Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Reformowanie reform odbija się na gminach

21 lutego 2018
Ten tekst przeczytasz w 20 minut

Dwoma najgorętszymi, dotyczącymi bezpośrednio mieszkańców, tematami debaty w samorządach w roku 2017 były reformy oświaty i opieki zdrowotnej. Czy likwidacja gimnazjów i utworzenie sieci szpitali faktycznie zmienią wszystko na poziomie lokalnym?

Reforma oświaty, która zlikwidowała gimnazja, przywróciła ośmioklasową szkołę podstawową i czteroletnie liceum ogólnokształcące i zmieniła zasady kształcenia zawodowego wywoływała kontrowersje wśród samorządowców i rodziców uczniów. Ich skala była wprost proporcjonalna do pewności władz centralnych co do jej powodzenia. I potrzeby. Według minister edukacji narodowej gimnazja się nie sprawdziły (zupełnie nie zgadzali się z taką opinią ani przedstawiciele stowarzyszeń oświatowych, ani eksperci śledzący monitoring wyników nauczania - polscy gimnazjaliści wypadali w europejskich badaniach poziomu wiedzy i umiejętności bardzo dobrze). Rodzice najmłodszych obawiali się, że powrót starszych dzieci do szkół podstawowych wprowadzi zagrożenie dla bezpieczeństwa ich pociech - w końcu jednym z argumentów za wprowadzeniem gimnazjów było rozdzielenie maluchów i 13-14-latków, a gimnazja po okresie przejściowym musiały mieć siedziby w osobnych budynkach. Samorządowcy najbardziej obawiali się kosztów, jakie musieliby ponieść. Nie tylko adaptacji budynków czy zmian administracyjnych. Największym problemem według wielu z nich miała być likwidacja etatów nauczycieli pracujących w gimnazjach, co nie tylko zwiększyłoby bezrobocie, lecz - a może przede wszystkim - naraziłoby budżety organów założycielskich szkół na wypłaty odpraw dla zwalnianych pracowników.

Kontrowersje pozostały

- Większość gmin jest przygotowanych do wdrożenia reformy, w tym duże miasta. Z naszych obserwacji wynika, że nie ma obawy utraty pracy przez nauczycieli w Pomorskiem. Wprost odwrotnie, przybędzie sporo nowych etatów. Gminy mogą wnioskować o pieniądze z rezerwy budżetowej na doposażenie szkół - uspokajał pomorski wicekurator oświaty Marek Strociak. I nie był w tym odosobniony: podobnie wypowiadali się przedstawiciele nadzoru merytorycznego w całym kraju. Według ministerstwa reforma przebiega sprawnie.

- Pierwszy, trudny i emocjonujący etap mamy za sobą. Wrzesień przebiegł spokojnie. Każdy tydzień przynosi kolejne rozwiązania, kolejne zdarzenia. Jest spokojnie, dzieci się uczą, rodzice wiedzą wszystko, są podręczniki, nauczyciele są przeszkoleni. Teraz oczywiście kolejne etapy, bo tak naprawdę przed nami rozpoczęcie realizacji nowych podstaw programowych w klasie I, IV i VII - komentowała minister edukacji Anna Zalewska.

MEN podało statystyki: mamy obecnie w Polsce 14 375 szkół podstawowych z 2 657 929 uczniów, 711 394 uczniów uczy się w 1930 gimnazjach.

Według szefowej resortu problemem byli... samorządowcy.

- Chcąc trochę oszczędzać na subwencji oświatowej, pozwalają na to, że w ich szkołach jest zbyt dużo uczniów i lekcje są do godziny 17, 18. Ale tak było przed przekształceniem. My pilnowaliśmy tylko tego i aż tego, żeby klasy się nie łączyły i żeby były małe - twierdziła, przedstawiając wyniki pierwszego etapu reformy.

Związek Nauczycielstwa Polskiego alarmował w połowie października 2017 r., że pracę miało stracić 6,5 tysiąca pedagogów, 18,5 proc. zatrudnionych ma ograniczony wymiar etatu lub pracuje w kilku placówkach, a w ciągu trzech lat może być zmuszonych do odejścia nawet 35 tys. nauczycieli. Z tym wyliczeniem władze centralne się nie zgadzają. Według Systemu Informacji Oświaty w przedszkolach, szkołach i placówkach samorządowych - wbrew obawom związkowców i gmin - liczba etatów nauczycieli wzrosła o 11 760. Więcej ma być także etatów nauczycieli zatrudnionych na podstawie ustawy Karta Nauczyciela. Według pani minister są to etaty w przekształcanych szkołach, ponieważ pojawiły się tam dodatkowe miejsca pracy.

Przynajmniej część ocalonych etatów to jednak prawdopodobnie wynik przyjętej przez wiele gmin strategii: włodarze woleli nie zwalniać pracowników oświaty, dokonując czasem prawdziwej ekwilibrystyki, szukając dla nich zajęcia na przetrwanie, żeby nie obciążać budżetów ewentualnymi odprawami, a następnie nie być zmuszonym do ponownego zatrudniania, gdyby zabrakło nauczycieli w dociążonych podstawówkach. Byłoby to po prostu droższe niż utrzymanie etatu.

Uczyć prawdziwych zawodów

Osobną kwestią jest reorganizacja szkolnictwa zawodowego. Według Ministerstwa Edukacji Narodowej naukę w szkołach zawodowych wybierało 58 proc. absolwentów gimnazjów. W Polsce mamy jednak problem z niedostosowaniem profili kształcenia do rzeczywistych, a tym bardziej przyszłych potrzeb pracodawców. Przeciwdziałać mają temu nowe szkoły zwane branżowymi. Mają takie być nie tylko z nazwy (dawne zawodówki nie kojarzą się najlepiej), lecz i z faktycznego działania - mają być związane z przedsiębiorcami z poszczególnych branż i włączać ich w kształtowanie programów nauczania i w samo kształcenie. Teraz to ma być norma, ale przykłady wdrażania takich działań w życie już są.

- Gdyński samorząd od lat stwarza warunki do długofalowej współpracy szkół zawodowych z firmami z branży przemysłu stoczniowego i ogólnie pojętej gospodarki morskiej. Identyfikowanie się z morzem ma dla szkół dodatkowy walor - buduje tożsamość i dumę z przynależności do miasta, podnosi poziom kształcenia i rozbudza ambicje młodzieży - mówi Bartosz Bartoszewicz, wiceprezydent ds. edukacji i zdrowia. - Szkolnictwo zawodowe w historycznych budynkach przy ulicy Morskiej 79 może się poszczycić ponad 85-letnią tradycją. W skład Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 1 w Gdyni wchodzą między innymi szkoły specjalizujące się w kształceniu na potrzeby branży morskiej: Technikum Budowy Okrętów kształcące w zawodach: technik eksploatacji portów i terminali oraz technik budownictwa okrętowego. CKZiU nr 1 to także Technikum Mechaniczne nr 1 (technik mechanik) oraz Zasadnicza Szkoła Zawodowa nr 3 (monter kadłubów okrętowych i elektryk).

W roku szkolnym 2015/2016 szkoła została zakwalifikowana do projektu UE "Kształtowanie sieci ponadgimnazjalnych szkół zawodowych uwzględniającej potrzeby subregionalnych i regionalnego rynku pracy". Dzięki temu kształcenie w CKZiU nr 1 z powodzeniem uwzględnia potrzeby pracodawców, którzy zwracają szczególną uwagę na praktyczne przygotowanie absolwentów do pracy zawodowej. Projekt uwzględnia plan budowy od podstaw czterokondygnacyjnego budynku warsztatowego oraz przebudowę dotychczas istniejącego oraz ich wyposażenie i urządzenie pracowni o charakterze warsztatowym, w tym pracowni montażu kadłubów okrętowych z suwnicą i stanowiskami spawalniczymi, pracownie obróbki ręcznej, pracownia montażu, szlifiernia i pracownia technika budowy okrętów. W ramach projektu realizowane są również staże i praktyki u pracodawców, specjalistyczne kursy dla uczniów oraz działania podnoszące kwalifikacje zawodowe nauczycieli zawodu.

Poprzez inny program ze środków UE ("Programy motywacyjne dla uczniów pomorskich szkół zawodowych" uczniowie mają możliwość uczestniczenia m.in. w praktykach lub stażach zawodowych u pracodawców, kursach nadających nowe kwalifikacje zawodowe oraz mogą ubiegać się o uzyskanie stypendium. Szkoła ma przy tym partnerów wśród pracodawców (m.in. CRIST SA, VISTAL, EUROMOS, Stocznia Marynarki Wojennej w Gdyni, NAUTA-HULL, Bałtycka Baza Masowa, Bałtycki Terminal Kontenerowy, Morski Terminal Masowy i GCT (Gdyński Terminal Kontenerowy). W sumie na rozwój szkolnictwa zawodowego Gdynia zdobyła ponad 52,7 mln zł.

- Wiele firm branży stoczniowej oraz ogólnie pojętej gospodarki morskiej wyraźnie deklaruje potrzebę zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników, a możliwości, jakie stwarza szkołom gdyński samorząd, m.in. otwieranie nowych kierunków kształcenia zawodowego i jego promocja, są odpowiedzią na te potrzeby. Budowanie potencjału i możliwości dla absolwentów szkół zawodowych w Gdyni oraz deklaracja owocnej współpracy w przyszłości są największymi atutami gdyńskiej edukacji zawodowej - komentuje wiceprezydent Bartoszewicz.

Zdrowie ponadprogramowe

Sieć szpitali, utworzona w wyniku wprowadzenia drugiej spornej reformy, teoretycznie powinna się samorządom podobać. Wprowadzano ją pod hasłem zwiększenia dostępności do specjalistycznej opieki zdrowotnej. Zasada jest też taka, że szpitale, które znalazły się w sieci, mają mieć zagwarantowane istnienie dzięki finansowaniu przez centralę. Dlaczego więc nie wszystkim gminom ta idea się spodobała. Problem w niepewnym losie lokalnych, mniejszych szpitali powiatowych - tych najbliższych mieszkańcom, którzy tam właśnie najczęściej szukają pomocy. Przeniesienie kontraktów do szpitali w organizowanej na poziomie województwa sieci może im zagrozić, a przez to odbić się na dostępności opieki najbliżej obywateli.

Wsparcie szpitali przez samorządy jest więc działanie nadobowiązkowym, ale nie niemożliwym. Na przykład Gdynia organizuje konkursy dla organizacji pozarządowych w obszarze ochrony zdrowia oraz działań ukierunkowanych na aktywizację i wsparcie osób z niepełnosprawnością. W roku 2017 zawarto 42 umowy roczne i kontynuowano siedem umów wieloletnich łącznie wartych 1 800 599 zł. Drugi tor wsparcia ochrony zdrowia to realizacja zadań publicznych w tym zakresie (zawarto 79 umów z podmiotami leczniczymi na realizację 11 działań). Przekazano na ten cel 1 825 810 zł.

Gdynia inwestuje także w szpitale. W latach 2016-2017 samorząd kupił centralne KTG, USG dla noworodków, rozbudował trakt położniczy i zakupiono USG dla oddziału położniczego w Gdyni Redłowie. Łącznie gmina wydała na ten cel 445 tys. zł. Dodatkowo przekazano dotacje na doposażenie karetek pogotowia oraz szkolenia ratowników. Zdrowie jest też wspierane poprzez wybrane przez mieszkańców projekty w ramach budżetu obywatelskiego. W ramach tych działań powstają m.in. siłownie zewnętrzne, przekazywane są dotacje dla hospicjum. Na 2018 r. zaplanowane są szkolenia dla mieszkańców z zakresu pierwszej pomocy oraz zwiększenie liczby defibratorów w różnych lokalizacjach miasta.

- Gdynia od wielu lat proponuje mieszkańcom różne programy prozdrowotne, adresowane do bardzo szerokiego spektrum potencjalnych beneficjentów. Są to głównie programy profilaktyczne, w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Są one w całości finansowane przez miasto. Radni żywo dyskutują na temat poszczególnych programów podczas każdej sesji i na posiedzeniach komisji. Sami wskazują najpilniejsze potrzeby służby zdrowia, dbając o to, aby w miarę możliwości były one sukcesywnie zaspokajane. Bardzo wyraźnie dostrzegają potrzebę inwestowania w szeroko pojętą opiekę i profilaktykę zdrowotną, w tym w programy szczegółowe. Zgłaszają do budżetu miasta zauważone problemy i dbają zarówno o przeznaczenie na nie odpowiednich środków, jak i o sukcesywną ich realizację w ciągu kolejnych lat budżetowych - komentuje przewodnicząca Rady Miasta Gdyni Joanna Zielińska.

@RY1@i02/2018/037/i02.2018.037.05000040d.801.jpg@RY2@

Karol Dominowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.