Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

W kolejce po 500 zł

26 czerwca 2018

Na realizację sztandarowego programu PiS lokalnym władzom może zabraknąć ludzi, pieniędzy, a nawet podstawowej wiedzy o nim

Władze największych miast chciałyby rozpocząć przygotowania do wypłaty świadczeń od kwietnia, ale wciąż nie mają wytycznych. - Prosimy o pilne przekazanie projektów rozporządzeń, bo to one przesądzają o sposobie realizacji tego zadania. Dziś nie znamy tych projektów i nie wiemy, jak się przygotować - zwracał uwagę Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich podczas wczorajszej dyskusji ze stroną rządową.

Niewykluczone, że realizacja programu odbije się finansową czkawką: w pierwszej kolejności gminom, a następnie rządowi - gdy samorządy zaczną się domagać zwrotu poniesionych kosztów. Część miast, z którymi rozmawialiśmy, już teraz wskazuje, że wysokość dotacji dla samorządów określona w projektowanej ustawie jest niewystarczająca. - Autorzy projektu zakładają 2 proc. dotacji celowej z budżetu państwa na obsługę zadania. W przypadku świadczeń rodzinnych, których realizatorami są też gminy, dotacja ta kształtuje się na poziomie 3 proc. A przy świadczeniach rodzinnych mamy do czynienia z mniejszą grupą świadczeniobiorców. W naszej ocenie zasadne byłoby przyznanie dotacji przynajmniej na poziomie analogicznym do dotacji pozyskiwanej na obsługę świadczeń rodzinnych, co postulowaliśmy również na spotkaniu Unii Metropolii Polskich - twierdzi Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta Lublina.

Wtórują jej urzędnicy z Katowic. - Przy założeniu, że koszty obsługi zostaną utrzymane na poziomie 2 proc., środki z dotacji przeznaczone na realizację zadania być może będą wystarczające do bieżącej obsługi świadczeń, jednak nie są w stanie zabezpieczyć kosztów przygotowania i remontu lokali przeznaczonych na realizację programu. Koszty te znacznie obciążą budżet gminy - wskazuje Dariusz Czapla z katowickiego magistratu.

Samorządy niepokoi nie tylko fakt, że na dwa miesiące przed planowanym uruchomieniem programu niewiele o nim wiedzą od strony organizacyjnej, ale też ogromna skala chętnych na rządową pomoc. - Ze wstępnych analiz wynika, że do świadczeń wychowawczych, przy takich założeniach jak w obecnym projekcie ustawy, kwalifikowałoby się co najmniej dwa razy więcej osób, niż ma to miejsce w przypadku świadczeń rodzinnych - zwraca uwagę Beata Krzyżanowska z Lublina (w mieście zameldowanych jest ok. 38 tys. rodzin, w których wychowuje się ponad 56 tys. dzieci poniżej 18. roku życia). W Rzeszowie przedstawiciele urzędu miasta mówią o "spodziewanej, a niespotykanej dotychczas na taką skalę liczbie wnioskodawców" (ok. 15 tys. osób).

Na wczorajszym posiedzeniu Komisji Wspólnej wiceminister rodziny i pracy Bartosz Marczuk uspokajał, że przedstawiciele ministerstwa zorganizują w całej Polsce szkolenia dla urzędników, którzy będą się zajmować weryfikowaniem wniosków i wypłatami świadczeń. Jak dodał, samorządy są już wyposażone w komórki wypłacające świadczenia rodzinne, dlatego można liczyć na "efekt skali i synergii".

Ale bardziej niż stanem wiedzy urzędników samorządy zdają się przejmować potencjalnymi kolejkami. Lista chętnych, zwłaszcza w dużych miastach, będzie długa. - To świadczenie będzie dotyczyć minimum 150 tys. dzieci - mówi Katarzyna Pieńkowska ze stołecznego ratusza. Kraków szacuje, że w tamtejszych urzędach o świadczenie ubiegać się będzie ok. 38 tys. rodzin dla ok. 50 tys. dzieci. Z kolei w Toruniu z programu 500+ skorzysta ok. 18 tys. podopiecznych, zaś weryfikacja kryterium dochodowego (ustalonego na pierwsze dziecko przez rząd na poziomie 800 lub 1,2 tys. zł) będzie dotyczyła 5-6 tys. osób.

Każdy, kto pojawi się w urzędzie z wnioskiem, będzie oczekiwał sprawnej wypłaty pierwszego świadczenia. Na to raczej nie ma co liczyć. Samorządy przestrzegają, że cały proces będzie czasochłonny, głównie ze względu na weryfikację dochodu petentów. - Wnioski osób, które ubiegać się będą o świadczenie na pierwsze dziecko, wymagać będą wystąpienia na drodze elektronicznej lub pisemnej do poszczególnych instytucji, np. ZUS, urzędu skarbowego czy urzędu stanu cywilnego. Każdy wniosek o ustalenie prawa do świadczenia wychowawczego będzie musiał zostać zweryfikowany - tłumaczy Dariusz Czapla z Katowic.

Samorządy i rząd rozmijają się także w szacunkach dotyczących ilości dodatkowych etatów w lokalnych urzędach. Zdaniem ustawodawcy do obsługi nowego zadania w samorządach trzeba będzie zatrudnić 7 tys. pracowników. To średnio ok. trzech etatów na gminę. Zdaniem samorządów ten wskaźnik również może być niedoszacowany. Przykładowo w Katowicach uruchomienie programu 500+ wiąże się z koniecznością utworzenia ok. 27 etatów. Z kolei w Rzeszowie urzędnicy mówią o konieczności zatrudnienia od pięciu do dziesięciu osób.

- Po trupach do celu - kwitują w rozmowie z nami samorządowcy przysłuchujący się wczorajszej dyskusji na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Mimo to Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich deklaruje dobrą wolę lokalnych władz. - Celem naszych uwag nie jest opóźnianie rządowego programu, ale dbałość o to, aby prawidłowo wypełnić zlecane nam zadanie - mówi. Ustawę o programie 500+ Sejm ma uchwalić jeszcze w lutym.

@RY1@i02/2016/017/i02.2016.017.00000030b.804.jpg@RY2@

Stanisław Kowalczuk/East News

2,7 mln rodzin ma zostać objętych programem 500+, w tym 3,8 mln dzieci

17 mld zł ma kosztować program 500+ w tym roku, jeśli wejdzie w życie od kwietnia. W przyszłym roku będzie to już 23 mld zł

Współpraca Michalina Topolewska

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.