Powyborcze rozkręcanie samorządu. Czas start!
Wejście w nową kadencję będzie tym razem wyjątkowe. I nie tylko dlatego, że w 30 proc. gmin zmienią się włodarze i będą rządzić pięć lat. Także dlatego, że jednostki samorządu muszą dostosować się do nowych regulacji związanych z ich funkcjonowaniem. Są też obawy, czy na początku w niektórych miejscach nie będzie… dwóch wójtów jednocześnie
Pierwsza tura wyborów już za nami. A to oznacza, że dla wielu samorządów przyjdzie czas na zakończenie kampanijno-wyborczego amoku i powrót do codziennej urzędniczej pracy. Te samorządy, w których nie udało się wyłonić włodarzy, muszą na to poczekać do listopada.
Tym razem będzie inaczej
Tegoroczne przejście z jednej kadencji w drugą będzie dla samorządów dość nietypowe. Po pierwsze dlatego, że nowa kadencja potrwa nie cztery (jak dotychczas), ale pięć lat. A ten dodatkowy rok będzie miał znaczenie przy planowaniu wydatków inwestycyjnych czy wieloletnich strategii. Kolejny powód to zmiany w przepisach. – W tym roku z nową kadencją wiąże się więcej pracy w związku z wdrożeniem ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych (Dz.U. z 2018 r. poz. 130), która dotyczy zarówno rady, jak i prezydenta – mówi Ewa Trzcińska, sekretarz urzędu miasta w Zielonej Górze. – Oznacza to, że urząd i komórki organizacyjne odpowiedzialne za organizację urzędu i pracę rady miasta będą wdrażały zmiany ustrojowe oraz wykonywały zadania związane z ukonstytuowaniem się rady nowej kadencji, objęciem stanowiska przez prezydenta miasta, a także powołaniem zastępców, ustaleniem zakresu ich działania i pełnomocnictw – dodaje.
Ustawa ta wprowadza obowiązkowe budżety obywatelskie z miastach na prawach powiatu (co najmniej 0,5 proc. wydatków budżetowych musi trafić na ten cel), transmisję obrad rady i elektroniczny system głosowań, powołuje do życia komisję skarg, wniosków i petycji, a także nakazuje wójtowi przygotowanie co roku raportu o stanie gminy.
W samorządach z reguły słyszymy zapewnienia, że z dostosowaniem się do nowych regulacji nie powinno być większych problemów. – Jeśli w jakiejś JST nowej kadencji będą z tym kłopoty, oznaczać to będzie, że władze nie podjęły odpowiednich działań umożliwiających prawidłowe funkcjonowanie nowym radnym – mówi Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich. Dodaje, że jednostki, które jeszcze w tym zakresie nic nie zrobiły, na działania dostosowawcze mają około trzech miesięcy. – Czas ten wynika zarówno z czynników prawnych, np. wymogu ogłoszenia zmian statutu w dzienniku urzędowym województwa, czynników ekonomicznych – np. konieczności sfinansowania zakupów dopiero z nowego budżetu, jak i czysto organizacyjnych, chodzi chociażby o terminy dostarczenia sprzętu do głosowania czy nagrywania przebiegu sesji – wskazuje Grzegorz Kubalski.
Będzie dwuwładza?
Samorządowcy mają jeszcze jedną obawę związaną z tym, że w niektórych gminach przez jakiś czas może rządzić… dwóch wójtów. O sprawie członkowie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego poinformowali stronę rządową pod koniec sierpnia. Jak słyszymy, od tamtej pory sytuacja nie uległa zmianie. – Żadnej nowelizacji nie było, musimy liczyć na zdrowy rozsądek PKW i komisarzy wyborczych – mówi nam osoba z Komisji Wspólnej.
Przypomnijmy, że ustawa o szczególnych rozwiązaniach dotyczących gminy Ostrowice w woj. zachodniopomorskim z 5 lipca 2018 r. (Dz.U. z 2018 r. poz. 1432) choć powstała wyłącznie z myślą o likwidacji samorządowego bankruta, niesie ze sobą konsekwencje także dla innych jednostek w kraju. Wprowadza bowiem zmianę w art. 20 ustawy o samorządzie gminnym. A zgodnie z nią „pierwszą sesję nowo wybranej rady gminy zwołuje komisarz wyborczy na dzień przypadający w ciągu siedmiu dni po upływie kadencji rady”. Do tej pory było tak, że działo się to też w ciągu siedmiu dni, ale po ogłoszeniu zbiorczych wyników wyborów. W tym samym terminie wójt powinien objąć obowiązki z chwilą złożenia ślubowania wobec rady na sesji (zgodnie z art. 29a ustawy o samorządzie gminnym). Koniec kadencji samorządów wypada 16 listopada br., tak więc możliwy termin pierwszej sesji nowej rady przypada między 17 a 23 listopada. Pierwsza tura wyborów odbyła się 21 października. Jeśli PKW ogłosi zbiorcze wyniki w ciągu tygodnia, to sesja, na której wójt wybrany w pierwszej turze złoży ślubowanie, będzie mogła być zwołana między 29 października a 4 listopada. W przypadku wójtów wybranych w drugiej turze ślubowanie będzie mogło się odbyć między 6 a 13 listopada (zakładając, że wyniki PKW poda po jednym dniu, jak w 2014 r.).
Zdaniem ZMP oznacza to nic innego jak to, że wszyscy wójtowie będą musieli złożyć ślubowanie w terminie wcześniejszym niż pierwszy możliwy termin zwołania nowo wybranej rady gminy. – Prowadzić to będzie do kuriozalnej sytuacji, w której dla zaprzysiężenia wójta konieczne będzie zwołanie sesji starej rady w terminie przypadającym po wyborach do rad gmin, ale przed upływem kadencji – stwierdza ZMP. Kolejny problem wynika z faktu, że kadencja wójta kończy się z dniem zakończenia kadencji rady gminy. W opisywanej sytuacji nowo wybrany wójt obejmie urząd z dniem złożenia ślubowania, które będzie mieć miejsce przed upływem kadencji starego wójta. – Doprowadzi to do sytuacji, gdy dwaj wójtowie równocześnie będą pełnić swoje obowiązki – uważa ZMP.
Jak słyszymy, rząd żadnych działań nie podjął, choć świadomość problemu jest nie tylko pośród samorządowców. – Jest pewna nieścisłość związana ze ślubowaniem wójta, czyli objęciem urzędu. Faktycznie tutaj pozostał stary zapis. Tam, gdzie będzie druga tura, ślubowanie odbędzie się na pewno w terminie i nie ma obaw. Problem może być tylko tam, gdzie wójt zostanie wybrany w pierwszej turze – stwierdziła na jednym z posiedzeń komisji wspólnej szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak. Przypomniała, że do obowiązków komisarza należy zwołanie pierwszej sesji w celu złożenia ślubowania przez wójta. – Komisarze będą je zwoływać wtedy, kiedy będzie możliwość rozpoczęcia kadencji wójta, bo przed jej rozpoczęciem włodarz nie może objąć swojego urzędu – zapewniała szefowa KBW. Trzeba więc wierzyć na słowo, że żadnej dwuwładzy nie będzie, a nawet jeśli do tego dojdzie, zdrowym rozsądkiem w czasie trudnych, powyborczych roszad wykażą się starzy i nowi włodarze.
Budowanie większości i wymiana kadr
Doktor Adam Gendźwiłł z Uniwersytetu Warszawskiego przekonuje, że z powyborczym „rozruszaniem się” najtrudniej będzie w radach, które są ciałami kolegialnymi. – Jeśli nie ma jasnej sytuacji co do tego, kto ma większość, wpierw musi dojść do porozumienia koalicyjnego, wyłonienia przewodniczącego rady i składów komisji. Oczywiście nie jest to taka stawka, jak przy wyborach parlamentarnych i powoływaniu rządu, niemniej można sądzić, że ten proces potrwa najdłużej – mówi dr Gendźwiłł. Jego zdaniem w wielu gminach może dojść do skomplikowanej sytuacji finansowej. – Jest końcówka roku i trzeba będzie przyjąć budżety na przyszły rok lub przynajmniej prowizoria budżetowe. Jeśli jeszcze zmieni się burmistrz, to wraz z nim zapewne priorytety wydatkowe. A to może oznaczać więcej komplikacji niż zazwyczaj. Do tego, jeśli nowy burmistrz zajmie miejsce jakiegoś wieloletniego włodarza, to jego wdrażanie się zajmie nawet kilka miesięcy. Trzeba wówczas też liczyć się z roszadami kadrowymi w samym urzędzie, bo nowy burmistrz będzie zapewne chciał otoczyć się własnymi ludźmi – wyjaśnia Adam Gendźwiłł.
Rzeczywiście nowa władza dla urzędników nierzadko oznacza porządki i czystki kadrowe. A to nie sprzyja powrotowi do codziennej, spokojnej pracy. Przykładowo, po wygranych wyborach na jesieni 2010 r. nowy prezydent Płocka Andrzej Nowakowski mimo zapowiedzi, że czystek nie będzie, na początku 2011 r. dokonał poważnych zmian w kierowanym przez siebie urzędzie. Przyjęto nowy regulamin organizacyjny, zwolniono dziesięciu dyrektorów, pojawiło się kilka nowych stanowisk (np. pełnomocnika ds. pozyskiwania funduszy europejskich) i wydziałów (np. inwestycji i remontów). Z kolei jedną z pierwszych decyzji podjętych przez Roberta Biedronia po objęciu stanowiska prezydenta Słupska w 2014 r. było dyscyplinarne zwolnienie związkowca NSZZ „Solidarność” działającego w ratuszu. Bardzo często dochodzi też do walki o stołki w spółkach komunalnych, a jeśli dotychczasowego prezesa nie da się odwołać ot tak, pomaga mu się w podjęciu właściwej decyzji, np. obniżając radykalnie jego wynagrodzenie. Przykładowo, po wyborach samorządowych w 2014 r. w jednej ze starachowickich spółek miejskich pensja prezesa z dnia na dzień zmalała z 13 tys. do 1750 zł.
Organizacja nawet do połowy grudnia
O powyborczy powrót lokalnych urzędów do normalnego trybu działania zapytaliśmy także samych samorządowców. – To nie jest jakiś bardzo długi czas, a po drodze pojawia się kilka kamieni milowych – uważa Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich (ZMP). Pierwszym jest inauguracyjna sesja rady zwoływana przez komisarza wyborczego. – Z reguły to okres około tygodnia do dwóch po ogłoszeniu wyników wyborów, czyli najwcześniej dojdzie do tego w pierwszej dekadzie listopada. W tym samym czasie zostaną też wybrani przewodniczący rad i sejmików, a także trzeba będzie ustalić liczbę i skład komisji merytorycznych. W przypadku sejmiku i rady powiatu dochodzi jeszcze kwestia wyboru organu wykonawczego, czyli zarządu województwa i zarządu powiatu. A więc to duża motywacja, by możliwe szybko dopiąć wszelkie procedury. Nowi szefowie miast i gmin zapewne także w ciągu pierwszych dwóch tygodni po wyborach przedstawią swoich zastępców – wskazuje Marek Wójcik.
Po ukonstytuowaniu organu stanowiącego i wykonawczego następuje „dłuższa pauza”, bo trwają przygotowania do kolejnej sesji rady, tym razem bardziej natury merytorycznej niż organizacyjnej. – Jak uczy doświadczenie z poprzednich lat, pierwsza sesja nie zawsze wystarczy do uporządkowania kwestii organizacyjnych. Myślę jednak, że w połowie grudnia sytuacja powinna być na tyle uporządkowana, by mogła odbyć się pierwsza merytoryczna sesja rady. I jest to konieczne, bo nowo wybrane rady i sejmiki będą jeszcze decydować częściowo o tegorocznych budżetach. Chodzi o wprowadzenie jakichś ostatnich korekt, dotyczących pozyskiwanych w ostatnich miesiącach roku środków, np. rezerw subwencji oświatowej czy też dotacji z budżetu państwa. Równolegle powinny trwać prace nad przyszłorocznym budżetem. Podejrzewam, że w większości samorządów jeszcze w tym roku odbędą się trzy, może cztery sesje zarówno rad gmin, powiatów lub sejmików województw – dodaje Marek Wójcik.
Kolejny etap związany jest już z perspektywą całej kadencji, w ramach którego nowe władze pokazują przebłyski swoich pomysłów z czasów kampanii i realizują pierwsze wyborcze obietnice. – Takie propozycje pojawią się już w okolicach stycznia, lutego 2019 r., a w II kwartale przyszłego roku będzie mowa o kwestiach większej rangi, wymagających dodatkowych konsultacji czy przygotowań. Mam na myśli takie projekty, jak np. tworzenie, przekształcanie czy likwidację jednostek organizacyjnych, podjęcie decyzji o realizacji większych inwestycji, czy też propozycji zmian w polityce przestrzennej – wskazuje nasz rozmówca z ZMP.
Jak słyszymy od urzędników z Lublina, współpraca z samorządowcami nowej kadencji nawiązywana jest bezpośrednio po ustaleniu wyników wyborów, a przed zwołaniem pierwszej sesji rady. – Radnym są przekazywane m.in. informacje dotyczące podstawowych przepisów prawnych związanych z funkcjonowaniem samorządu oraz obsługi przeznaczonych dla nich systemów teleinformatycznych. Potem wszystko odbywa się zgodnie z zapisami ustawy o samorządzie gminnym. Porządek sesji rady jest determinowany również przez przepisy szczególne – wyjaśnia nam lubelski urząd miasta.
Michał Piotrowski z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego wskazuje, że przez 20 lat urząd marszałka piastowały w Pomorskiem zaledwie trzy osoby. W związku z tym sukcesja odbywała się płynnie. – Podczas ostatniej zmiany marszałka – w 2010 r. – polegała ona na tym, że dotychczasowy wiecemarszałek został marszałkiem. Wchodzący nowy marszałek był więc już doskonale zaznajomiony z urzędem i nie potrzebował czasu na wdrożenie się, tym bardziej że od 1998 r. był nieprzerwanie radnym województwa. To dotychczas gwarantowało stabilność prowadzonej polityki i działań samorządu – opowiada. Jak dodaje, w dotychczasowej praktyce pomorskiego samorządu nigdy nie było większych problemów na przełomie poszczególnych kadencji. – Zwyczajowo przyjęło się, że sesje sejmiku odbywają się w ostatni poniedziałek miesiąca i do tego rytmu instytucje samorządowe się przyzwyczaiły przez lata. Jedynie w miesiącu, w którym zwoływana jest przez komisarza wyborczego pierwsza sesja w kadencji, występuje pewne zachwianie. Ale dotychczas w kilka tygodni sytuacja zawsze wracała do normy. Kluczowe jednak było to, że do sejmiku trafiali doświadczeni w samorządach radni – wskazuje Michał Piotrowski.
Zmiany zmianami, a codzienne obowiązki muszą być wypełniane
Po wyborach najwięcej pracy jest zazwyczaj z czynnościami o charakterze formalnym, o których mowa w ustawie o samorządzie gminnym i np. statucie miasta. – Wymaga to przygotowania wielu dokumentów formalnych, zorganizowania posiedzeń rady z odpowiednim porządkiem obrad i spełnienia proceduralnych wymogów, przede wszystkim statutowych – związanych z powołaniem organów gminy i jej członków. Późniejsze działania zorientowane są na szkolenia i przekazywanie najważniejszych informacji dotyczących zasad, obowiązków i przepisów prawa związanych z funkcjonowaniem organów i miasta – wylicza Piotr Bukowski, wicedyrektor wydziału organizacji i nadzoru w krakowskim magistracie. Jak dodaje, realizacja codziennych zadań przez urzędników musi odbywać się na bieżąco. – Kontakt, współpraca oraz prace na styku Urząd Miasta Krakowa – organy gminy muszą być zorganizowane w taki sposób, aby zapewnić ciągłość i sprawność funkcjonowania urzędu oraz obsługi mieszkańców i innych klientów. Nie ma w tym kontekście znaczenia to, że co kilka lat dokonywane mogą być zmiany personalne czy strukturalne, które są pokłosiem wyników wyborów samorządowych. Przede wszystkim gmina jest zobowiązana do realizacji zadań własnych, wymienionych w art. 7 ustawy o samorządzie gminnym, oraz zadań zleconych – dodaje Piotr Bukowski.
Roszad i zmian nie obawiają się też urzędnicy w Gdańsku. – Po wyborach nie zachodzą żadne istotne zmiany zaburzające tryb pracy urzędu miejskiego. Mieszkańcy w dalszym ciągu korzystają z usług, jakie świadczy urząd, załatwiają sprawy, wysyłają zgłoszenia interwencyjne i oczekują informacji na nurtujące ich problemy Mówiąc inaczej, miasto żyje dalej i urzędnicy cały czas pracują w trybie, do jakiego są przyzwyczajeni – przekonuje Jędrzej Sieliwończyk z referatu prasowego gdańskiego ratusza. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu