Gminy opłacają pobyt mieszkańca w domu opieki
Rodziny ponoszą jedynie minimalne koszty pobytu ich członka w domu pomocy społecznej. To powoduje, że obowiązek ten spada na gminy.
Opłata za pobyt osoby w domu pomocy społecznej (dps) jest równa średniomiesięcznemu kosztowi utrzymania takiej osoby w placówce. Jest dzielona i pokrywana najpierw przez mieszkańca dps-u do wysokości 70 proc. jego dochodu. Następnie obowiązek współfinansowania ma małżonek oraz dzieci tej osoby, a ewentualną różnicę dopłaca gmina. W praktyce kiedy koszt utrzymania sięga od 2,5 tys. zł do 3 tys. zł w zależności od standardu dps, to gminy opłacają większość tej sumy.
- Zwykle mieszkaniec, który ma niską emeryturę, płaci średnio 500-600 zł. Natomiast rodzina, jeżeli jej dochód nie przekracza 250 proc. kryterium dochodowego przewidzianego w pomocy społecznej, nie musi ponosić żadnych kosztów - mówi Anna Prusak, dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej we Wrześni.
Jadwiga Zajączkowska, dyrektor MOPS w Krasnymstawie, dodaje, że właśnie ze względu na te niskie dochody wiele dzieci w ogóle nie ponosi kosztów pobytu swojego rodzica w dps.
Z takich powodów gminy muszą przeznaczać coraz więcej pieniędzy na utrzymanie swoich mieszkańców w domach opieki. W przypadku Wrześni gmina płaci za pobyt 16 osób w dps rocznie 200 tys. zł, a np. 810 tys. zł jest przeznaczane na zasiłki okresowe i musi być podzielone między 3 tys. osób.
- W sytuacji gdy rodzina może uczestniczyć w finansowaniu pobytu w dps, każdorazowo spisujemy umowę. Często są to minimalne kwoty rzędu 200 zł, mamy tylko jedną osobę, za którą całość kwoty opłaca rodzina - mówi Jadwiga Zajączkowska.
Edyta Duchnowska, wicedyrektor MOPS w Starachowicach, dodaje, że gmina, ustalając wysokość finansowego wkładu rodziny, bierze pod uwagę nie tylko jej sytuację majątkową, ale m.in. inne obciążenia lub obecność w rodzinie osoby niepełnosprawnej.
- Jeżeli rodzina w ogóle odmawia współfinansowania i podpisania z nami umowy, pozostaje droga sądowa i złożenie pozwu o alimentację. W większości przypadków udało nam się jednak przekonać rodziny do choćby minimalnego udziału w kosztach bez udawania się do sądu - tłumaczy Edyta Duchnowska.
Michalina Topolewska
michalina.topolewska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu