Uzdrowiska chcą w większym stopniu korzystać z energii odnawialnej
Wraz z rozwojem i modernizacją obiektów sanatoryjnych w miejscowościach uzdrowiskowych stawia się na ekologię i promuje korzystanie z odnawialnych źródeł energii. Praktyka jednak często znacznie odbiega od zamierzeń.
W Polsce status miejscowości uzdrowiskowej posiada nieco powyżej 40 miejscowości. Aby zyskać takie miano obszar musi spełniać określone kryteria, m.in. posiadać złoża naturalnych surowców o potwierdzonych właściwościach leczniczych, wpływający korzystnie na zdrowie klimat i spełniać wymagania odnośnie środowiska. O sporym szczęściu może mówić licząca około 7,5 tys. osób gmina Szczawnica w Małopolsce. W sierpniu zakończono w niej montaż blisko 1600 solarów o mocy 2,7 MW i powierzchni czynnej 3600 m kw.
Jak mówi Angelika Grochulska, kierownik biura Stowarzyszenia na Rzecz Ekorozwoju Szczawnicy "EKO Szczawnica", pod względem liczby kolektorów przypadających na mieszkańca przodują w kraju.
Śladem Szczawnicy zamierzały podążyć pobliskie gminy, które na realizację podobnego programu chciały pozyskać fundusze z Unii Europejskiej, Niestety okazało się to niewykonalne.
-W Polsce mamy doskonały system papierowy. Tyle się mówi o tym jak wspomagać różne działania, ale nic z tego nie wynika - mówi Jan Golba, włodarz Muszyny.
On również chciał, by w Muszynie zaroiło się od kolektorów. Program, który miałaby realizować gwarantował 40 proc. wsparcie finansowe. Tyle, że nie uwzględniono w nim m.in. VAT, a ponadto tę pomoc należałoby wykazać w deklaracji PIT. W efekcie wychodziłoby, że indywidualny inwestor zyskałby na tej inwestycji w granicach 13 proc.
Solary ma za to większość obiektów będących w gestii samorządu. Środki na dofinansowanie kolektorów instalowanych przez prywatne osoby zarezerwował sobie w budżecie też mazurski Augustów. Na początku roku zmieniono odgórnie zasady i każdy kto zdecydował się na taką inwestycję nie mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc od samorządu.
Tadeusz Popławski z tutejszego magistratu nie ukrywa rozczarowania nowelizacją przepisów w zakresie odnawialnych źródeł energii (OZE). Ma nadzieję, że wysocy urzędnicy w Warszawie zmienią wkrótce niekorzystne zapisy.
O solarach marzy też Wojciech Gucma, prezes Uzdrowiska "Nałęczów" na Lubelszczyźnie.
- Z zazdrością patrzymy na inne samorządy, które postawiły na solary. Mamy kilka basenów, ludzie oczekują pełnego komfortu. Wraz z kolejnymi podwyżkami energii niewątpliwie trzeba będzie sięgnąć słońca, jak by to dumnie nie brzmiało - mówi Wojciech Gucma.
Na kolektory słoneczne zdecydowała się "Muszynianka", producent wody mineralnej, ulokowany w miejscowości uzdrowiskowej. W Muszynie stoją cztery takie urządzenia. Koszt wyniósł 12 tys. zł. Jak na razie wygląda na to, że od wiosny do jesieni w całości mogą zapewnić ogrzewanie wody.
- Jeśli rzeczywiście się sprawdzą, zamontujemy kolejne w drugim naszym zakładzie produkcyjnym w Krynicy - mówi Maria Janas, prezes Muszynianki.
Zainteresowanie kolektorami wykazują też mieszkańcy Iwonicza-Zdroju w woj. podkarpackim. Mogą ubiegać się o znaczne dofinansowanie. Ich zapał jednak stygnie, gdy okazuje się, że wynosi ono 45 proc. Jak mówi burmistrz Paweł Pernal, niektórzy z zainteresowanych sądzili, że wsparcie wyniesie co najmniej 80 proc., a czasami wspominali o całości.
Projekt w Szczawnicy pochłonął 8,4 mln zł, z czego Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w formie dotacji przeznaczył 4,2 mln zł, a z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej - uzyskano 3,5 mln zł niskooprocentowanej pożyczki, przy czym krakowski Fundusz może umorzyć nawet do 35 proc. jej kosztów.
400 osób, które przystąpiło do stowarzyszenia musiało pokryć jedynie dziesiątą część kosztów instalacji. Koszt pojedynczego kolektora o powierzchni 2,4 m kw. wyniósł 3,5 tys. zł.
Wojciechowi Gucmie doskwiera też brak obwodnicy przez miasto. A przecież tutaj swoje siedziby mają dwaj wielcy wytwórcy wody mineralnej - Nałęczowianka i Cisowianka. W związku z tym ruch samochodowy jest spory.
- Od lat 90 - tych miasto walczy o tę inwestycję i zawsze spada ona z planów. Wydawało się, że teraz coś ruszy się, bo Nałęczów jest miejscem pobytowym w związku z Euro 2012. Nic to nie dało - nie kryje niezadowolenia Wojciech Gucma.
Jeszcze nie tak dawno z zainstalowaniem gazu zmagano się w Połczynie na zachodnim Pomorzu. Obecnie obiekty komunalne, szpitale ogrzewane są dwubiegunowo - gazem i olejem. Zdaniem burmistrz Barbary Nowak w niedalekiej przyszłości ulegnie to zmianie. Po prostu opalanie olejowe jest zbyt drogie
-Interesuje nas postawienie biogazowni, ale pracującej w oparciu o materiał roślinny - deklaruje Barbara Nowak.
Naglące jest też doprowadzenie gazu do Redla i miejscowości popegeerowskich. Związane jest to m.in. z zapewnieniem bezpieczeństwa mieszkańcom. Dotychczas wykorzystują oni różne sposoby ogrzewania mieszkań - paleniska, butle na gaz lub ogrzewają je prądem.
W iwonickim uzdrowisku na początku kadencji burmistrz zmagał się z wodociągami. I chyba to mu się udało. Jak deklaruje w przyszłym roku Iwonicz będzie skanalizowany w 99 proc. Na to poszło wraz unijnymi środkami 10 mln zł. A warto wspomnieć, że budżet Iwonicza jest trzykrotnie większy.
Maria Janas, prezes Muszynianki nie widzi specjalnej potrzeby inwestowania w OZE w zakładzie.
- Nasza produkcja nie jest uciążliwa dla środowiska - tłumaczy Maria Janas.
Firma nawet gdyby chciała zainstalować np. wiatrownie, niespecjalnie mogłaby to uczynić. Powód? Bliskie sąsiedztwo parku krajobrazowego. Za to samorząd może liczyć na wsparcie finansowe z przeznaczeniem na ochronę środowiska. Co roku trafia do kasy bowiem 300 tys. zł.
Z takich samych względów - rozpościerający się park krajobrazowy i obszar "Natura 2000" nie ma możliwości postawienia dużych farm wiatrowych w Połczynie-Zdroju. Gospodarz tych terenów, urzędująca od dziewięciu lat Barbara Nowak entuzjastycznie zapala się za to do pomysłu stawiania małych, przydomowych elektrowni wiatrowych. W wyobraźni dostrzega je zamontowane przy szkołach czy świetlicach.
Wojciech Gucma w przyszłości widzi Nałęczów promujący się termami, podobnie jak burmistrz dolnośląskiego Lądka Zdroju Adam Szmidt, który w nich upatruje szansę na ożywienie miejsko-wiejskiej gminy.
- Mam nadzieję, że ten pomysł po wyborach nie upadnie - mówi Wojciech Gucma.
Jak sądzi Adam Szmidt ich geotermy kosztowałyby ok. 40 mln zł. Na początku można by je wykorzystać wyłącznie komercyjnie, a w niedalekiej przyszłości może udałoby się energię wody użyć do ogrzewania budynków.
W Lądku Zdroju pokaźną sumę pochłonęła termomodernizacja szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego. Zamieniono ogrzewanie na gazowe, wymieniono stolarkę okienną. Wydatki wyniosły 7,5 mln zł.
Przemysław Kurszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu