Sport nie może być na końcu kolejki po pieniądze
Jeśli zaoszczędzimy na sporcie, wydamy na leczenie - tak można streścić dyskusję wokół pierwszego rankingu gmin pod kątem aktywizacji sportowej
Redakcja DGP postanowiła nagrodzić gminy, które przykładają największą wagę do uprawiania sportu przez swoich mieszkańców. Wśród największych miast (powyżej 100 tys. mieszkańców) na podium stanęły Tychy, Bydgoszcz i Gdynia. Najlepsze w aktywizacji sportowej miasta poniżej tej liczby to Legnica, Konin i Suwałki. W kategorii gmin wiejsko-miejskich wygrały Brzeg Dolny, Pszczyna i Aleksandrów Łódzki, a wiejskich: Iława, Nadarzyn i Teresin.
- Nie będzie kolejnego Małysza, Jędrzejczak czy Kowalczyk, jeśli nie zbudujemy najpierw sportu na poziomie masowym - mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, który (co sam podkreśla) zanim został włodarzem miasta, był działaczem sportowym. Współorganizował np. Puchar Świata w Biegach Narciarskich w 2012 r., który odbył się w Szklarskiej Porębie. - Te zawody odbyły się właśnie w tym miejscu tylko dzięki zaangażowaniu miasta w walkę o organizację. Także wysiłek finansowy spadł głównie na samorząd. Ministerstwo uznało, że może się najwyżej pokazać na konferencji prasowej. A przecież mamy wielką zawodniczkę Justynę Kowalczyk, a transmisję obejrzało 11 mln widzów!
Podkreśla, że traktowany masowo sport pomaga nie tylko w utrzymaniu zdrowia. Uczy organizacji, pokory (np. w późniejszej działalności biznesowej), potrafi wyciągnąć młodzież z problemów. Według niego największym problemem z organizacją sportu w Polsce jest współpraca samorządów, związków sportowych, które są niezależne, i resortu sportu. Brakuje też myśli przewodniej, stawiania na wybrane dyscypliny.
- Ja patrzę na to nieco inaczej, bo działam w środowisku wiejskim - mówi Krzysztof Harmaciński, wójt gminy Iława, która została laureatką naszego rankingu. - Trzeba pamiętać, że każda gmina ma własną specyfikę. My np. mamy szczególny układ geograficzny, na terenie gminy leży najdłuższe jezioro w Polsce, a 43 proc. powierzchni zajmują lasy. To sprawia, że miejscowości są rozrzucone, a te najmniejsze lokalne społeczności także potrzebują uwagi. W Iławie po prostu konsekwentnie realizujemy zapis o wychowaniu przez sport, który szczegółowo został ujęty w strategii gminy. I tak w każdym sołectwie przy szkołach mamy boiska wielofunkcyjne i sale gimnastyczne. Są kluby wioślarskie i lekkoatletyczne. Wsparciem dla gminy jest Zrzeszenie Ludowych Klubów Sportowych, ale mamy też działaczy i kluby niezrzeszone, które są dla nas równorzędnym partnerem. Dla szczególnie utalentowanych mamy stypendia. Te działania przynoszą także efekt w postaci napływu nowych mieszkańców, bo ludzie doceniają, że gmina jest dobrym miejscem do życia.
Jak zarządzać sportem, kiedy - jak wiadomo - potrzeba na to pieniędzy, a trudno o środki z zewnątrz?
- Jak w starym powiedzeniu: umiesz liczyć, licz na siebie - odpowiada Joanna Zielińska, pełnomocnik prezydenta Gdyni ds. kultury fizycznej i sportu. - W większości klubów i działań sportowych głównym sponsorem jest miasto, choć próbujemy także zdobywać środki z zewnątrz: z ministerstwa sportu (udało nam się pozyskać z niego pieniądze na remont hali sportowej). Przy układaniu budżetu oczywiście są na ten temat dyskusje, bo trzeba konkurować z innymi potrzebami, np. rozwiązania problemu korków na drogach. Uchwalając strategię miasta do 2029 r., postanowiliśmy wskazać dyscypliny priorytetowe, bo nie da się uczynić zadość wszystkim. Chcemy się koncentrować na tych dyscyplinach, w których mamy sukcesy: piłce ręcznej, koszykówce, futbolu, lekkoatletyce, gimnastyce i oczywiście żeglarstwie i pływaniu. Pieniądze będą przeznaczone głównie na sport wśród dzieci i młodzieży. Będziemy tworzyć klasy sportowe. Do tego potrzebne jest porozumienie z klubami. I to jest przykład synergii między dużym i małym sportem. Osobiście bardzo cieszę się, gdy mogę powiedzieć o zawodnikach z drużyn pierwszoligowych z całej Polski, że np. Agnieszka chodziła u nas do szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, jest mistrzynią Polski w piłce ręcznej, albo że Przemek, który jest koszykarzem, też uczył się w Gdyni.
Katarzyna Kochaniak z agencji Inside-Outside PR podkreśla, jak ważna jest praca z najmłodszymi i przypomina, po co w ogóle potrzebne są wszystkie programy aktywizacji sportowej.
- Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie - mówi. - Ponad 30 proc. uczniów klas II i III szkół podstawowych ma problem z nadwagą. Jeśli nie będziemy prowadzić ciekawych zajęć sportowych z najmłodszymi, tylko jakieś zabawy na korytarzu, jak to często bywa w klasach I-III, to potem będzie bardzo trudno ich przekonać, że ruch jest ciekawszy niż granie na smartfonie.
Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa Łódzkiego (gminy, która z liczbą 1,5 wygrała w zestawieniu miejscowości o najmniejszym procencie zwolnień z lekcji wf.), podkreśla wagę aktywizacji najmłodszych.
- Wychowanie poprzez sport to jedno z najważniejszych zagadnień dla samorządowców - mówi. - To przeciwdziałanie zagrożeniom cywilizacyjnym i kwestie osobowościowe, które decydują o tym, że jesteśmy lepszymi, silniejszymi ludźmi. Musimy to wreszcie zrozumieć i współpracować w tej sprawie. A praca w gminach bez wsparcia systemowego nie będzie możliwa, a to, co dzieje się dzisiaj, jest krokiem wstecz.
@RY1@i02/2017/109/i02.2017.109.21400070i.801.jpg@RY2@
fot. ireneusz rek
mww
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu