Władza centralna zdecydowała się na odwilż w relacjach z samorządami
W przyszłym tygodniu działacze samorządowi przekażą stronie rządowej projekt ustawy w sprawie podwyżek płac w lokalnej administracji. Liczą na jego ciepłe przyjęcie
Hanna Zdanowska oficjalnie objęła urząd 21 listopada ub.r., po zdecydowanej wygranej w I turze. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej wojewoda Zbigniew Rau z PiS apelował, by zrezygnowała z ubiegania się o funkcję prezydenta miasta, gdyż jako osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego, nie będzie mogła objąć stanowiska. Zdania wśród prawników były podzielone, niemniej wojewoda formułował bardzo jednoznaczne opinie, w tym sugerujące, że jeśli Zdanowska wygra wybory, podejmie działania mające na celu usunięcie jej ze stanowiska. Choć minęły dwa miesiące, w sprawie nie dzieje się nic.
– Z urzędu wojewódzkiego już wcześniej dotarły do nas nieoficjalne sygnały, że nie będzie żadnych decyzji, by nie drażnić elektoratu – twierdzi nasze źródło w łódzkim magistracie.
O komentarz poprosiliśmy tamtejszy urząd wojewódzki. – Wojewoda podtrzymuje stanowisko przedstawione przeze mnie 21 listopada 2018 r. po złożeniu ślubowania przez panią prezydent Hannę Zdanowską na I sesji Rady Miejskiej w Łodzi – mówi Elżbieta Węgrzynowska, rzeczniczka wojewody łódzkiego. Przyznaje jednak, że jej szef „nie podjął czynności prawnych”. – Analiza stanu faktycznego i stanu prawnego sprawy nie zakończyła się – tłumaczy.
Sami politycy PiS w nieoficjalnych rozmowach twierdzą, że tematu odwołania Hanny Zdanowskiej, przynajmniej w tym momencie, lepiej nie wywoływać. – Bezsporne jest, że pani prezydent jest urzędnikiem zatrudnionym w wyniku wyborów, ale w związku z wyrokiem nie powinna pełnić funkcji. Jednak na tę sprawę nałożyło się kilka kwestii. Tragiczna śmierć Pawła Adamowicza i zbliżające się kampanie wyborcze spowodowały, że osoby, które powinny ją wyjaśnić i zamknąć, nie chcą otwierać nowego frontu walki. Ponadto pani prezydent dostała spory kredyt zaufania od wyborców, a to też może mieć wpływ na to, że tak delikatnie się do tej sprawy podchodzi. Myślę, że temat odłożono na półkę, ale trudno powiedzieć, na jak długo – ocenia jeden z polityków PiS, proszący o anonimowość.
– Ruchy wojewody miały jeden cel: obniżyć szanse wyborcze pani Zdanowskiej. My przedstawialiśmy opinie prawne, zgodnie z którymi pani prezydent ma prawo pełnić swoją funkcję. Brak jakichkolwiek działań ze strony PiS jest potwierdzeniem, że mieliśmy rację. Podobne działania deprecjonujące stosowano wobec innych samorządowców, m.in. Krzysztofa Żuka czy Pawła Adamowicza – mówi Jacek Protas z PO.
Szef sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej Andrzej Maciejewski (z Kukiz’15) formułuje tezę, że jesteśmy najwyraźniej krajem dwóch zasad etycznych. – Kiedy trzeba, państwo odpuszcza, a kiedy nie trzeba, państwo potrafi docisnąć – mówi.
Samorządowcy liczą, że właśnie teraz, gdy na kanwie tragicznych wydarzeń z Gdańska pojawia się mnóstwo apeli o stonowanie nastrojów i wzajemny szacunek, pojawiła się szansa na odwilż w trudnych relacjach z rządem. – Oczywiście nie łudzimy się, że PiS odpuści na wszystkich polach, a efekt będzie trwały, jednak wydaje się, że to dobry moment na poprawienie relacji – mówi nam jeden z samorządowców.
Swoistym testem będzie np. sprawa projektu ustawy regulującej płace w administracji samorządowej. Z naszych informacji wynika, że dokument zostanie przekazany stronie rządowej 30 stycznia, w dniu posiedzenia Komisji Wspólnej w siedzibie MSWiA. Projekt zakłada m.in. uzależnienie pensji wójta, burmistrza i prezydenta miasta od wielkości gminy i sytuacji gospodarczej w województwie. Wprowadza też nagrody dla włodarzy. Samorządowcy przekonują, że fakt, iż to PiS kilka miesięcy temu obniżył im wynagrodzenia zasadnicze o ok. 20 proc. (po aferze nagrodowej na szczeblu rządowym) nie stoi na przeszkodzie, by teraz odwrócić kierunek dyskusji.
– Zaraz po uchwaleniu i podpisaniu tego nieszczęsnego rozporządzenia „płacowego” otrzymałem ze strony osób z PiS przekaz, że zaraz po wyborach parlamentarnych zostanie to zmienione – powiedział nam niedawno szef Związku Miast Polskich i prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz.
Wtóruje mu Andrzej Porawski, sekretarz Komisji Wspólnej po stronie samorządowej. – Rządowi też powinno zależeć na uregulowaniu spraw wynagrodzeń, bo tam też jest spora nierównowaga płacowa, np. między zarobkami wiceministrów a osobami zatrudnionymi w państwowych spółkach czy agencjach – mówi.
Włodarze zastanawiają się też, jakie będą dalsze losy zawetowanej przez prezydenta ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych czy koncepcji utworzenia woj. środkowopomorskiego. Pierwszy z tych projektów był mocno krytykowany przez samorządy, które wskazywały na nadmierne wkraczanie w ich autonomię finansową. A pomysł stworzenia 17. województwa powodował spory nie tylko z rządem, lecz także pomiędzy samymi samorządami. Niewykluczone, że teraz oba zostaną odłożone na półkę.
Szansa na odwilż nie oznacza wygaszenia wszystkich sporów. Samorządy wciąż krytykują rząd za to, że negocjuje podwyżki dla nauczycieli bez ich udziału. Wskazują, że niedobór środków rządowych na ten cel w tym roku przekroczy 1 mld zł. Dlatego miasta już wyszły z apelem – skoro nie mają wpływu na wysokość tych wynagrodzeń, a otrzymywane w rządowej subwencji środki finansowe nie pokrywają wszystkich kosztów, to niech będą wypłacane bezpośrednio z budżetu państwa, w formie dotacji celowej dla samorządów. ©℗
fot. Łukasz Szeląg/Reporter
Wygląda na to, że Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, nie musi się na razie niczego obawiać
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu