Zamiast tworzyć miejsca opieki nad maluchami, gminy wolą budować drogi
Pierwsza rocznica ustawy o opiece nad najmłodszymi, czyli: nie ma żłobków, nie ma niań, nie ma komu brać pieniędzy
Program "Maluch" to prorodzinny hit poprzedniego rządu Donalda Tuska. Co roku samorządy miały dostawać 40 mln zł na tworzenie żłobków i klubów dziecięcych. Wyszło jak zwykle - po pieniądze sięga dosłownie garstka gmin.
Jak wynika z zebranych przez nas informacji, w tym roku do urzędów wojewódzkich wpłynęło tylko 70 wniosków o dofinansowanie do założenia bądź zmodernizowania miejsc opieki nad dziećmi. A złożenie wniosku nie jest równoznaczne z tym, że na projekt zostaną przyznane pieniądze. - Dokumenty jeszcze nie zostały przeanalizowane pod kątem formalnym - przyznają rzecznicy urzędów wojewódzkich. Dla porównania: wniosków, które zostały przyjęte w pierwszym rozdaniu programu w ubiegłym roku, było dokładnie 111. Nie ma zatem szans na to, aby szybko poprawiły się statystyki związane z dostępnością najmłodszych obywateli do żłobków. Obecnie uczęszcza do nich zaledwie 2 proc. dzieci do 3. roku życia.
Wdrażając na początku ubiegłego roku program "Maluch", resort pracy i polityki społecznej liczył, że tylko w 2011 r. gminy utworzą 10 tys. nowych miejsc opieki nad małymi dziećmi. Tymczasem samorządy zadeklarowały utworzenie zaledwie 4,5 tys. miejsc i wzięły na nie niecałe 19 mln zł, podczas gdy do rozdysponowania było 40 mln zł. Tak mizerny rezultat tłumaczono tym, że program wszedł w życie w trakcie roku budżetowego, co w wielu przypadkach uniemożliwiło gminom wzięcie w nim udziału (zgodnie z regulaminem samorząd musi wyłożyć przynajmniej połowę pieniędzy na utworzenie żłobka czy klubiku).
Nie tylko "Maluchowi" kiepsko się wiedzie. Fiaskiem okazuje się cała ustawa o opiece nad dziećmi do lat trzech, która weszła w życie dokładnie rok temu - 4 kwietnia 2011 r. Złagodziła przepisy dotyczące tworzenia żłobków, wprowadziła instytucję opiekuna dziennego a ponadto miała zachęcić do legalizacji niań. Tymczasem, jak wynika z analiz samego MPiPS, do których dotarł DGP, w 2011 r. w skali całego kraju nie został zatrudniony ani jeden opiekun dzienny. Liczba miejsc w żłobkach zwiększyła się zaledwie o 800. A niań zarejestrowanych jest dzisiaj jedynie 7 tys., co oznacza, że stanowią zaledwie ułamek całego rynku, na którym pracuje nawet 200 tys. osób.
Gdzie należy szukać przyczyn tak marnych efektów? - Być może przepisy są zbyt restrykcyjne, aby gminy chciały w tym brać udział. Brakuje im także pieniędzy - uważa Joanna Kluzik-Rostkowska, była wiceminister pracy. Większość samorządów rzeczywiście musi zaciskać pasa i nie chce ich dodatkowo obciążać wydatkami na żłobki. Zamiast w infrastrukturę dla najmłodszych wolą inwestować w tę drogową.
- Przy narodowym programie dróg lokalnych mamy komplet zgłoszeń, nawet musimy niektóre wnioski umieszczać na listach rezerwowych. Tymczasem w przypadku "Malucha" zainteresowanie jest niewielkie i to mimo tego, że wysyłamy informację na temat programu do wszystkich samorządów - ubolewa Paweł Siminiak, rzecznik prasowy wojewody lubuskiego.
Zamiast 10 tys. nowych miejsc w żłobkach w 2011 r. powstało 4,5 tys.
@RY1@i02/2012/067/i02.2012.067.00000060c.803.jpg@RY2@
KATARZYNA MAŁA
Tylko 2 proc. dzieci w wieku do 2 lat uczęszcza w Polsce do żłobków
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu