Sukces to Współdziałanie władz z obywatelami
Samorządy w Polsce przeszły długą drogę. Nadszedł czas, by zastanowić się, czy nie warto dokonać zmian w systemie ich finansowania - uważa Paweł Adamowicz, prezydent Miasta Gdańska
W tym roku obchodzimy 25-lecie samorządów w Polsce. Czy w przypadku Gdańska samorząd się sprawdził? Jaką ewolucję przeszedł przez ponad dwie dekady?
Zdecydowanie się sprawdził. Gdańsk roku 1990 i Gdańsk roku 2015 to dwa zupełnie inne miasta. To dwa zupełnie różne od siebie systemy, to dwie różne filozofie sprawowania władzy. Po pierwsze decyzje zapadają przede wszystkim bliżej mieszkańców, a po drugie mieszkańcy mają zdecydowanie większy wpływ na nie i są współgospodarzami miasta.
Jak pan ocenia partycypację obywateli w zarządzaniu Gdańskiem? Czy społeczeństwo odgrywa dziś większą rolę niż jeszcze kilka lat temu? Jak udało się to osiągnąć i na co przekłada się to w praktyce?
Partycypacja rośnie i się rozwija. Na początku naszej samorządowej drogi mieszkańców w pełni zadowalało to, że mogą do Rady Miasta Gdańska czy Sejmiku Województwa Pomorskiego wybrać autentycznie swoich reprezentantów. Z czasem przestało im to wystarczać. Pojawiły się jednostki pomocnicze popularnie zwane radami dzielnic czy radami osiedli. Pojawił się budżet obywatelski. Lawinowo rośnie znaczenie organizacji pozarządowych oraz ruchów miejskich. Można chyba z powodzeniem powiedzieć, że o ile w 1990 roku władza wychodziła z Warszawy do miast, tak teraz władza i podejmowanie decyzji schodzi jeszcze niżej, na poziom dzielnicy, ulicy czy nawet podwórka.
Te zmiany oczywiście musiały zmienić i nas - działaczy oraz urzędników samorządowych. Obie strony uczą się siebie nawzajem, wzajemnego szacunku. Uczą się też dialogu i precyzyjniejszego uzasadniania racji. Oczywiście nie jest to nauka łatwa, lekka i przyjemna. Bywa niestety, że niektórzy urzędnicy wychodzą z założenia, że ta partycypacja idzie zbyt daleko, że przeszkadza im w pracy. Ale bywa i tak, że pewni działacze ruchów obywatelskich z zapałem godnym lepszej sprawy lansują koncepcje, bez znajomości i nawet chęci poznania realiów prawnych oraz finansowych.
Czy są obszary, w których gospodarka samorządowa się nie sprawdziła? Jeśli tak, to jakie, a w jakich odniosła największy sukces?
Szczerze mówiąc, nie widzę obszarów, w których gospodarka samorządowa by się nie sprawdziła. A ogromnym, i moim zdaniem, bardzo u nas w Polsce niedocenianym sukcesem jest to, że reforma samorządowa przebiegła bez większych zgrzytów. Dziś większość obywateli naszego kraju nie wyobraża sobie już po prostu innej formy sprawowania władzy. A przecież nie było łatwo. Zmiany, które dokonały się w 1990 r., były tymi idącymi wbrew przyzwyczajeniom wszystkich prawie dorosłych obywateli Polski. Byliśmy nauczeni, że wszystkie decyzje zapadają w Warszawie, że to w stolicy wiedzą lepiej, czego potrzebują mieszkańcy innych miast, w tym Gdańska, Sopotu czy Gdyni. Ba, wiedzą nawet lepiej to, czego tak naprawdę chcą i potrzebują mieszkańcy ulicy Ogarnej 8 lub Aldony 10. To, że samorządom udało się zakorzenić w świadomości Polaków, jest więc naprawdę gigantycznym sukcesem. Nie oznacza to jednak, że nie stoją już przed nami żadne wyzwania. Do takich należy zaliczyć systematyczną współpracę samorządu z sektorem prywatnym. Celem stało się zachęcanie go do uczestniczenia w procesach rozwoju miast, na przykład przez częstsze korzystanie z systemu partnerstwa publiczno-prawnego. Inne wyzwanie to udział jednostek samorządu terytorialnego w budowanie atmosfery sprzyjającej innowacjom. I to nie tylko w gospodarce, ale także w administracji.
Szykuje się nowe rozdanie dotacji unijnych. Czy Gdańsk zamierza sięgnąć po pieniądze z funduszy? Na co chce je przeznaczyć? Czy widzi pan jakieś niebezpieczeństwa w związku z tym, że zmieniły się reguły zadłużenia oraz priorytety, na które ma być udzielane wsparcie?
W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014-2020 województwo pomorskie otrzyma ze środków unijnych aż 8 mld zł, czyli o miliard więcej niż w poprzednim okresie. To bardzo dobra wiadomość. Z tej rekordowej, unijnej kasy skorzystają wszystkie pomorskie samorządy. Najwięcej pieniędzy pójdzie na rozwój gospodarki, ochronę środowiska i edukację - w tym na wsparcie edukacji przedszkolnej. A w dodatku, to pewna nowość, można aplikować o 900 mln zł na rozwój metropolii, na współpracę regionalną.
Czego konkretnie możemy się spodziewać? Między innymi dalszego rozwoju Szybkiej Kolei Miejskiej i Kolei Metropolitalnej, modernizacji dróg dojazdowych do metropolii. Znajdą się również pieniądze na pomoc dla osób bezrobotnych i zagrożonych wykluczeniem społecznym.
Warto przypomnieć, że w ostatnich latach Gdańsk, z kwotą 13 761 zł dotacji z UE na jednego mieszkańca, był w skali kraju absolutnym prymusem w pozyskiwaniu środków unijnych. Najwięcej wydaliśmy na budowę nowych dróg i linii tramwajowych: zbudowano lub zmodernizowano prawie 70 km dróg, w tym m.in. Trasę Sucharskiego (8,3 km) i Trasę Słowackiego (10,4 km).
Zamierzamy więc kontynuować projekty komunikacyjne, ale też cieszy nas, że w tym rozdaniu ważny jest komponent społeczny.
Jakie jeszcze inne nowe inwestycje planuje w najbliższych latach Gdańsk? Ile zostanie na nie przeznaczonych pieniędzy?
Przed laty, wraz z mieszkańcami, określiliśmy największe problemy rozwojowe Gdańska: były to braki w infrastrukturze i słaba dostępność komunikacyjna miasta oraz poszczególnych dzielnic. Ostatnie lata to był bardzo dobry czas dla Gdańska. Tworzyliśmy razem podstawy długofalowego rozwoju, unowocześniając i ulepszając infrastrukturę miasta. Postawiliśmy na wykorzystanie niespotykanej szansy rozwojowej, wynikającej ze środków Unii Europejskiej. I tę szansę wykorzystaliśmy, stając się najbardziej efektywnym samorządem w Polsce w pozyskaniu i wykorzystaniu środków unijnych. Zainwestowaliśmy tych środków, razem ze spółkami miejskimi, około 9 mld zł, co daje ponad 20 000 zł na mieszkańca.
Główny cel na najbliższe lata to polepszenie codziennego życia mieszkańców: warunków zamieszkania, mobilności i odpoczynku. Lepsze życie zadowolonych mieszkańców w lepszym mieście, w każdej dzielnicy, ulicy, podwórku - na to chcemy położyć szczególny nacisk w nadchodzących latach. Stawiamy na zrównoważony i budujący trwałe fundamenty rozwój.
Ale oczywiście nie wycofujemy się z większych zadań, bowiem to ich realizacji w większości dotyczą dotacje unijne. Ale o szczegółach za wcześnie mówić. Konkretniej będę mógł odpowiedzieć na to pytanie dopiero wtedy, gdy środki unijne zostaną przyznane. Na razie usilnie pracujemy nad projektami o skali porównywalnej z poprzednią perspektywą unijną.
Mam więc rozumieć, że na inwestycjach tych skorzystają obywatele? Gdańsk stoi przed wielkim wyzwaniem, jakim jest polityka prorodzinna.
Nie ma inwestycji, których naczelnym zadaniem nie byłoby to, by skorzystali na niej obywatele naszego miasta. Jeśli budujemy drogi, instytucje kultury, szkoły, jeśli poprawiamy stan komunikacji miejskiej, to przecież nie dla siebie. Zadaniem władz samorządowych jest przede wszystkim dbanie o jakość życia mieszkańców.
Polityka prorodzinna to coś, czego naprawdę nie musimy się wstydzić. Na przykład w grudniu 2010 roku wprowadziliśmy Kartę Dużej Gdańskiej Rodziny. Dzięki tej karcie rodzinom wielodzietnym - to znaczy takim, które mają na utrzymaniu troje lub więcej dzieci w wieku do 18. roku życia lub do 26. roku życia w przypadku gdy dziecko uczy się lub studiuje - przysługuje darmowy przejazd środkami komunikacji miejskiej. O przyznanie tej karty mogą ubiegać się również rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka, w których wychowuje się troje lub więcej dzieci. Oprócz darmowych przejazdów posiadacz karty może na jej podstawie skorzystać z szeregu ulg, zniżek i darmowych wejściówek m.in. do placówek miejskich - muzeów, instytucji kultury, zoo. Jest także możliwość korzystania z ulg w wielu prywatnych placówkach.
A co z biznesem, czy Gdańsk jest również otwarty na przedsiębiorców? W czym się to przejawia? Jakie zmiany pod kątem firm nastąpiły w mieście w ostatnich latach?
Inwestycje mają to do siebie, że poprawiają jakość życia mieszkańców. Ale też zwiększają konkurencyjność miast, a przez to przyciągają kolejne krajowe i zagraniczne inwestycje. A te z kolej tworzą następne miejsca pracy i też wpływają na jakość życia. Mamy tego pełną świadomość. I wiele robimy. Tylko jeden przykład - w czerwcu 2005 roku powstało, jako wyspecjalizowana jednostka informacyjna Urzędu Miejskiego, Gdańskie Centrum Obsługi Przedsiębiorców. To pierwszy w Polsce punkt kompleksowej informacji dla osób planujących rozpoczęcie działalności gospodarczej oraz aktywnych przedsiębiorców. Jest to więc innowacyjne rozwiązanie wspierające podmioty gospodarcze. Dzięki współpracy z instytucjami otoczenia biznesu klienci mogą uzyskać kompleksową informację o dostępnym wsparciu dla małych i średnich przedsiębiorstw. Gdańskie centrum prowadzi szereg projektów lokalnych oraz ponadnarodowych, których celem jest wspieranie sektora małych przedsiębiorstw.
Jest też Gdańska Agencja Rozwoju Gospodarczego Sp. z o.o. (InvestGDA), która powstała w 2008 roku. Sto procent jej udziałów należy do miasta. Jej celem jest to, by polscy i międzynarodowi partnerzy mogli bezpiecznie i szybko zainwestować swoje pieniądze bądź myśl techniczną w naszym regionie. Pracują w oparciu o wysoko wykwalifikowaną kadrę. Wszechstronnie wspierają inwestorów na każdym etapie. Mają niezwykle atrakcyjne tereny inwestycyjne. Jak widać, robimy wiele, by ściągnąć inwestorów. W naszym wspólnym zresztą interesie.
Wiele mówi się jednak na temat potrzeby zmiany systemu finansowania samorządów, a dokładnie tego, by stały się one bardziej autonomiczne. Jak pan ocenia, czy są one potrzebne? Jakie są zalety i wady tego rozwiązania?
System finansowania samorządów ma wiele wad genetycznych wynikających z tempa zmian u zarania samorządności. Wszystkim spieszyło się, by jak najszybciej zwrócić Polskę obywatelom. I stąd wiele niedociągnięć, niejasności. Jak ktoś prowadzi sklep, to wie, że raz na jakiś czas trzeba zrobić w nim remanent. Może więc dwudziestopięciolecie samorządu jest dobrą okazją na taki remanent systemu finansowania samorządu? Może właśnie teraz przyszedł czas, by gruntownie się tym zająć. Ponownie wszystko zmierzyć i zważyć. Na przykład zająć się tym, że zadania zlecone samorządom przez władze centralne są drastycznie niedofinansowane. Pieniądze płynące z Warszawy na zadania zlecone są daleko niewystarczające, a samorządy różnice te muszą pokrywać z własnych budżetów. Najlepszym tego przykładem jest to, co dzieje się w oświacie. Subwencja jest zbyt mała i nie pokrywa wszystkich wydatków. Podobnie jest w służbie zdrowia, a szczególnie w podstawowej opiece zdrowotnej.
Reasumując - środki towarzyszące nowym zadaniom nie zapewniają ich wykonania. Trzeba więc na nowo wycenić realne ich koszty, czyli wydatki tych zadań, które rząd niejako spycha na samorządy, nie delegując za tym wystarczających środków finansowych.
Ministerstwo Finansów pracuje również nad projektem reformy janosikowego. Czy pana zdaniem potrzebne są zmiany w tym zakresie? Jakie konsekwencje z tego tytułu ponosi obecnie Gdańsk, czy podobnie jak Warszawa wiele traci?
Gdańsk jest troszeczkę mniejszy od Warszawy, a więc i konsekwencje wynikające z powodu janosikowego są proporcjonalnie mniejsze. Ale też bolesne. Od lat płacimy średnio około 30 mln zł janosikowego. W tym roku suma ta wzrośnie do 33,8 mln zł. Jeśli więc janosikowe ma zostać, a na pewno zostanie, konieczna jest zmiana zasad naliczania tego podatku, o co od lat wnioskują polskie metropolie.
@RY1@i02/2015/101/i02.2015.101.08800070u.803.jpg@RY2@
FOT. PIOTR POŁOCZAŃSKI
Rozmawiała Patrycja Otto
@RY1@i02/2015/101/i02.2015.101.08800070u.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu