Transport przed wyzwaniami
Przez ostatnie półtorej dekady samorządy były skoncentrowane przede wszystkim na wymianie taboru. Czy teraz ten proces można uznać za zakończony? Jakie zmiany w najbliższych latach czekają publiczny transport zbiorowy?
Odpowiedzi na te pytania poszukiwali uczestnicy jednej z dyskusji, która odbyła się w ramach tegorocznego kongresu "Perły Samorządu 2018". Na wstępie uczestnicy panelu zgodnie zaznaczyli: proces wymiany taboru wcale się nie zakończył i nigdy się nie zakończy.
- Ten proces trwa, oczywiście jakąś epokę zakończyliśmy, ale to nie moment na oddech i przeczekanie kolejnych lat. Musimy pamiętać o odtwarzaniu taboru, mieszkańcy mają oczekiwania w stosunku do jego wyposażenia, dziś pewną oczywistością stają się np. ładowarki USB - zwróciła uwagę Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki. Jak dodała, Gdynia ma już spore osiągnięcia w zakresie zielonego transportu. - Staliśmy się wzorem w zakresie projektu E-bus, rozwijamy projekt trolejbusowy. Nie chodziło o hołdowanie tradycji, ale mieliśmy dość unikatowe pomysły w tym zakresie. Jeszcze kiedyś bateria ładująca się w trakcie jazdy pozwalała przejechać 3 km. Dzisiaj pojazd potrafi przejechać dużo więcej, a technologia się rozwija. Ostatnio rozstrzygnęliśmy przetarg na 35 sztuk trolejbusów, wymienimy też baterii w części tej floty - zapowiedziała wiceprezydent.
Jej zdanie podziela Agnieszka Dawydzik, menedżer w zespole ds. sektora publicznego oraz inwestycji globalnych i zachęt innowacyjnych w Deloitte.
- Postęp w wymianie taboru jest widoczny. Perspektywa unijna 2004-2006 dała nam tylko zalążek tego rozwoju, ale późniejsze perspektywy pozwoliły na jeszcze więcej - przypomniała ekspertka. Jej zdaniem w kolejnych latach rosły będą wymagania w stosunku do transportu, by był on uniwersalny, zielony, ekologiczny, dostępny i wyposażony w nowe technologie.
Swoimi przewidywaniami podzielił się też Sławomir Kwiatkowski z Asseco Data Systems.
- Transport będzie też dążył do tego, by być bardziej dostępny w formie indywidualnej. Świadczy o tym np. popularność rowerów miejskich. Mamy też rosnący rynek carsharingu, który pewnie w którymś momencie zostanie włączony do systemu transportu publicznego. Oprócz tego, że transport będzie stawał się ekologiczny, to jeszcze coraz bardziej autonomiczny - przewiduje.
W dalszym ciągu problemem są pewne braki w edukacji czy świadomości społeczeństwa. - Często badamy, dlaczego ludzie nie chcą podróżować komunikacją miejską. Spora grupa twierdzi, że to nie kwestia zniechęcającej ceny czy odległości od przystanku, lecz ich świadomy wybór. Po prostu wolą własny samochód - stwierdza Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni.
- Ja sama mam dwa samochody. Nie wjeżdżam jednak do centrum miasta, tylko parkuję w miejscu, gdzie mogę przesiąść się do tramwaju. Problem w tym, że niezależnie od standardów komunikacji miejskiej, w samochodach indywidualnych jest nam wygodniej i to dobro przedkładamy często ponad dobro innych - mówi Agnieszka Dawydzik z Deloitte.
Sławomir Kwiatkowski z Asseco podkresla, że musimy mówić nie o transporcie publicznym, lecz intermodalnym. Takim, który zintegruje różne rodzaje transportu, być może nawet uwzględni taksówki. System jest, rozwija się, ale na dziś łatwość korzystania z niego nie pozwala na pełne wykorzystanie potencjału.
Wiceprezydent Gdyni zapowiedziała, że już niedługo spółka InnoBaltica wdroży wspólny bilet dla wszystkich przewoźników i organizatorów transportu na terenie województwa pomorskiego (według informacji na stronie spółki stanie się to w 2020 r.).
- Wzorem świetnej organizacji opłat za transport publiczny jest Lombardia. Tam jest taryfa jest dla całej prowincji, a nie tylko metropolii Mediolan. Bilet kilkudniowy czy dłuższy może kupić mieszkaniec czy turysta, niczym się nie przejmując. Tam też są setki operatorów, każdy innej firmy, ale to kompletnie nie obchodzi klienta, który jeździ sobie praktycznie czym chce. My też chcemy do tego dążyć - wskazała Katarzyna Gruszecka-Spychała.
W dyskusję włączył się obecny na widowni prezydent Bolesławca Piotr Roman. Opowiedział o inicjatywie wspólnego biletu "Euronysa" na styku granic Polski, Niemiec oraz Czech. Bilet dla jednej osoby kosztuje jedyne 25 zł, natomiast bilet grupowy dla maksymalnie pięciu osób - 75 zł. Pozwala on poruszać się w dwóch powiatach w Niemczech, w Czechach i po stronie polskiej na terenie dawnego woj. jeleniogórskiego. Wspólny bilet obowiązuje np. w pociągach, autobusach przewoźników regionalnych, autobusach komunikacji miejskiej, tramwajach, a nawet na kolei linowej Liberec Horni Hanychov.
Na drodze do nowych, elastycznych rozwiązań w zakresie przemieszczania się mieszkańców, często niestety stają przepisy. Tak jest np. w przypadku dyskusji o możliwości wysadzania pasażerów także poza przystankami. - W Polsce operator i przewoźnik ma świadczyć usługę tak, by było zgodnie z rozkładem i na wybranych przystankach. Każdy ujawniony nierozkładowy przystanek to kara w wysokości 3 tys. zł - zwróciła uwagę wiceprezydent Gdyni. - Analizowaliśmy różne metody, np. by każdy przystanek uznać za "żądanie", ale to wszystko sprowadzałoby się do cyrków legislacyjnych, a nie do rozwiązań systemowych - stwierdziła.
Inny dyskutowany pomysł, który został stłumiony w zalążku, to taksówki operujące na końcówkach długich linii.
- Ale to również jest niemożliwe, bo usługa komunikacji zbiorowej oznacza transport min. 10 osób plus kierowca. Taksówki z oczywistych przyczyn nie spełniają tego wymogu i nie mogą być wprzęgnięte w system - przyznała Katarzyna Gruszecka-Spychała.
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu