Sprawiedliwa stawka za śmieci, czyli jaka?
Choć ograniczone ustawą o utrzymaniu czystości i porządku, która przewiduje cztery sposoby ustalania opłat za odpady, gminy mają spore pole manewru. Mogą wybrać jeden z nich albo stosować rozwiązania hybrydowe. I często tak się dzieje. Wrocław łączy metody od osoby i od powierzchni – mieszkańcy małych lokali płacą od metrażu, co chroni uboższych lokatorów. Toruń bierze pod uwagę rozproszoną zabudowę – mieszkańcy domków jednorodzinnych płacą więcej ze względu na wyższe koszty odbioru odpadów. Gdańsk wybrał metodę od powierzchni mieszkania, dzięki czemu ma stabilne wpływy do budżetu. Część gmin z coraz większym zainteresowaniem spogląda na metodę od zużycia wody. Ma ona atut łączenia stylu życia z opłatą śmieciową. Do takiego rozwiązania przymierza się Warszawa. Zamierzają też wrócić do niego podwarszawskie Marki, którym uchwałę w tej sprawie unieważniła w ubiegłym roku regionalna izba obrachunkowa.
Ale jednego uniwersalnego i korzystnego zarówno dla samorządu, jak i mieszkańców rozwiązania nie ma. Te gminy, które zdecydują się odejść od najpopularniejszej metody naliczania opłaty za śmieci od osoby, będą musiały przełamać społeczny opór. Ma ona bowiem podstawowy walor – jest zrozumiała: to ludzie wytwarzają śmieci, a nie powierzchnia mieszkania czy metry sześcienne zużytej wody. Choć – wbrew pozorom – z badań wynika, że sześcioosobowe gospodarstwo domowe wytwarza rocznie niemal tyle samo odpadów co gospodarstwo trzyosobowe. Dlaczego? Wieloosobowe rodziny są zazwyczaj mniej zamożne, a przy tym rządzą się oszczędniej, korzystając ze skali dużego gospodarstwa. I to też może być argumentem w rozmowach z mieszkańcami. ©℗ C2–3
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.