MSWiA ma jednak sposób, by komisarz szybciej przejął stery. Czyli piłka w grze
Dziś na początek mały kwiz. Rozwiążemy go razem. A więc zaczynamy!
Ostrowice to gmina:
a) będąca bankrutem? - TAK
b) gdzie wójt zaciągał pożyczki w parabankach? - TAK
c) której dług wynosi 40 mln zł przy rocznych dochodach na poziomie 11 mln zł? - TAK
d) od której wojewoda zachodniopomorski zażądał programu naprawczego, który po przedstawieniu i tak odrzucił? - TAK
e) w której premier 20 stycznia 2016 r. zawiesiła radę i wójta oraz ustanowiła zarząd komisaryczny na dwa lata? - TAK
f) gdzie radni i wójt, mimo decyzji premier, wciąż rządzą, pobierając diety i pensje? - TAK
Co się państwu nie zgadza? Czyżby odpowiedź na ostatnie pytanie? Jest właściwa! Finansami Ostrowic nadal zarządzają ludzie, którym regionalna izba obrachunkowa, wojewoda, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz sama prezes Rady Ministrów zarzucają wielokrotne naruszanie obowiązującego prawa. Ale próżno szukać tu winy po stronie rządu. Na taką hucpę pozwalają przepisy. Otóż faktyczne odwołanie bądź zawieszenie włodarza może nastąpić dopiero po uprawomocnieniu się aktu wydanego przez premiera. Wystarczy zatem go zaskarżyć, a wtedy sprawa ponownie nabierze tempa dopiero po wyczerpaniu całej drogi sądowoadministracyjnej. I tak też się stało w Ostrowicach. Wójt się odwołał i wszyscy, wstrzymując oddech, czekają teraz na rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Widać jednak, że rządzący wyciągnęli naukę z tej lekcji, bo jak się dowiedzieliśmy, MSWiA pracuje nad tym, by wdrażanie zarządu komisarycznego było szybsze i skuteczniejsze. Chce m.in., aby w wyjątkowych sytuacjach premier mógł nadać wydawanym przez siebie rozstrzygnięciom nadzorczym rygor natychmiastowej wykonalności, a w pozostałych sądy miałyby, 30 dni na rozpatrzenie odwołań.
Bez wątpienia kierunek zmian jest bardzo dobry i na patologie, takie jak w Ostrowicach, będą one właściwym antidotum. Jednak zmiany te nie przyspieszą realizacji deklaracji składanych pod adresem prezydent Warszawy. Po aferze reprywatyzacyjnej krzyczano, że do stołecznego ratusza trzeba wprowadzić komisarza. Potem szybko nastała cisza w tej sprawie, a tu i ówdzie słychać głosy, że z prawnego punktu widzenia jest to niewykonalne. Dlaczego? O tym dziś na stronach Samorządu i Administracji. Zdradzę tylko, że przepisy o zarządzie komisarycznym to droga przez mękę, i jeśli nie zostaną doprecyzowane, to polityczne groźby o przejęciu sterów w stolicy zawisną w powietrzu.
Zapraszam do lektury!
@RY1@i02/2016/210/i02.2016.210.183000100.801.jpg@RY2@
Marta Gadomska
redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu