Brakuje skutecznego zarządzania gospodarką wodną
MATEUSZ BALCEROWICZ Jedna gmina wiodąca będzie koordynowała oczyszczanie ścieków na większym terenie
Z analizy Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych (KPOŚK) wynika, że nie zdążmy z realizacją unijnej dyrektywy ściekowej. Co zamierzają państwo zrobić, aby uniknąć kary, którą może na nas nałożyć Bruksela?
Ta dyrektywa jest wdrażana przez Polskę od momentu wejścia do UE. Jako punkt wyjścia samorządy określiły granice aglomeracji, czyli obszary, które muszą być objęte zbiorczym odbiorem ścieków przez gminę. Teraz, po prawie 10 latach, trwa ich weryfikacja.
Czym to będzie skutkować?
Większą część inwestycji zaplanowanych w KPOŚK już zrealizowano. Nie wszystkie gminy rozwijały się tak, jak przewidywali samorządowcy, a inne aglomeracje zostały wyznaczone niewłaściwie. W efekcie będziemy mieli do zrealizowania mniej inwestycji, niż pierwotnie zakładano. To pozwoli na wypełnienie celów dyrektywy i uniknięcie kary.
Niektóre gminy twierdzą, że właściwie wyznaczały wspomniane obszary. Na czym opierają państwo ten wniosek?
Na realizacji inwestycji i liczbie mieszkańców przypadających na kilometr kwadratowy. Zawyżanie obszaru aglomeracji to nie był błąd, a sposób realizowania np. polityki przestrzennej. W ten sposób prezydent, wójt, burmistrz, który był odpowiedzialny za ich wyznaczenie, gwarantował sobie dostęp do unijnych pieniędzy.
Jeśli państwa hipoteza okaże się zbyt optymistyczna, resort ma plan ratunkowy?
Uważamy, że uda się zrealizować dyrektywę, więc nie zakładamy planu B. Po drugie, jeśli gminy nie zdecydują się na wycofanie z realizacji zbyt ambitnych i niepotrzebnych przedsięwzięć, same na tym stracą, bo to one będą rozliczane z tego, czy udało się zrealizować określony przecież przez nich plan.
Jakie plany ma sam resort?
Chcemy, aby była możliwość wyznaczania gminy wiodącej, która będzie koordynowała oczyszczanie ścieków na terenie większym niż jedna gmina. Teraz niekiedy interesy kilku jednostek były sprzeczne, co spowalniało prace. Nie ma też sensu, aby w każdej małej gminie powstawała oczyszczalnia. Zbieranie ścieków ze wszystkich jednostek będzie nadzorowała ta wiodąca. Wspieramy także gminy w alternatywnych sposobach oczyszczania ścieków. Są na przykład programy finansowe wspierające budowę przydomowych oczyszczalni. W niektórych przypadkach taniej i efektywniej ekologicznie jest zrealizować takie projekty, niż ciągnąć kilka kilometrów rury do kilku posesji.
Jakie dyrektywy związane z gospodarką wodną będzie jeszcze realizował resort?
Polska ma ujemny bilans wodny. Na jednego Polaka przypada mniej wody niż na jednego mieszkańca Egiptu. W naszym kraju największym problemem jest zatrzymanie wody na obszarze, na który ona spadnie. Są rejony, w których problemu jej braku w ogóle nie ma, ale są też takie, gdzie trzeba ją dowozić beczkowozami. Większość społeczeństwa nie dostrzega problemu stepowienia, a to jest równie duży problem, jak powódź lub podtopienie. Przy powodzi woda niszczy i zagraża życiu mieszkańców. Susza nie jest tak, przepraszam za określenie, spektakularna, ale jej skutki są często bardziej dotkliwe i zdecydowanie bardziej długotrwałe. Gminy, które mają te kłopoty, dostrzegają skalę zjawiska. To jest jeden z problemów. Można go rozwiązać, ustanawiając jednego zarządcę, który wie, co dzieje się na danej rzece.
Nad czym pracuje Ministerstwo Środowiska w związku z tym?
Chcemy, aby każda rzeka miała jednego gospodarza. Obecnie wiele instytucji odpowiada za różne jej odcinki i za różne jej części. Na przykład miasto, na terenie którego znajduje się wał, odpowiada za jego utrzymanie. Z kolei za dalszy fragment odpowiada już wojewódzki zarząd melioracji, bo zabezpiecza tereny rolnicze, a za koryto rzeki - regionalny zarząd gospodarki wodnej. Takich przykładów jest o wiele więcej. Co do gospodarowania wodą, jest co najmniej kilka instytucji, które wydają zgody na korzystanie z wód, w tym np. starostowie. W efekcie nie ma dobrego zarządzania gospodarką wodną. To należy zmienić.
Co państwo proponują?
Proponujemy podział na wody rządowe i samorządowe. Za te pierwsze, czyli za duże rzeki (np. Odra, Wisła, Warta), w tym także te graniczne (łącznie jest ich ok. 50), będzie odpowiadała administracja rządowa. Są to cieki o znaczeniu ogólnokrajowym. Za pozostałe (ponad 50 tys.) mogą odpowiadać samorządy, czyli marszałkowie województw. To będą cieki o znaczeniu regionalnym i lokalnym.
Co budzi najwięcej kontrowersji?
Obecnie jest tak, że ta sama instytucja (Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej) odpowiada zarówno za planowanie i nadzór nad inwestycjami na rzekach oraz za ich zrealizowanie i ocenę. Teraz chcemy, aby dwie odrębne instytucje (dorzecza Odry i Wisły) odpowiadały za planowanie i realizację inwestycji, ale wcześniej trzeba je przewidzieć. Dlatego pracujemy obecnie nad masterplanami, które będą dokumentami rządowymi. Powstaną one do sierpnia 2014 r. i dadzą odpowiedź na pytanie, co jest istotne, a czego nie trzeba zrealizować i co może być zrealizowane później na tych rzekach. Samorządy też powinny zgłaszać swoje potrzeby inwestycyjne. Jeśli coś nie zostanie uwzględnione w masterplanach, nie będzie mogło zostać zrealizowane do 2021 r.
@RY1@i02/2014/001/i02.2014.001.18300070e.802.jpg@RY2@
Fot. Wojtek Górski
Mateusz Balcerowicz, zastępca dyrektora departamentu zasobów wodnych w Ministerstwie Środowiska
Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu