Liczy się aktywność
I miejsce - Stanisław Kruszewski, burmistrz Józefowa (nad Świdrem)
@RY1@i02/2014/121/i02.2014.121.08800040h.101.jpg@RY2@
Materiały prasowe
Stanisław Kruszewski, burmistrz Józefowa (nad Świdrem)
Jak się wjedzie do Józefowa, widać, że to zamożne i zadbane miasto...
Średnio zamożne. Zapłacimy wprawdzie janosikowe, ale jest to bardzo niewielka kwota - 65 tys. zł. Były lata, w których w ogóle nie płaciliśmy tej daniny. Raczej oszczędnie gospodarujemy tym, co mamy.
Korzystacie państwo z unijnego wsparcia i to od samego początku. Pierwsze fundusze pozyskało miasto jeszcze w 2004 r., czyli w roku, w którym wstąpiliśmy do UE. Czy osobiste umiejętności burmistrza się przydały?
Mam trochę doświadczeń w tym zakresie. Kiedy jeszcze w latach 80. założyliśmy społeczny komitet gazyfikacyjny, zostałem jego przewodniczącym. I udało się nam doprowadzić gaz do domów. W latach 90. korzystaliśmy z pożyczek z wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska, m.in. na inwestycje wodno-kanalizacyjne. Już w 1995 r. powstała u nas stacja uzdatniania wody, a w 1998 r. pierwsze ścieki popłynęły do oczyszczalni w Otwocku. Tak więc, gdy otworzyła się szansa na uzyskanie pieniędzy z Unii Europejskiej mieliśmy już sporo doświadczeń i oczywiście je wykorzystaliśmy i wykorzystujemy do dzisiaj. Nie tylko na wodociągi. Teraz zdecydowaliśmy się na budowę własnej oczyszczalni, bo to inwestycja, która szybko się zwróci. Dziś nasz urząd płaci Otwockowi 6,34 zł za m sześc. ścieków. W naszej oczyszczalni metr ścieków oczyścimy za niespełna 3 zł. W skali roku da to nam ok. 2,5 mln zł oszczędności. Wie pani, ile można za to zrobić...
Na przykład wyremontować skwer, jak ten vis-a-vis urzędu?
Ten zrobiliśmy systemem gospodarczym, za bardzo małe pieniądze, według propozycji pracowników urzędu. Zależy nam, żeby zachować coś z dawnego stylu linii otwockiej, określanego jako świdermajer.
Co uważa pan za swój największy sukces?
To, że nasi mieszkańcy są aktywni. Potrafią zauważyć, co funkcjonuje źle, ale i to, co dobrze. No i wiedzą, kiedy się robi budżet, wtedy składają propozycje. Przecież samorządowcom powinno chodzić o to, żeby mieszkańców skłaniać do aktywności, a potem im nie przeszkadzać.
To macie państwo budżet partycypacyjny?
Nie, przecież wszystko, co robimy, ma służyć dobru mieszkańców. Mieszkańcy zgłaszają swoje propozycje do urzędu, a czasem po prostu, gdy się spotkamy w sklepie czy na ulicy. Przecież tu się nie przestaje być burmistrzem po wyjściu z urzędu. A burmistrz nie jest od tego, żeby realizować swoje pomysły i przekonywać, że ma rację, tylko żeby słuchać ludzi i realizować ich potrzeby. Nie widzę więc sensu wyodrębniania niewielkiego budżetu partycypacyjnego.
Rozmawiała Zofia Jóźwiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu