Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ministrowie i prezydenci miast rządzą, bo mają doradców

2 października 2012

Administracja

Średnio trzech doradców i asystentów przypada na jednego szefa urzędu samorządowego. Podobnie jest w instytucjach centralnych.

W administracji rządowej, w tym w ministerstwach i urzędach wojewódzkich, zatrudniona jest setka takich osób. W samorządach liczba ta sięga blisko 10 tys. Takich wyliczeń dokonała właśnie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Armia osób doradzających samorządowcom byłaby jeszcze większa, gdyby nie limity zatrudnienia. Zgodnie z art. 17 ust. 4 ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (Dz.U. nr 223, poz. 1458 z późn. zm.) liczba zatrudnionych doradców i asystentów nie może przekroczyć trzech osób w gminie do 20 tys. mieszkańców. Z kolei w gminie do 100 tys. mieszkańców i w powiatach maksymalnie może być ich pięciu. Najwięcej, bo aż siedmiu, można zatrudnić w dużych miastach i województwach.

Przyjmowaniu tego rodzaju pracowników jeszcze w czasie poprzedniej kadencji Sejmu sprzeciwiała się opozycja.

- Gabinety miały być zapleczem eksperckim ministrów i samorządowców. Niestety stały się miejscem pracy dla osób z młodzieżówek partyjnych - wyjaśnia Krystyna Łybacka, poseł SLD, była minister edukacji narodowej.

Podkreśla, że utrzymywanie tej grupy pracowników w administracji nie ma większego sensu, a prowadzi tylko do rozrostu urzędów. Eksperci mają jednak inne zdanie.

- Likwidacja gabinetów doprowadziłaby do tego, że tworzone byłyby stanowiska urzędnicze tylko w celu pisania przemówień dla ministra lub nawet przywożenia mu garnituru z pralni. A obecnie większość osób ma świadomość, jakie czynności realizują doradcy i asystencji - uważa dr Aleksander Proksa, były sekretarz Rady Ministrów.

Niemniej jednak zatrudnienie pracowników gabinetów odbywa się bez żadnych kryteriów. Decyduje o tym szef urzędu. Praca asystentów nie podlega żadnej ocenie merytorycznej. Eksperci postulują więc, aby objąć ich takimi samymi zasadami naboru, jakie są stosowane w przypadku pozostałych kandydatów na urzędników.

- Do gabinetów powinni trafiać specjaliści, którzy mają merytorycznie wspierać ministrów i samorządowców. Tylko otwarty konkurs może wykluczyć dostęp przypadkowych osób do tych funkcji - twierdzi prof. Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Jego zdaniem wszyscy pracownicy urzędów powinni być objęci takimi samymi zasadami rekrutacji i oceny pracowniczej.

Artur Radwan

artur.radwan@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.