Urzędnicy konfiskują towary na ulicy
Łódzcy urzędnicy oraz strażnicy miejscy zaczęli konfiskować towary handlarzom, którzy nielegalnie ustawiają swoje kramy na terenach należących do miasta. Sprzedawca odzyska je po uiszczeniu odpowiedniej opłaty.
Walką z tzw. pudełkowymi handlarzami zajmuje się specjalnie powołany sztab ludzi.
- To pracownicy zarządu dróg i transportu, pracownicy delegatur oraz strażnicy miejscy. W sumie 12 osób - tłumaczy Magdalena Sosnowska z biura prasowego Urzędu Miasta Łodzi.
Towary handlarzy (chodzi tu o grupy liczące przynajmniej kilka osób, a nie jedną staruszkę), którzy swoje stoisko bez zezwolenia ustawiają w należącym do miasta pasie drogowym, zostają skonfiskowane i umieszczone w wynajętym przez miasto magazynie. Właściciel będzie mógł odebrać asortyment po przedstawieniu faktur na towar oraz uiszczeniu opłaty za jego przechowywanie. Wyniesie ona 1 zł dziennie od worka z towarem. Takie rozwiązanie budzi kontrowersje. - Konfiskata to pozbawienie własności. Nie ma odpowiedniej podstawy prawnej, która zezwalałaby na to urzędnikom - komentuje prof. Hubert Izdebski, specjalista prawa administracyjnego z Uniwersytetu Warszawskiego.
Łódzcy urzędnicy twierdzą, iż działają na podstawie kodeksu cywilnego, zgodnie z którym posiadacz nieruchomości, która została naruszona, może własnym działaniem przywrócić stan poprzedni.
Łodzianie wybrali taką drogę, ponieważ podobny mechanizm działa już w stolicy i w wielu przypadkach okazuje się skuteczny.
Na podstawie kodeksu cywilnego warszawscy urzędnicy konfiskują asortyment od kwietnia 2006 roku. Stołeczni urzędnicy zaczęli korzystać z tych przepisów, zanim jeszcze z kodeksu wykroczeń wykreślono przepis o nielegalnym zajmowaniu pasa drogowego. To właśnie na podstawie tego artykułu do czerwca tego roku strażnicy miejscy wystawiali handlarzom mandaty najczęściej.
- Nawet kiedy w kodeksie wykroczeń znajdował się stosowny zapis, że straż miejska lub policja mogą nakładać mandaty z powodu zajęcia pasa drogi, egzekucja mandatów była bardzo długotrwała, a ulice naszego miasta wciąż wyglądały tak samo - tłumaczy Joanna Tymińska, dyrektor biura działalności gospodarczej i zezwoleń miasta stołecznego Warszawy.
Stosowanie przepisów z kodeksu cywilnego okazało się skuteczniejsze. Pudełkowi handlarze zniknęli z warszawskiego placu Bankowego i alejek przy Pałacu Kultury i Nauki. Według dyr. Tymińskiej deponowanie towaru to dla handlarzy surowsza kara niż mandat w wysokości do 500 zł bądź skierowanie wniosku do sądu.
W Gdańsku wariant warszawski nie przyjął się, mimo iż wprowadzenie go było rozważane.
- Doszliśmy do wniosku, że z różnych względów takie rozwiązanie może być kłopotliwe. Właściciel towaru mógłby np. zarzucić uszkodzenie czy wręcz zgubienie swojej własności - wyjaśnia Michał Piotrowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
Gdańscy urzędnicy znaleźli na handlarzy inny sposób. W miejscu, gdzie sprzedawcy zwykle rozkładali swój towar, bladym świtem pojawiali się pracownicy zarządu dróg i zieleni i intensywnie myli chodniki.
- Handlarze oczywiście protestowali, więc obecny na miejscu strażnik miejski i urzędnicy magistratu tłumaczyli, że spokojniejszym i bardziej odpowiednim miejscem będzie miejskie targowisko - komentuje Piotrowski.
Jak poinformował rzecznik, problem nie został w Gdańsku zupełnie rozwiązany, ale handlarze swoje kramiki rzeczywiście zaczęli przenosić w miejsca mniej uczęszczane przez turystów.
Iwona Aleksandrzak
iwona.aleksandrzak@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu