Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Nakłady na walkę z bezdomnością zwierząt są inwestycją

Katarzyna Rezler Urzęd Miejski w Aleksandrowie Łódzkim
Katarzyna Rezler Urzęd Miejski w Aleksandrowie Łódzkim
7 lutego 2019
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Katarzyna Rezler: Jestem przekonana, że te nakłady zwrócą się nam z nawiązką. Proszę porównać: 480 tys. zł w 2016 r. versus 315 tys. zł w ubiegłym. A w dodatku zwierzętom i ludziom jest lepiej i łatwiej

Czy i w 2018 r. udało się zrealizować cele związane z ograniczaniem bezdomności zwierząt w waszej gminie?

Tak. W 2018 r. zaszczepiliśmy na wściekliznę 3019 psów mających właścicieli, poza tym wszczepiliśmy mikroczipy 2533 zwierzakom. W tej chwili w naszej bazie jest zarejestrowanych ok. 8 tys. takich czipów. A bezdomniaki, począwszy od 2016 r. były czipowane z automatu. I dla wszystkich udało się znaleźć domy. Ponadto w ubiegłym roku na koszt gminy wysterylizowaliśmy 690 psów i kotów. I jeszcze jedno: przeprowadziliśmy 63 adopcje czworonogów, które nie miały właścicieli. Nowy, 2019 r. zaczęliśmy z zerowym stanem bezdomnych psów. To wszystko razem kosztowało nas jakieś 315 tys. zł.

I to się gminie opłaca?

Opłaca się, jak najbardziej. Potraktowaliśmy nakłady na walkę z bezdomnością zwierząt jako inwestycję, która ma przynosić zyski. I przynosi. Nie tylko te finansowe, ale także społeczne. Kiedy na początku roku głosowaliśmy nad tegorocznym programem opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobieganiu bezdomności zwierząt, to wszyscy radni PiS i PO byli za. Tylko jeden radny się wstrzymał. Sprawa dobrostanu zwierzaków jest ponad polsko-polską wojną.

A gdy tę opłacalność przełożyć na wydatki...

W 2018 r. na te sprawy przeznaczyliśmy 315 tys. zł. Z czego 110 tys. zł. na schronisko, zaś na prewencję, czyli czipowanie i sterylizację – 151 tys. zł, kolejne 1,5 tys. zł. poszło na pomoc zwierzętom w gospodarstwach domowych. 5 tys. zł poszło też na akcje edukacyjne. I jeszcze mamy 17 tys. zł. przeznaczone na pomoc kotom wolno żyjącym oraz 30 tys. zł na opiekę weterynaryjną dla zwierząt, które uległy wypadkom, m.in. komunikacyjnym. W tym roku, nie czekając na nową ustawę, zaszaleliśmy i podwyższyliśmy kwotę na zwierzaki do 328 tys. zł. W najbliższych miesiącach na zwierzęta schroniskowe przeznaczamy tylko 90 tys. zł, o 20 tys. zł mniej niż w 2018 r. Dorzuciliśmy za to środków na prewencję – do 170 tys. zł, oraz na edukację. Te nakłady zwrócą się nam z nawiązką. Proszę porównać: 480 tys. zł w 2016 r. versus 315 tys. zł w ubiegłym.

Trudno było to przeprowadzić?

Prorokowano nam, że stracimy finansowo, że inne jednostki samorządowe, które są w gorszej sytuacji finansowej, niż my, będą nam podrzucać swoje zwierzęta. Ale te prognozy się nie sprawdziły. Mówiono także, że nie dogadamy się z rolnikami. I znów błąd. Jesteśmy gminą miejsko-wiejską, część wsi to typowe sypialnie Łodzi, ale duża część to obszary rolnicze. I muszę stwierdzić, że sołectwa lepiej radzą sobie z czipowaniem i sterylizacją niż miasta. Rolnicy są racjonalni, twardo stąpają po ziemi. Kiedy ustaliliśmy, że zaczipowane zwierzę dostaje darmowe szczepienie przeciwko wściekliźnie, liczba właścicieli chętnych do skorzystania z takiego rozwiązania znacznie wzrosła. Ponadto rolnicy nie są ludźmi pozbawionymi empatii, mordowanie miotów kociąt czy szczeniąt nie było czymś, co chętnie robili. Kiedy okazało się, że dzięki sterylizacji nie muszą już mieć tego przykrego obowiązku, sami przywożą do lecznic objętych programem swoje czworonogi. Psy i suki. Koty i kotki. I mają jeszcze tę świadomość, że wysterylizowane zwierzaki nie uciekają.

Z czipowaniem jest także problem, że obecnie mamy osiem baz, w których rejestrowane są zwierzaki. Ustawa stanowi, że będzie jedna – prowadzona przez resort rolnictwa. Obawiam się jednak, że może być kłopot z przyłączaniem prywatnych podmiotów, które dziś na tym zarabiają.

To prawda, że mamy osiem baz, ale jednak są tylko trzy duże, główne, w które wystarczy wprowadzić numer psa, żeby go odnaleźć. Ja widzę inne problemy: np. ten, że hodowcy, choć umieszczają czipy pod skórą szczeniaków, to ich nie rejestrują. Więc jest pies, jest czip, ale nic z tego nie wynika. Albo jeszcze gorzej: hodowcy, a raczej pseudohodowcy, dają nowym właścicielom takiego szczeniaka, czip w rękę i uważają, że sprawa jest załatwiona. A ludzie nie wiedzą, co z nim zrobić. To także należałoby uregulować.

Zgodnie z projektem będzie zaledwie pół roku na przeniesienie psów i kotów z komercyjnych schronisk do tych „dobrych”, zarządzanych przez gminy lub organizacje pożytku publicznego. Jak to zrobić?

Ja sobie także tego nie wyobrażam. Zwłaszcza że do tej pory część gmin wysyłała swoje zwierzaki do strasznych, ale za to w miarę tanich miejsc, które gromadziły po 2–3 tys. zwierząt. W ciągu sześciu miesięcy nie ma szans, aby przejąć te zwierzęta. Bo gdzie je umieścić? Problemem będzie także to, że oprócz miejsca na schronisko, które w wielu gminach będzie trudne do znalezienia, choćby z powodu przepisów sanitarnych wyznaczających np. odległość takiego miejsca od siedzib ludzkich, kłopotem będzie przekonanie mieszkańców do tego, aby takie schronisko znalazło się w gminie. Bo ludzie chcą niby pomagać bezdomnym zwierzętom, ale pod warunkiem, że nie zaburzy to ich komfortu. I jeszcze jedna rzecz: nawet jeśli gmina znajdzie lokalizację i wysupła środki na budowę takiej placówki, to może jej zabraknąć pieniędzy na to, aby ją utrzymać.

To w takim razie co zrobić? Słyszałam, że powinno się przeprowadzić opcję zerową, to znaczy uśpić wszystkie bezdomne zwierzęta w schroniskach, bo nie nadają się do adopcji. A po tym zacząć wszystko od nowa.

To jest ogromny problem: mamy za mało małych, dobrych schronisk, a te, które funkcjonują, nie są w stanie przejąć zwierząt, które przebywają dziś w dużych, ale bardzo złych. Dlatego tych ostatnich nie można zamknąć z dnia na dzień. Choć osobiście bardzo bym chciała, żeby tak się stało. Gdybym miała coś rekomendować innym gminom, to aby postawiły na prewencję, a nie zasilanie schronisk pieniędzmi ze swojego budżetu. Ale wiadomo: schronisko musi być. Więc zawrzyjmy umowę z takim, które ma swojego behawiorystę, a nawet fryzjera dla psów. Bo jeśli taki psiak będzie zadbany, będzie ładnie wyglądał, to szybko znajdzie nowych właścicieli. I w dłuższej perspektywie niż rok to się bardzo opłaci. © 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.