Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Liczba etatów urzędniczych nie przekłada się na jakość pracy administracji

28 czerwca 2018

Trudno zapanować nad administracją publiczną i nad rosnącą armią urzędników. O ile w rządowych strukturach drugi rok z rzędu biurokratów nie przybywa, to w samorządach nie udało się powtórzyć sukcesu z 2011 r. Wtedy zredukowały one zatrudnienie z 251 do 246 tys. Niestety najnowsze dane GUS pokazały, że kierownicy tych jednostek wciąż potrzebują dodatkowych etatów. Samorządowcy znów biją niechlubny rekord - na koniec 2012 r. zatrudniali 252 tys. urzędników.

Można byłoby bronić tej rzeszy pracowników, jeśli dzięki temu mieszkańcy szybciej załatwialiby sprawy, np. w ciągu dwóch tygodni uzyskując pozwolenie na budowę, albo zrealizowali od ręki wniosek o wypłatę becikowego. A przy rejestracji samochodu nie musieli stać od szóstej rano przed urzędem z oczekiwaniem na numerek kolejkowy. Do konieczności przyjęć nowych urzędników samorządowcy mogliby też przekonać lokalną społeczność godzinami otwarcia urzędów, gdyby te pracowały co najmniej do 18, a czasami nawet w sobotę.

Sądzę jednak, że tam, gdzie przybyło etatów, wciąż jest po staremu. Urzędnik nadal wyszukuje kolejne przeszkody i brakujące do pisma załączniki, aby petent musiał ponownie prosić o załatwienie określonej sprawy. Trzeba jakoś wykazać, że jego etat jest potrzebny. Niestety, liczba urzędników wciąż nie przekłada się na jakość ich pracy. A przecież skoro jest ich coraz więcej, to powinni między sobą konkurować o jak najbardziej pozytywną ocenę pracy i postawy wobec petentów.

W całej sprawie głos należy jednak oddać także samym włodarzom gmin czy powiatów. Po naszym materiale "Znów rośnie liczba samorządowych urzędników" (DGP nr 91/2013) posypały się e-maile od szefów tych urzędów i zarządzających kadrami. Podkreślali, że prezentowane liczby są suchymi danymi statystycznymi, a etatów będzie jeszcze więcej, bo gminy muszą zatrudnić pracowników do obsługi nowego systemu gospodarki odpadami. Twierdzą, że i tak nie zatrudniają tyle osób, ile wymaga sprawna realizacja nowych obowiązków. Ich zdaniem do kadrowego rozpasania jest daleko.

Rzeczywiście samorządowcy mają rację, twierdząc, że to rząd nakłada na nich kolejne zadania, które zmuszają ich do tworzenia kolejnych miejsc pracy. Czy w każdym przypadku jest to jednak konieczne? Na to pytanie i inne odpowie wkrótce Najwyższa Izba Kontroli, która od czerwca rozpocznie weryfikację, czy polityka kadrowa jest prowadzona przez gminnych włodarzy we właściwy sposób. Oby jej wyniki nie potwierdziły tej poprzedniej z 2010 r., która pokazała, że w większości gminy - najoględniej mówiąc - nie mają żadnej polityki kadrowej.

@RY1@i02/2013/095/i02.2013.095.18300050f.802.jpg@RY2@

Artur Radwan dziennikarz działu praca

Artur Radwan

dziennikarz działu praca

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.