjonowania państwa - mówił wojewoda Kozłowski. - Przez nasze ręce przewija się ok. 600 aktów prawa miejscowego rocznie.
Wojewoda przyznawał, że istnieje, nie tylko na Mazowszu, napięcie między wojewodą a marszałkami, a właściwie wszystkim szczeblami samorządu. - Nadzór jest jednak konieczny. Wojewoda nie jest pracownikiem służby cywilnej, tylko politykiem. Musi dbać, by na jego terenie realizowana była polityka państwowa. Jest jakby strażnikiem jedności państwa - dodawał Kozłowski.
CZTERY PYTANIA DO EKSPERTA
Niejasny podział kompetencji
@RY1@i02/2014/219/i02.2014.219.088000400.802.jpg@RY2@
prof. Jerzy Stępień senator, jeden z twórców reformy samorządowej
Czy podział kompetencji między marszałkami województwa a wojewodami jest jasny?
Ustawowo jest jasny, co nie znaczy, że jest znany mieszkańcom. Mamy sygnały, że nawet studenci prawa nie rozróżniają, kim jest wojewoda, kim marszałek, kim starosta i jakie są kompetencje tych urzędników. Przed wojną taka nieznajomość ładu administracyjnego w kraju była nie do pomyślenia już u maturzystów.
Może więc obecne prawo w sposób zbyt zawiły organizuje nam ustrój?
Zawiłości to jedna sprawa, a wiedza o ustroju państwa to sprawa druga.
Czyli zmieniać kompetencji nie trzeba? A może np. uprościć ustrój. Zostawić tylko wojewodów jako przedstawicieli państwa i samorządu na podstawowym szczeblu?
Rewolucji bym nie robił, bo organizacja państwa, którą mamy, jest dobra. Warto też zwrócić uwagę, że wszelkie dyskusje o zmianach ustrojowych kończą się tym, że każdy szczebel samorządu zlikwidowałby inny, ale nie ten, który dany respondent reprezentuje. Jednak pomysł premier Ewy Kopacz powołania specjalnej komisji do przyjrzenia się istniejącej ustawie samorządowej i ewentualne wprowadzenie do niej poprawek uważam za bardzo dobry. Dotyczy to także przyjrzenia się kompetencjom urzędów rządowych i samorządów.
To jednak coś nam się z tymi samorządami stało?
Odeszliśmy trochę od idei samorządności. Lokalne struktury przypominają dawne rady narodowe. Stały się często zakładnikami partii politycznych. Samorządność to prawo i zdolność do decydowania o sprawach publicznych. A jak tu mówić o realizacji tej idei, skoro są burmistrzowie i wójtowie, którzy nigdy nie pojawili się na posiedzeniu swojej rady.
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu