Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Samorządy według PiS: obywatel w roli głównej czy mydlenie oczu

2 lipca 2018

Jutro w Warszawie samorządowcy organizują własne wysłuchanie publiczne projektu ustawy zmieniającej ordynację wyborczą i samorządowe ustawy ustrojowe. Opozycja z kolei chce powołać własny ruch kontroli wyborów

Każdy słucha samego siebie

Powiatowy komisarz wyborczy dokonujący podziału gminy na obwody głosowania, zniesienie głosowania korespondencyjnego, odręczne sporządzanie protokołów - takie zmiany wprowadziła nadzwyczajna komisja sejmowa do projektu ustawy, który rozpala emocje w równym stopniu co pakiet ustaw reformujących sądownictwo.

Mowa oczywiście o przygotowanym przez posłów PiS projekcie ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych. Jego nazwa może być nieco myląca - sedno zmian dotyczy bowiem reformy kodeksu wyborczego.

W tle przedwyborczej dyskusji często zapomina się o drugiej części projektu, dotyczącej głębokich zmian w funkcjonowaniu samorządów. - Można powiedzieć, że to jest taki proobywatelski pakiet demokratyczny - stwierdził poseł Łukasz Schreiber z PiS w trakcie prac nadzwyczajnej komisji.

Faktycznie zmiana wprowadza sporo nowości w sposobie funkcjonowania samorządu terytorialnego. W grę wchodzą m.in. obowiązkowe budżety obywatelskie we wszystkich miastach na prawach powiatu (wraz z określeniem minimalnej puli środków budżetowych przeznaczanych na ten cel), zwiększone uprawnienia kontrolne radnych, obowiązek transmitowania posiedzeń rady, obywatelska inicjatywa uchwałodawcza czy wreszcie coroczna debata o stanie samorządu połączona z udzieleniem wotum zaufania organowi wykonawczemu.

Opozycja i samorządowcy nie kryją zdziwienia, że projekt zakładający tak daleko idące zmiany został zgłoszony jako inicjatywa poselska, w dodatku zaledwie na rok przed wyborami. - Zrobili to państwo celowo, żeby ominąć konsultacje społeczne - zarzucił przedstawicielom PiS Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli i członek zarządu Związku Miast Polskich. Jednak zdaniem działaczy partii rządzącej wszystko jest w porządku - projekt został zgłoszony przez grupę posłów, a prace w Sejmie mają służyć wypracowaniu ostatecznej wersji zmian.

Problem w tym, że prace w parlamencie nie przebiegają w najlepszej atmosferze. Opozycja zarzuca PiS łamanie zasad demokracji i próbę manipulowania kodeksem wyborczym. PiS zarzuca z kolei opozycji celową obstrukcję i negowanie idei zmian bez merytorycznego uzasadnienia. Z prac na forum komisji nadzwyczajnej wycofali się przedstawiciele Państwowej Komisji Wyborczej. Być może jednak przedstawiciele PKW zaktywizują się na dalszych etapach prac legislacyjnych, np. w Senacie.

Nie wykluczone, że to, co się dzieje dziś, to nie jedyna samorządowa zmiana, jaką szykuje PiS. W listopadzie marszałek Senatu Stanisław Karczewski rozesłał do samorządów pismo, w którym poprosił o opinię na temat opracowania jednolitej ustawy samorządowej. Według marszałka obecne rozdzielenie przepisów dotyczących samorządów na kilka odrębnych ustaw powoduje problemy z ich interpretacją. Chodzi o regulacje zawarte w ustawie z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1875 ze zm.), z 5 czerwca 1998 r. o samorządzie powiatowym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1868) i z 5 czerwca 1998 r. o samorządzie województwa (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2096). Dlatego marszałek proponuje ujednolicenie tych przepisów, a na opinie samorządowców czeka do końca lutego 2018 r.

Samorządowcy coraz bardziej zdają sobie sprawę, że czeka ich rewolucja i to - być może - rozłożona na kilka etapów. Na razie więc postanowili zorganizować własne wysłuchanie publiczne projektu ustawy procedowanej w Sejmie. Dojdzie do niego 9 grudnia w budynku dawnej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. "Celem jest przedstawienie opinii ekspertów, samorządowców, przedstawicieli organizacji pozarządowych, lokalnych aktywistów oraz innych obywateli i obywatelek na temat projektu ustawy o fundamentalnym znaczeniu - zmieniającej m.in. sposób organizacji wyborów na szczeblu samorządowym, określanie granic okręgów wyborczych oraz warunki związane z biernym prawem wyborczym, a także regulującej zasady funkcjonowania organów samorządowych na różnych szczeblach i sposoby udziału mieszkańców w samorządzie" - informują organizatorzy.

Konsoliduje się także opozycja sejmowa. Wśród ludowców pojawił się pomysł powołania własnego ruchu kontroli wyborów, analogicznego do stowarzyszenia zbliżonego do PiS, a powstałego po kontrowersyjnych wyborach samorządowych w 2014 r. Teraz opozycja chce stworzyć coś swojego. - Do udziału zaprosimy różne podmioty, w tym partie polityczne i organizacje pozarządowe - zapowiada Adam Struzik, marszałek woj. mazowieckiego.

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.801.jpg@RY2@

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

@tzolciak

OPINIE

Dostęp radnych do informacji - tak, ale prawidłowo uregulowany

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.802.jpg@RY2@

Prof. Jacek Majchrowski prezydent Krakowa

Nie znajduję uzasadnienia dla obowiązkowego wprowadzenia budżetu obywatelskiego na jakimkolwiek poziomie samorządu. Budżet obywatelski jest formą współuczestniczenia mieszkańców w działaniach samorządu. Bez obustronnej woli i przekonania do słuszności tego procesu nie będzie on funkcjonował prawidłowo i nie osiągnie się zamierzonego efektu, jakim ma być wzrost zaangażowania mieszkańców, ich poczucia współodpowiedzialności za wspólnotę lokalną. Otwarcie się samorządów na włączenie mieszkańców w decydowanie o sprawach lokalnych, mimo że słuszne w swoim zamierzeniu, nie zostanie zaimplementowane prawidłowo jedynie w oparciu o odgórnie narzucone przepisy prawa, a bez zrozumienia idei partycypacji. Forma współpracy między samorządem a mieszkańcami powinna być dopasowana do indywidualnej specyfiki samorządu, a dobór narzędzi partycypacji (konsultacje społeczne, budżet obywatelski, inicjatywa lokalna, panel obywatelski i inne) powinien leżeć w wyłącznej gestii danego samorządu.

Jeśli zaś chodzi o zapis dotyczący nowo powoływanej przez radę gminy komisji skarg, wniosków i petycji, to przyznanie jej kompetencji do rozpatrywania skarg, m.in. na działania gminnych jednostek organizacyjnych, jest zapisem niespójnym z art. 229 pkt 3 kodeksu postępowania administracyjnego, który ustanawia ogólną zasadę, że rada gminy (za pośrednictwem w tym przypadku komisji skarg, wniosków i petycji) może rozpatrywać skargi na kierowników gminnych jednostek organizacyjnych. Różnica subtelna, aczkolwiek bardzo znaczna, bo u nas rozstrzyga o tym, czy np. Rada Miasta Krakowa w przypadku jakiejkolwiek dużej miejskiej jednostki organizacyjnej będzie miała do rozpatrzenia rocznie kilka skarg - np. do pięciu, jak obecnie, czy kilkanaście, a nawet do 100.

Co do zapisu o wyodrębnieniu ze struktury urzędu nowej jednostki organizacyjnej zwanej biurem rady, to jest on ciekawy, aczkolwiek brak jakichkolwiek informacji co do faktycznych skutków takiego rozwiązania. W ustawie o samorządzie gminnym w określony sposób rozumie się pojęcie jednostki organizacyjnej gminy jako jednostki z odrębnym planem finansowym, odrębnym kierownikiem takiej jednostki, który ponosi pełną odpowiedzialność za całość gospodarki finansowej takiej jednostki. Brak jest jakichkolwiek informacji, kto powołuje kierownika takiej jednostki, jakie są wzajemne relacje pomiędzy kierownikiem a przewodniczącym rady gminy, który, jak to zapisano, wykonuje uprawnienia zwierzchnika służbowego w stosunku do pracowników biura rady. Poza tym nie wiadomo, na jakich zasadach jest stanowiony plan finansowy takiej jednostki i jak kształtuje się odpowiedzialność za realizację przez tę jednostkę organizacyjną gminy planu finansowego. Wreszcie należy sobie zadać pytanie, kto odpowiada za ewentualne nieprawidłowości w wydatkowaniu środków publicznych przez taką jednostkę i jak kształtują się relacje pomiędzy tym, który odpowiada za środki publiczne nowej jednostki organizacyjnej, a przewodniczącym rady. Całkowicie odmienne byłoby spojrzenie na ten przepis, gdyby projektodawca użył określenia, że wskazani pracownicy tworzą odrębną komórkę organizacyjną urzędu gminy, i chyba o to projektodawcy mogło chodzić.

Warto też poruszyć kwestię uprawnień kontrolnych rady gminy. Te są przypisane do kompetencji komisji rewizyjnej rady gminy, która w sposób sformalizowany może przeprowadzać kontrole działalności wójta, gminnych jednostek organizacyjnych oraz jednostek pomocniczych gminy, mając adekwatny dostęp do informacji, materiałów oraz wgląd w działalność wójta i ww. jednostek. Proponowana zmiana treści art. 24 daje wszystkim radnym z osobna możliwość dostępu do informacji o działalności gminy, ale także wglądu w działalność organów administracji gminy, spółek z udziałem gminy, spółek handlowych z udziałem gminnych osób prawnych, gminnych osób prawnych oraz zakładów, przedsiębiorstw i innych gminnych jednostek organizacyjnych, z zachowaniem przepisów o tajemnicy prawnie chronionej. Wydaje się jednak, że dopuszczając tego rodzaju rozwiązanie, należałoby dość szczegółowo uregulować stronę formalną. Obecnie komisja rewizyjna dokumentuje swoje czynności kontrolne, w tym wgląd w dokumentację i działalność gminy w postaci odpowiedniego protokołu czy sprawozdania z kontroli, stosownie do wymogów statutu gminy, a w proponowanym rozwiązaniu nie wprowadza się żadnych zasad wglądu w działalność wójta czy gminnych jednostek organizacyjnych przez poszczególnych radnych. Sytuacja taka mogłaby w skrajnych przypadkach doprowadzać do paraliżu w niektórych obszarach działalności gminy, które poszczególni radni mogliby analizować długimi tygodniami, żądając wglądu w działalność w tym obszarze.

Oprac. PBS

Pozorowane zmiany PiS w gminach, powiatach i województwach

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.803.jpg@RY2@

Agata Dąmbska Forum Od-nowa

Procedowany obecnie w Sejmie - z pominięciem konsultacji społecznych - projekt partii rządzącej, zmieniający ustawy o samorządzie gminnym, powiatowym i wojewódzkim, pełen jest sprzeczności. Jego autorzy swobodnie żonglują prawami wszystkich grup samorządowych interesariuszy, starając się każdej przypodobać - dać "panu bogu świeczkę i diabłu ogarek". Być może propozycje potrzebne są jedynie do zamaskowania pomysłów wywrócenia ordynacji wyborczej. Jednak w ten sposób dokument traci jakąkolwiek myśl systemową: nie wiadomo, jaki model jednostki samorządu terytorialnego ma się w jego efekcie wyłonić.

I tak najpierw widać próbę wzmocnienia organu stanowiącego. W odpowiedzi na postulat wielu środowisk, zawarty m.in. w "Raporcie o stanie samorządności terytorialnej w Polsce" prof. J. Hausnera, projekt zakłada możliwość powołania wydzielonego ze struktury urzędu biura rady, koordynowanego przez jej przewodniczącego. Rada dostaje też instrument "wotum zaufania" wobec włodarza: coś w rodzaju absolutorium, ale nie opartego na przesłankach merytorycznych, więc możliwego do potraktowania uznaniowego lub politycznego. Chwilę później radę osłabia się w sposób zasadniczy, wyjmując z jej kompetencji kluczowe prawo powoływania skarbnika gminy i cedując je na organ wykonawczy. Jaka w tym logika?

Kolejną grupą, której chce dogodzić projektodawca, są mieszkańcy. Otrzymują ustawowe przypieczętowanie tego, co dzieje się już w wielu samorządach, czyli obowiązku transmisji posiedzeń rady oraz obietnicę imiennego głosowania jej członków (ten postulat pojawiał się m.in. w raporcie "Samorząd 3.0" Forum Od-nowa). Do legislacji przedostała się obywatelska inicjatywa uchwałodawcza, również już funkcjonująca w co prężniejszych JST. No, i kwiatek do kożucha: kulejący oraz wyraźnie "zwijający się" (mimo wysiłków wielu włodarzy, traktujących go jako świetne narzędzie PR-owe, pokazujące pełną "partycypacyjność" ich działań) budżet obywatelski zostaje wyniesiony do rangi obligatoryjnego narzędzia w miastach na prawach powiatu, czyli tych, które i tak w większości go już wdrożyły... Co gorsza, w ustawie zadekretowano przeznaczenie nań tylko 0,5 proc. budżetu gminy, przez co istnieje obawa, że wspólnotom nie będzie zależało na podwyższaniu jego wartości. Zaproponowane zmiany są zatem pozorne.

Pomysłem relatywnie nowym w kontekście obywatelskim jest jedynie prawo zabrania głosu przez mieszkańca na sesji rady po przedstawieniu pisemnego zgłoszenia popartego odpowiednią liczbą podpisów. Co jednak w ten sposób chce się osiągnąć, oprócz dania komuś iluzji uczestnictwa w życiu gminy poprzez sam fakt zaprezentowania swych poglądów (lub siebie...) podczas posiedzenia organu stanowiącego lub wypowiedzenia się przy okazji dyskusji nad wotum zaufania? Rodzi to także wątpliwość, jaki model samorządu chcemy wdrażać. Ustawodawca musi wybrać i poprzeć to argumentami, czy interesuje go stymulowanie demokracji bezpośredniej (na wzór Szwajcarii), gdzie ciężar podejmowania decyzji przesuwa się z organów wybieralnych na poszczególnych mieszkańców, czy też uznaje konieczność doskonalenia mechanizmów demokracji przedstawicielskiej, w Polsce opartej na instytucji rady.

Złe skutki przyniosą wreszcie zapisane w projekcie pomysły dla samorządu powiatu i województwa. W większości są kalką rozwiązań dla gmin, ale pojawiają się nowe mechanizmy: obowiązek zadeklarowania przez kluby, czy stanowią "opozycję" czy "koalicję" zarządu, oraz wybór na przewodniczącego komisji rewizyjnej osoby z ugrupowania przeciwnego większości. Łatwo przewidzieć, że taki przepis spowoduje (miejscami sztuczne) podzielenie rady/sejmiku na dwa wrogie, zwalczające się obozy, a komisja rewizyjna dostanie do ręki świetne narzędzie do prowadzenia obstrukcji działań swojego samorządu.

Gwóźdź do trumny stanowi odebranie JST wpływu na tworzenie okręgów wyborczych - ma je wyznaczać centralnie mianowany komisarz wyborczy szczebla powiatowego, nad którym umocowano komisarza szczebla wojewódzkiego. A za proponowane zmiany (np. zakup urządzeń do rejestrowania posiedzeń rady) zapłacą samorządy. Nikt z władz centralnych, jak uczy doświadczenie z reformą systemu oświaty, nie da im na to wystarczających środków.

Oprac. ZJ

Połączenie propozycji ustrojowych z prawem wyborczym uniemożliwia rzetelną dyskusję

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.804.jpg@RY2@

Maciej Kiełbus partner w Kancelarii Prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners w Poznaniu

Poselski projekt zawiera wiele zbliżonych do siebie propozycji dotyczących trzech ustrojowych ustaw samorządowych regulujących ustrój gmin, powiatów i województw. Co do zasady przepisy te nie wprowadzają nowych instrumentów prawnych, lecz stanowią formalizację tych od dawna funkcjonujących w szeregu jednostek samorządu terytorialnego. W uzasadnieniu projektu wskazuje się, że proponowane zmiany "realnie przyczynią się do zapewnienia społeczności lokalnej większego udziału w funkcjonowaniu organów danej jednostki samorządu terytorialnego, pochodzącej z aktu wyboru oraz zagwarantują obywatelom właściwą kontrolę nad władzą samorządową, a tym samym przyczynią się do zwiększenia więzi oraz odpowiedzialności za wspólnotę samorządową, w której zamieszkują". Tak określone cele zdają się nie przystawać do konkretnych rozwiązań zawartych w projekcie ustawy nowelizującej. Przedmiotowe propozycje zmian po raz kolejny rodzą pytanie o stopień ingerencji ustawowej w sposób funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego, w tym w ich ustrój wewnętrzny. Należy bowiem postawić pytanie, czy kwestie te powinny być jednolicie regulowane przez ustawodawcę na szczeblu centralnym - bez względu na specyfikę poszczególnych JST - czy też sprawy te winny być regulowane samodzielnie przez poszczególne wspólnoty lokalne i ich przedstawicieli w granicach obowiązującego prawa. Jeśli chodzi o budżety obywatelskie oraz obywatelską inicjatywę uchwałodawczą, przez lata przyjmowano drugi ze wskazanych scenariuszy. Organy JST samodzielnie decydowały, czy korzystać z powyższych instrumentów, czy też nie. Mieszkańcy poszczególnych jednostek mieli na to pośredni wpływ, podejmując w wyborach decyzję oddania głosu na komitety wyborcze zapowiadające lub nie korzystanie z tych instrumentów. Obecna propozycja legislacyjna zmierza do odgórnego narzucenia określonych rozwiązań prawnych (np. budżety obywatelskie w miastach na prawach powiatu mają być obligatoryjne), co może grozić nadregulacją. Istotne wątpliwości budzą także propozycje dotyczące funkcjonowania organów stanowiących JST i ich relacji z organami wykonawczymi. Brakuje w tym zakresie całościowej i spójnej wizji. Z jednej bowiem strony pozbawia się radę gminy wpływu na wybór skarbnika gminy, z drugiej zaś przyznaje się wpływ na funkcjonowanie pracowników wykonujących zadania organizacyjne czy prawne związane z funkcjonowaniem rady gminy, komisji i radnych.

W projekcie brak też stosownych przepisów przejściowych związanych ze zmianami w ustrojowych ustawach samorządowych. Zmiany w tym zakresie wymagać będą z jednej strony wielu działań dostosowujących związanych m.in. ze zmianą statutów JST, z drugiej zaś z poczynieniem określonych nakładów związanych chociażby z zakupem sprzętu pozwalającego na określony przez projektodawców sposób głosowań przez jednostki samorządu terytorialnego. Głównym problemem jest jednak to, że proponowane zmiany ustrojowe zostały połączone ze zmianami w prawie wyborczym, które całkowicie zdominowały dyskusję i wpłynęły na tryb i tempo prac legislacyjnych. Uniemożliwia to rzetelną i merytoryczną dyskusję, która finalnie mogłaby poprawić funkcjonowanie JST.

Oprac. ZJ

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.105(c).jpg@RY2@

Rewolucja nie tylko wyborcza

OPINIE

Zasadniczy brak nowelizacji to prześlizgiwanie się nad jej kosztami. Poważne wątpliwości budzi też wybór skarbnika przez wójta

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.101(c).jpg@RY2@

Dr Aleksander Nelicki ekspert od finansów samorządowych

Zmiany w samorządowych ustawach ustrojowych przede wszystkim zwiększają kompetencje rad i radnych, równocześnie ułatwiając dostęp obywateli do informacji o ich pracy. Specyfiką polskiego samorządu jest jego kształt "państwa w miniaturze" z odrębnymi organami: stanowiącym (rada jako quasi-sejm) i wykonawczym (zarząd jako quasi-rząd). Przy strukturalnym przeciwstawieniu rad i zarządów podział kompetencji oraz praktyka doprowadziły do dominacji organów wykonawczych. Najsilniej na poziomie gminnym, gdzie od 2002 r. nie ma już samorządowego "systemu parlamentarno-gabinetowego" (rada powołuje zarząd), a "prezydencki" - z wójtem, burmistrzem czy prezydentem miasta wybieranym bezpośrednio. Wzmocnieniu pozycji rady posłuży niewątpliwie np. wyjęcie urzędników ją obsługujących spod służbowej zależności od wójta, starosty czy marszałka, a także ustawowe umocowanie kompetencji kontrolnych pojedynczych radnych oraz ich prawa do interpelacji i zapytań. Mniej pewne, czy sprawdzi się doroczne składanie radzie przez zarząd sprawozdania ze stanu gminy, powiatu czy województwa. Dobrym pomysłem jest transmitowanie obrad rad i zapewnienie dostępu do nagrań na stronie internetowej, nawet jeżeli początkowo z możliwości tej korzystałoby niewielu zainteresowanych. Nie będę wdawał się w analizę poszczególnych zapisów, ich ewentualnych usterek czy luk. Na boku zostawiam pytanie, czy inne zmiany nie byłyby bardziej pożądane. Generalnie oceniam proponowane zmiany jako korzystne. Jest jednak jeden bardzo poważny zgrzyt.

Rada gminy traci prawo do powoływania skarbnika (na wniosek wójta, burmistrza, prezydenta). To poważne osłabienie rad gminnych, a także utrata specjalnego statusu przez skarbnika. Przy jego całkowitym uzależnieniu od wójta (burmistrza, prezydenta), ile warta będzie jego kontrasygnata? Tej zasadniczej - i niedobrej - zmianie uzasadnienie projektu nie poświęca nawet jednego zdania. Nie wiemy też, dlaczego zmiana dotyczy tylko gmin.

Zasadniczym brakiem jest prześlizgiwanie się nad kosztami proponowanych rozwiązań. W uzasadnieniu pada tylko jedna liczba: 58 mln zł w skali kraju na zakup przez samorządy sprzętu do nagrywania i transmitowania obrad oraz do elektronicznego głosowania. To oczywiście nie wszystkie koszty. Ktoś sprzęt ten musi obsługiwać. Koszty pociągnie za sobą także wyodrębnienie biur rad jako osobnych jednostek organizacyjnych - choć trudno je oszacować przy enigmatycznym określeniu statusu biur. Należy się zgodzić, że w skali kraju koszty te będą niezbyt duże i warto je ponieść. Tyle że wydatek, który w skali dochodów wielkiego miasta czy województwa jest mało znaczący, może stanowić problem dla małej gminy. Dobrym pomysłem byłoby wykorzystanie do transmisji urządzeń, które do obsługi wyborów sfinansuje budżet państwa. Jednak równocześnie odbiera się organizację wyborów samorządom, co zasadniczo utrudni takie użytkowanie aparatury w podwójnym celu. Projekt daje mało obiecujące zapisy o możliwości skorzystania z niej na podstawie umów. Już w punkcie wyjścia sensowna idea powszechnej informatyzacji rad samorządowych trafia na rafę groszowych - w skali budżetu państwa - oszczędności. Wraz z obowiązkiem transmisji obrad i elektronicznego głosowania rad ustawa powinna zapewnić dostępność dotacji na ich wprowadzenie dla wszystkich potrzebujących jednostek samorządowych. To zresztą postulat minimum. W ogóle nakładając na samorządy nowe obowiązki, należałoby zadbać o źródło ich finansowania.

Oprac. ZJ

To nie zbiór pustych haseł, ale faktyczne uprawnienia

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.102(c).jpg@RY2@

Łukasz Schreiber poseł PiS

Zmiany zaproponowane w trzech pierwszych artykułach ustawy wynikają z doświadczeń samorządowych autorów tego projektu - często wieloletnich samorządowców wszystkich szczebli: radnych, burmistrzów, czy starostów. Co najważniejsze, to nie zbiór pustych haseł, ale faktycznie uprawnienia dla obywateli. Projekt podnosi do rangi ustawowej obywatelską inicjatywę uchwałodawczą - a więc na każdym szczeblu samorządu będzie to konieczne, a próg będzie stosunkowo niewielki. Wprowadzony zostaje też obligatoryjnie budżet obywatelski w miastach na prawach powiatu. Wszystkie sesje rad gmin, rad powiatów i sejmików wojewódzkich będą musiały być transmitowane i rejestrowane; podobnie głosowania radnych. Całość znajdzie się na stronach BIP oraz portalach samorządów. Powołana zostanie także komisja skarg, petycji i wniosków, a więc zajmująca się bezpośrednio sprawami, jakie dotyczą obywateli.

W tym miejscu należy też wspomnieć o dorocznej debacie o stanie gminy, powiatu i województwa z udziałem obywateli. To fundamentalna zmiana i prawdziwe święto demokracji - dzień, w którym mieszkańcy i radni będą mogli skonfrontować swoje oczekiwania wobec władzy wykonawczej. Ten ostatni aspekt wiąże się także z podnoszeniem znaczenia i prestiżu radnych, co zdaniem wnioskodawców jest konieczne. Ukułem taką teorię, że do 2002 r. wójt, burmistrz i prezydent pozostawał niewolnikiem radnych, a od wyborów przed piętnastoma laty stał się ich panem. Projekt zmierza w kierunku próby ustanowienia pewnej równowagi.

To dlatego po corocznej debacie nastąpi głosowanie nad udzieleniem wotum nieufności dla wójta/starosty/marszałka. W przypadku gmin i miast na prawach powiatu dwukrotne odrzucenie przez radę wotum zaufania może skutkować podjęciem uchwały o rozpisaniu referendum. Innymi pomysłami na wzmocnienie pozycji radnych są m.in.: możliwość skorzystania z instrumentów kontrolnych na wzór posłów i senatorów; przyznanie przewodnictwa w komisji rewizyjnej sejmiku wojewódzkiego dla największego klubu opozycyjnego; możliwość wniesienia przez każdy klub radnych jednego punktu do porządku obrad; zapisanie liczby trzech radnych do utworzenia klubu radnych. Znaczna część zmian dotyczy zwiększania jawności i transparentności procesu wyborczego [o tym będziemy pisać za tydzień - red].

Oprac. PBS

Jedne zmiany odwracają uwagę od drugich

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.103(c).jpg@RY2@

Jacek Protas poseł PO, wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej

Jak to najczęściej bywa z projektami PiS, ustawa o "zwiększaniu udziału obywateli w procesie wybierania organów publicznych" doprowadzi do czegoś zupełnie odmiennego - istotnie zmniejszy wpływ obywateli na rządzących. Podczas komisji sejmowej wniosłem poprawkę, według której tytuł ustawy miał być zmieniony na "ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu upartyjnienia wyborów samorządowych i wyłączenia z życia publicznego aktywnych obywateli, niebędących członkami partii politycznych". Taki tytuł oddaje prawdziwe intencje sejmowej większość. Pokazują to najważniejsze promowane zmiany dotyczące m.in. likwidacji jednomandatowych okręgów wyborczych w mniejszych gminach, co w oczywisty sposób doprowadzi to do upartyjnienia życia publicznego. Projekt zakłada również ograniczenie prawa udziału obywateli w składzie komisji wyborczych. Jak to się ma do tytułu ustawy? Przy okazji wprowadzania fundamentalnych, antyobywatelskich zmian w prawie, proponuje się też kilka wyrywkowych kwestii organizacyjnych. Należy to traktować jako pewien wybieg propagandowy, który ma odwracać uwagę od zmian w ordynacji wyborczej. Większość z nich uważam za nietrafione i niespójne z obecnym stanem prawnym. Negatywnie oceniam proponowaną zmianę procedury wyboru skarbnika gmin. Nowelizacja mówi o tym, że o powołaniu i odwołaniu skarbnika decydować będzie w drodze zarządzenia wójt. Ogranicza to rolę rady gminy, a przecież skarbnik jako główny księgowy budżetu kontroluje wykonywanie uchwały budżetowej rady, co następuje poprzez udzielanie lub odmowę udzielenia kontrasygnaty dla określonych decyzji burmistrza. Niepotrzebne problemy organizacyjne wprowadzi też wyodrębnienie biur rad ze struktury urzędów gmin. W małych gminach takie zadania wykonuje jedna czy też dwie osoby. Nie widzę uzasadnienia do rozrostu administracji w tym zakresie. Projekt zawiera dodatkowo wiele błędów i kolizji z przepisami ustawy o pracownikach samorządowych, co punktuje w swojej opinii Związek Miast Polskich. Z pewnością wiązać się będzie także z dodatkowymi kosztami po stronie samorządów. Za zabieg PR trzeba uznać również proponowanie wprowadzenia obowiązku transmisji, upubliczniania nagrań i wykazów głosowań. Na poziomie gmin mamy już do czynienia z takimi działaniami i nie ma problemu z transparentnością. Przykład procedowania chociażby ustaw o sądownictwie pokazuje, że to PiS ukrywa przed obywatelami swoje projekty i to rządzący mają problem z jawnością w życiu publicznym, a nie gospodarze gmin.

Pozytywnie odnoszę się z kolei do pomysłu obligatoryjnych budżetów obywatelskich. To część programu Polska Samorządna, który Platforma Obywatelska zaprezentowała w październiku. Nasze postulaty idą dalej i dotyczą m.in. wzmocnienia roli rad dzielnic i sołectw. Szkoda, że wnioskodawcy nie mówią nic o wzmocnieniu instytucji referendum gminnego, które realnie zwiększyłoby udział obywateli w zarządzaniu wspólnotą gminą i decydowaniu o istotnych dla nich sprawach.

Oprac. PBS

Samorządowe pozytywy kontra wyborcze błędy

@RY1@i02/2017/238/i02.2017.238.18300020a.104(c).jpg@RY2@

Andrzej Maciejewski poseł Kukiz'15

Zacznijmy od plusów. Nie ma wątpliwości, że zwiększenie transparentności władz to pozytyw. Trudno się więc dziwić, że obrady rad czy sejmików mają być upubliczniane. Przecież mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co się mówi o ich wspólnotach. Wskazując jako przykład mój okręg, czyli Warmię i Mazury, mogę zaświadczyć, że wiele posiedzeń rad gmin już teraz się nagrywa i nie ma z tym problemu. Dobrze, że to po prostu będzie potwierdzone konkretnym przepisem. Kwestia jawności głosowań to też jest najmniejszy problem, bo wszystko jest w protokołach: kto się wstrzymał czy kogo nie było. W tym przypadku bardziej chodzi o rozpowszechnienie dobrej praktyki. Natomiast wzmocnienie roli radnych oceniam pozytywnie. Dyskutuję z wieloma radnymi i nieraz słyszę: dlaczego nie możemy nic jako opozycja w stosunku do władzy wykonawczej. Albo że prezydent tak nas zdominował, iż nie mamy już najmniejszego wpływu na dalsze losy inwestycji. Dobrym rozwiązaniem są też uprawnienia kontrolne, które otrzyma radny na podstawie swojego mandatu. Będzie mógł wejść do odpowiedniej instytucji i na wniosek otrzymać informacje od kierownika urzędu.

Kolejną rzeczą są kamery w trakcie wyborów i mężowie zaufania. Uważam, że to nie jest problem, ale powoli przechodzimy do tych złych rzeczy... To np. likwidacja JOW-ów. Ja rozumiem, że JOW-y to nie jest złoty środek, bo nie ma idealnego systemu wyborczego. My je traktujemy jako element lekarstwa na zbudowanie społeczeństwa obywatelskiego, bo siłą jego jest to, że każdy może kandydować i wybierać tego, komu chce zaufać. Nie potrzeba tu akceptacji szefa, lidera na kandydowanie systemie jowowskim; kandydat odpowiada przed wyborcami, a w przypadku systemu proporcjonalnego odpowiada przed liderem partii, co jest rozproszeniem.

A żeby nie mówić tylko o JOW, to jest jeszcze wiele innych nieszczęść. Np. rysowanie map okręgów. Jest to niebezpieczne, bo mając wyliczenia na temat zjawisk społecznych takich jak demografia, mapę można narysować pod konkretną siłę partyjną.

Oprac. PBS

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.