Co samorządy sądzą o zmianie przepisów
●
W każdej gminie istnieje zasób nieruchomości rolnych dlatego, że żadna gmina nie wyzbywa się swoich gruntów bez powodu. Część tego zasobu potrzebna jest jako ekwiwalent niezbędny do przeprowadzenia wymiany - tam, gdzie w grę wchodzi np. przejęcie gruntu pod drogi publiczne itd. A część gruntów zachowuje się na potrzeby zadań własnych, np. lokalizacji urządzeń, które służą usługom publicznym, takim jak przedszkola, szkoły, budynki użyteczności publicznej. Część ma też grunty traktowane jako tereny inwestycyjne, które są istotne w strategii poszczególnych gmin.
Nie mam do końca pewności, jak będą traktowane samorządy na podstawie nowych przepisów. Oczywiście postulowaliśmy - zarówno jeśli chodzi o tę ustawę o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości, jak i o ustawę o lasach - żeby dla samorządów były odpowiednie wyłączenia. Obracamy niektórymi gruntami własnymi, a także skomunalizowanymi już wcześniej. Dla niektórych gmin stanowią one potencjalne źródło przychodów z sprzedaży majątku. Te z kolei są integralną częścią budżetu. Jeżeli się okaże, że nie możemy swobodnie tymi gruntami obracać, to będziemy mieć bardzo problematyczne poczucie prawa własności - czy jesteśmy ich właścicielem i dysponentem, czy nie. Pozostaje nam jedynie obserwowanie, co się będzie działo na rynku.
Czy będzie krach, jeśli chodzi o wartość nieruchomości rolnych i wartość ziemi jako takiej? Trzeba pamiętać, że rolnicy, a nasi mieszkańcy, w wielu przypadkach mają gwarancje kredytowe, właśnie pod wartość posiadanego majątku w gruntach i jeśli się to realnie zmieni to bank będzie żądał dodatkowych zabezpieczeń. I to tu właśnie może się pojawić problem. Nie dla samorządów, ale dla naszych mieszkańców.
Ponadto w niektórych rejonach są gospodarstwa rolne przekraczające dziś dopuszczalne 300 ha. Możliwości sporządzenia testamentu czy ustanowienia następcy gospodarstwa (nawet spośród najbliższych członków rodziny) mogą być problematyczne. Jeżeli areał ziemi rolnej przekracza 300 ha, to trudno będzie powiedzieć, że obecni właściciele mają motywację do rozwijania tych gospodarstw, ich unowocześniania i prowadzenia racjonalnej gospodarki. Będzie nad nimi wisiało widmo rozdrobnienia tego, co zgromadzili. Ci, którzy będą czuli, że utracili prawo do dysponowania swoją własnością, w końcu zwrócą się do sądów powszechnych, a następnie poszukają sprawiedliwości poza Polską.
●
Nie znam ostatecznych rozstrzygnięć ustawy, choć czynnie brałem udział w pracach przygotowawczych, by samorządy były częścią racjonalnej polityki gruntowej kraju. Na czym polegają nasze problemy z ziemią? Dotyczą przede wszystkim sporów z Agencją Nieruchomości Rolnych. ANR nie chciała nam przeznaczać gruntów na specjalne strefy ekonomiczne.
Swego czasu sam pisałem do prezesa agencji, że w programie województwa lubelskiego mamy ujętą końcówkę autostrady A2. Chcieliśmy wyprzedzająco utworzyć tam strefę aktywności gospodarczej. Grunty były agencji, dogadaliśmy się z dzierżawcą, który ma wieloletnią dzierżawę. Jednak sprzedaży nam odmówiono. Stwierdzono, że dojdzie do tego dopiero wtedy, gdy dokonamy odpowiednich zmian w planie. Wyglądać by to miało tak, że gmina poniesie koszty, podniesie wartość gruntów, a ANR dopiero potem ogłosi przetarg, w którym cena gruntu będzie jak za zboże. A my dopiero wtedy mielibyśmy zbudować tam infrastrukturę. W takiej sytuacji odechciewa się wszystkiego.
Podobnie jest z innymi działkami należącymi do ANR. Mówiliśmy, dajcie nam te grunty, będziemy je dzielić, uzbrajać pod budownictwo mieszkaniowe, gdyż u nas mało ziemi nadaje się pod uprawę (z wyjątkiem niewielu obszarów nad samym Bugiem). Agencja stwierdziła, że odda te grunty ale tylko pod drogi. To nie fair, bo ze sprzedaży tych działek byśmy mieli pieniądze na infrastrukturę.
ANR nigdy nie chciała traktować nas jako partnera działającego prorozwojowo. Mimo tych problemów i tak staraliśmy sobie dawać jakoś radę. Mam tylko nadzieję że polityką gmin wiejskich nie będzie się zajmował tylko minister rolnictwa i rozwoju wsi, ale też cały rząd. Wieś to nie tylko rolnictwo. Mam nadzieję, że ta ustawa to właśnie uwzględni, by był zrównoważony rozwój.
Mało ziemi należy do samorządów. Nam się udało jej trochę uzyskać, bo skomunalizowaliśmy grunty wspólnot. Są one potrzebne np. na zamianę, gdy potrzebujemy działki pod cel publiczny. Gdy w takim miejscu ktoś prowadzi uprawy, to my możemy się zamienić na ziemię w innym miejscu, często dogodniejszym. Miejmy nadzieję, że ta ustawa, nie do końca podobająca się wszystkim z obawy, że grunty będą taniały, uporządkuje sprawę ziemi tak, by samorząd mógł sam kształtować swoją politykę gospodarczą.
●
Przepisy nie kasują całego rynku nieruchomości. Myślę, że nie powinno być dużych problemów ze stosowaniem ustawy, może w pojedynczych przypadkach. Jednak do tej pory nikt nam takich wątpliwości nie zgłaszał. Wszystko zależy od tego, jakie konkretne miasto miałoby oczekiwania i zamiary w zakresie zbywania ziemi podmiotom zagranicznym. Jeśli zaś chodzi o powierzchnię ziemi rolnej w miastach, wynika to z procesów, które miały miejsce w latach 80. XX wieku. To wówczas doszło do znacznych zmian granic w dużych miastach. Do Poznania dołączono całe obszary wiejskie. Dzisiaj Poznań jest największą gminą wiejską w województwie wielkopolskim ze względu na liczbę gospodarstw. Są to nieduże gospodarstwa, powierzchniowo zajmują ok. 15 proc miasta.
●
Mimo że nasze tereny mają swoją tradycję rolniczą od wieków, to dla nas ustawa nie ma większego znaczenia, gdyż nie mamy większych składników majątku Skarbu Państwa czy też majątku gminnego.
Oprac. Paweł Sikora
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu