Regulacje nie mogą iść zbyt daleko
Budżety obywatelskie istnieją w Polsce od 5 lat. Czy dziś możemy stwierdzić, że to sukces?
Faktycznie w ostatnich latach nastała swego rodzaju moda na budżety partycypacyjne. Z tego, co wiem, mechanizm ten stosuje dziś około setki samorządów, głównie miejskich. Ważne, że nie jest to jednorazowa akcja, lecz mechanizm wdrażany rok do roku.
Ale wygląda na to, że nie wszystko działa idealnie.
Na pierwszy rzut oka dostrzegam trzy główne problemy. Pierwszy polega na wpisywaniu budżetów obywatelskich w lokalną politykę i instrumentalne ich wykorzystywanie przez rządzących do autopromocji. Przykładowo w Białymstoku w 2014 roku powołano specjalną komisję w strukturze rady miasta, która miała wypracować w porozumieniu z organizacjami pozarządowymi zasady wdrażania kolejnej edycji budżetu. W pewnym momencie na sesję rady przyszedł prezydent miasta z gotowym projektem uchwały. Oczywiście nikt nie mógł się sprzeciwić, bo zostałoby to odebrane, że jest się przeciwnym włączaniu obywateli w proces podejmowania decyzji. Tak więc powołana wcześniej komisja musiała ustąpić. Prezydent zaproponował taki tryb wdrażania budżetu, by głosowanie na projekty przypadło przed kampanią wyborczą w wyborach samorządowych, zapewne z chęci pokazania, że prezydent wsłuchuje się w głos mieszkańców. Tak instrumentalne wykorzystywanie mechanizmu partycypacji może spowodować, że mieszkańcy z czasem będą się jeszcze mniej angażować w takie projekty.
A pozostałe dwa problemy?
Stosunkowo słabe zaangażowanie Polaków w proces zgłaszania pomysłów i potem głosowania nad nimi. Średnia frekwencja w głosowaniu na wystawione projekty wynosi 10-15 proc. Należy podkreślić, że różnie też bywa ze sposobem organizacji budżetów w poszczególnych miastach. Często nie umożliwia się mieszkańcom udziału na każdym etapie realizacji budżetów. To na pewno nie sprzyja zwiększeniu ich zainteresowania włączeniem się w takie procesy.
Trzeci problem polega na tym, że stosunkowo niewielka grupa mieszkańców jest w stanie zawłaszczyć na swoją korzyść pieniądze i cały mechanizm, który miał przecież służyć całej lokalnej społeczności. Chodzi np. o grupy rodziców, którzy zmobilizowali się i załatwili pieniądze na boisko czy sprzęt do pracowni komputerowej, w której uczą się ich dzieci. Fajnie, że ludzie są zaradni i korzystają z udostępnionej im możliwości, ale w budżetach partycypacyjnych nie do końca o to chodziło. Ideą był dialog i próba dogadania się, jakiego rodzaju inwestycje będą sprzyjać interesom jak największej grupy mieszkańców.
Biorąc pod uwagę te problemy, czy zasadnym byłoby odgórne uregulowanie zasad wdrażania budżetów partycypacyjnych? Może czas opracować jednolite, ogólnopolskie standardy?
Na pewno warto byłoby przyjąć takie standardy. Choć zwracam uwagę, że częściowo już je mamy wypracowane. Poprzedni rząd, przy udziale organizacji pozarządowych, wypracował siedem zasad konsultacji społecznych. A budżet partycypacyjny jest przecież jakąś formą konsultacji społecznych. Te siedem zasad łatwo można odnieść do spraw budżetów. Mówią one m.in., że należy umożliwiać udział wszystkim mieszkańcom, szanować zdanie zaangażowanych stron poprzez odpowiadanie każdemu na zgłoszone propozycje, określać wyraźnie terminy i jasne reguły prowadzenia konsultacji. Być może w drodze rozporządzenia Rady Ministrów należałoby przewidzieć podobne zasady tworzenia budżetów czy brzegowe kryteria przy projektowaniu procesu ich realizacji.
A czy warto pójść o krok dalej i ustawowo narzucić, że w każdym mieście budżet obywatelski jest obowiązkowy?
Odgórne wyznaczenie pewnych zasad i kryteriów jest lepszym rozwiązaniem niż zaordynowanie, że wszyscy muszą te budżety robić. To jest bardzo delikatny proces, którego nauczyć się muszą mieszkańcy, a także sami lokalni włodarze i urzędnicy. Próba narzucenia czegokolwiek może przynieść odwrotny skutek i wynaturzyć całą inicjatywę. Być może na początek wystarczyłoby przyjąć zasadę, która obowiązuje przy wyodrębnianiu tzw. funduszy sołeckich w mniejszych jednostkach pomocniczych gmin o charakterze wiejskim. Tam radni muszą podjąć decyzję, czy tworzą taki fundusz, czy nie. Jeśli nie, to podejmując uchwałę o takiej treści, będą przynajmniej odczuwali większą presję, by jakoś wytłumaczyć się z tego mieszkańcom.
@RY1@i02/2016/063/i02.2016.063.18300250e.803.jpg@RY2@
Filip Pazderski Instytut Spraw Publicznych
Rozmawiał Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu