Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka komunalna

Psie kampanie bez efektu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Od kilku dni mieszkańców Torunia z wielkich billboardów biją po oczach zdjęcia psich kup w kształcie serca - "Pokochaj psią kupę" głosi hasło kampanii ratusza.

Polskie miasta topią rocznie w psich odchodach kilka milionów złotych. Pieniądze idą na coraz odważniejsze kampanie edukacyjne, budowę psich toalet i zakupy wymyślnych maszyn sprzątających. Inwestycje w walkę ze śmierdzącym problemem przynoszą jednak znikome efekty.

Toruńscy urzędnicy wyliczają, że na 10 centymetrów kwadratowych trawnika przypada pięć kup, a sprzątanie miejskich skwerów i parków po czworonogach rocznie kosztuje prawie 300 tys. zł. - Próbowaliśmy już darmowych woreczków, ulotek, rękawiczek i nic - mówi Agnieszka Pietrzak z urzędu miasta, tłumacząc, dlaczego Toruń zdecydował się na prowokacyjną kampanię.

Pomysł agencji reklamowej, która wymyśliła billboardy, na tle zagranicznych akcji można uznać za niezwykle zachowawczy. W Wielkiej Brytanii zawisły plakaty ze zdjęciem dziecka siedzącego na placu zabaw tuż obok psiej kupy. "Dzieci biorą wszystko do buzi" - głosił podpis pod wizerunkiem wymownie umorusanego na twarzy kilkulatka.

W zeszłym roku na uświadamianie właścicieli psów płaciły niemal wszystkie większe miasta. Toruńska kampania pochłonie 150 tys. zł. Kraków wyłożył 20 tys. zł, Warszawa 100 tys. zł, Poznań na akcję "Kejter też poznaniak" przeznaczył ponad 200 tys. A gdyńska kampania "Pies w wielkim mieście", w ramach której rozlepiono m.in. 500 plakatów i obklejono 17 autobusów, kosztowała ponad 140 tys. W tym roku miasto wyda na reklamy w TVP i Radiu Gdańsk kolejne 20 tys. zł.

Większość tych pieniędzy ginie jednak bezpowrotnie w tonach psich odchodów, które mimo prowadzonych akcji nadal zalegają na miejskich chodnikach i w parkach. - Zmiana świadomości właścicieli czworonogów to długotrwały proces - tłumaczy Joanna Francuz-Jankowska z poznańskiego magistratu.

Warszawa broni się, że efekty są, bo w ostatnim badaniu, jakie przeprowadzono wśród mieszkańców miasta, 42 proc. właścicieli psów zadeklarowało, że zawsze sprząta po swoim pupilu. - Jeszcze trzy lata temu było to jedynie 15 proc. - chwali się Michał Babicz ze stołecznego urzędu. Szkoda tylko, że w te deklaracje nie wierzą nawet sami przedstawiciele ratusza. - Traktujemy te odpowiedzi z dużym marginesem błędu, ale i tak szacujemy, że około 15 - 20 proc. rzeczywiście sprząta - przyznaje Babicz. Dla nich miasta kupują specjalne zestawy z łopatkami czy biodegradowalne woreczki albo stawiają psie toalety. Zbudowanie takiego przybytku kosztuje nawet 70 tys. zł, więc nie ma ich zbyt wiele. Tylko nieliczni właściciele pokuszą się na wycieczkę z psem do centrum, by pupil mógł odwiedzić toaletę.

Dlatego najlepszym rozwiązaniem są surowe kary i ich skuteczna egzekucja. Pozostawienie psiej kupy na rabatce w Wiedniu kosztuje prawie 40 euro, w Berlinie 50 euro. U nas maksymalna kara to 500 zł. Jest jednak jeden podstawowy problem. Żeby wystawić mandat, trzeba złapać czworonoga i jego właściciela na gorącym uczynku. Ale jak pokazują doświadczenia z zagranicy, i na to jest sposób. W jednej z dzielnic w Tel Awiwie właścicielce psów oddawali weterynarzom próbkę DNA swojego zwierzęcia. Władze mają stworzyć z tego bazę DNA psów z całej dzielnicy. Tak by po znalezieniu psich odchodów nie było problemów z identyfikacją i wysłaniem mandatu.

@RY1@i02/2010/057/i02.2010.057.000.007a.001.jpg@RY2@

Fot. Materiały prasowe

Stolica w 2009 r. wydała na kampanię 100 tys. zł

barbara.sowa@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.