Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Skończyć z fikcją. Wprowadzić podatek turystyczny wydatkowany na konkretny cel

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

@RY1@i02/2017/145/i02.2017.145.18300120f.801.jpg@RY2@

dr Jan Golba prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP i burmistrz Muszyny

Spory na linii turyści - gminy na razie wygrywają ci pierwsi. Ostatnio przegrało Zakopane, które - jak orzekł sąd - nie może pobierać opłaty miejscowej, bo ma zbyt zanieczyszczone powietrze. Czy to nie czas, by zreformować zasady poboru opłat miejscowej i uzdrowiskowej?

Zdecydowanie tak. W powszechnym rozumieniu obie te opłaty są zresztą traktowane jako jedno i to samo. W uproszczeniu jako opłaty klimatyczne. Trzeba to zmienić, bo przez to wszyscy jesteśmy wprowadzani w błąd. Już ze względu na nazwę turyści uważają, że wnosząc taką opłatę, za "coś" płacą. Najczęściej za klimat i "coś tam jeszcze", czyli świeże powietrze, estetykę, czystość i różnego rodzaju atrakcje. I w zasadzie tak być powinno, ale nie jest.

Co ma pan na myśli?

Opłata - jak sama nazwa wskazuje - powinna być świadczeniem ekwiwalentnym, czyli takim, za które turysta otrzymuje określone dobro czy usługę. Przepisy nie wymieniają jednak żadnych wartości, dóbr czy usług, które przysługują turyście. Nie sposób także mówić, aby w zamian za zapłatę nabywał on jakiekolwiek roszczenie względem gminy. Bo czego miałoby ono dotyczyć? Świeżego powietrza, ciszy, śpiewu ptaków? I jak to w praktyce wyegzekwować?

Mimo to wielu owego "czegoś" od miejscowości turystycznych i uzdrowiskowych oczekuje. I zarzuca im hipokryzję. Padają pytania - jak mogą one pobierać opłatę za czyste powietrze, skoro według pomiarów nie da się na ich terenie oddychać?

W społeczeństwie panuje przekonanie, że opłata miejscowa i opłata uzdrowiskowa to opłaty za powietrze. Tymczasem nic bardziej mylnego. To tylko jeden z atrybutów, jakie powinna posiadać miejscowość. A są one sformułowane tak niejasno, że każdy inaczej je pojmuje. I co gorsza, normą jest, że wiele gmin w praktyce spełnia wszystkie warunki, które pozwalałyby im pobierać opłatę, ale nie mogą tego robić, bo leżą na terenie województwa, które już takich wymogów nie spełnia. Prowadzi to do absurdów.

Jak należałoby zatem zreformować ten system, aby uniknąć sporów z turystami, zabezpieczyć interesy gminy i zapewnić klarowność, kto płaci za co.

Pierwszym krokiem byłaby w ogóle zmiana nazwy tej opłaty na "podatek turystyczny" i jasne określenie warunków, które miałyby spełniać miejscowości uprawnione do jego pobierania. Przede wszystkim należałoby uniezależnić opłatę od powodu przyjazdu, obecnie mogą być to cele turystyczne, wypoczynkowe lub szkoleniowe.

Trzeba przyznać, że są to sformułowania zarówno bardzo pojemne, jak i dalece nieprecyzyjne. Bo co jeżeli ktoś przyjedzie odwiedzić wypoczywającą w hotelu matkę, podczas gdy sam wypoczywać nie będzie, bo np. pracuje, tyle że zdalnie. Teoretycznie powinien być zwolniony z opłaty...

I tu dochodzimy do jednego z absurdów obecnych regulacji, bo już sama kwestia udowodnienia celu pobytu budzi poważne wątpliwości i problemy w stosowaniu. Zazwyczaj uznaje się, że cel pobytu jest spełniony, jeżeli przebywający mieszka w obiekcie turystycznym. Z tej perspektywy, skoro zatrzymał się na noc w hotelu, to opłaty zapewne nie uniknie.

Co jeszcze należałoby zmienić?

Kluczowe byłoby również, żeby odejść od kwestii związanych ze spełnieniem norm dotyczących stanu sanitarnego powietrza. Dlaczego? Bo takie normy - zgodnie z obowiązującym prawem ochrony środowiska - zobowiązane są spełnić wszystkie miejscowości, a nie tylko te, które chcą naliczać opłatę.

Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że postulowane przez pana wymagania byłyby bardzo korzystne dla gmin. Skoro bowiem cel przyjazdu miałby być nieistotny, czystość powietrza również, to pozostałe kryteria, tj. walory krajobrazowe, spełnić byłoby już niezwykle łatwo. Być może za łatwo.

Akurat nie widzę z tym problemu tak długo, jak jest jasno określony cel, na który mogą być przeznaczone wpływy z podatku turystycznego. W tej chwili takich wymogów nie ma. Pozwala to wydawać pieniądze zupełnie dowolnie, a przecież nie tak powinno być.

Jak mogłoby to wyglądać w praktyce?

Ów podatek musiałby być powiązany z obowiązkiem wydatkowania go na infrastrukturę publiczną, która służy turyście. Chodzi m.in. o utrzymanie parków, deptaków, plaż czy też organizowanie nieodpłatnych imprez kulturalnych. To powinno być obligatoryjne i jasno wyartykułowane.

W czym ten system byłby lepszy od funkcjonującego obecnie?

Byłby przede wszystkim bardziej czytelny. Zasadniczo nikt nie jest zadowolony, gdy musi płacić podatek, ale jest mu lżej, gdy widzi, że jego pieniądze idą na słuszny cel i widać tego efekty. Najgorsze jest pobieranie podatków w imię realizacji anonimowego celu. To rozwiązanie skutecznie już zdaje w Polsce egzamin w odniesieniu do dotacji uzdrowiskowej, która może być przeznaczona wyłącznie na cele uzdrowiskowe, czyli na cele budowy i utrzymania infrastruktury uzdrowiskowej. Również opłata uzdrowiskowa przeznaczona jest na ten cel, a ustawa uzdrowiskowa jasno określiła te kwestie. Nie widzę powodu, żeby w przypadku opłat miejscowych i podatku turystycznego miało być inaczej.

Co by pan odpowiedział tym, którzy twierdzą, że miejscowości turystyczne w ogóle nie powinny pobierać opłat miejscowych w jakiejkolwiek formie, bo i tak dużo zarabiają na przyjezdnych?

Trzeba pamiętać, że gminy turystyczne i uzdrowiskowe funkcjonują w takim samym systemie podatkowym jak inne gminy. Oczywiście niektóre ich dochody podatkowe (np. podatek od nieruchomości) bywają wyższe, bo w takich miejscowościach jest więcej obiektów hotelowych i turystycznych. Ale odbywa się to kosztem mniejszych udziałów w PIT i CIT, które są dużo niższe niż w gminach przemysłowych. Niewielu wie również, że w gminach uzdrowiskowych podatek od nieruchomości od obiektów leczniczych jest aż 5-6 razy niższy od podatku od hoteli czy pensjonatów.

Czyli po stronie przychodów wcale nie jest tak dobrze. A jak prezentuje się strona kosztów?

No właśnie, jednocześnie gminy turystyczne i uzdrowiskowe ponoszą bardzo duże wydatki na budowę i utrzymanie publicznej infrastruktury turystycznej i uzdrowiskowej. Wśród zadań publicznych wymienia się m.in. utrzymanie parków, zabytkowych budowli, szlaków turystycznych czy ogólnie dostępnych pijalni i czerpni wód. Gminy turystyczne i uzdrowiskowe - starając się zagospodarować wolny czas swoich gości - organizują też dużo koncertów, wystaw, imprez sportowych i rekreacyjnych, płacą za utrzymanie orkiestr czy zespołów muzycznych dających nieodpłatne koncerty czy widowiska. Takie wydatki są nieznane innym gminom.

Rozmawiał Jakub Pawłowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.