Zakazując plastiku, samorządy wychodzą przed szereg. A biznes? Mówi: zwolnijmy
C hoć unijny zakaz plastiku ma obowiązywać dopiero za dwa lata, to samorządy nie próżnują i już wyprzedzają legislacyjne działania. Legnica np. prowadzi akcję „Zrywam z plastikiem”, w Mrągowie i w Łodzi radni piją kranówkę ze szklanych naczyń zamiast butelkowanej wody. Wałbrzych zakazuje zaś używania jednorazowych sztućców i opakowań na lokalnych imprezach. Miastem bez plastiku chcą być także Gdański, Kraków, a za chwilę zapewne dołączą inni. Wydaje się, że dla włodarzy to dobry moment, by wzmocnić swój wizerunek – bycie eko dobrze świadczy zarówno o samorządzie, jak i wójcie czy burmistrzu. Pytanie jednak, jak te ekowytyczne są wprowadzane. Nie wszystko bowiem jest dozwolone i przeszarżować mogą na pewno ci, którzy zakaz wykorzystania plastiku na terenie gminy będą wprowadzać w formie miejscowych uchwał. Nie może być tak, że prawo miejscowe wyprzedza krajowe, a wręcz unijne. W końcu dyrektywa zakazująca plastiku nie jest jeszcze uchwalona. Nie ma jednak przeszkód prawnych, by np. w zamówieniach publicznych dawać zielone światło tym wykonawcom, którzy deklarują ekoprodukty. Chodzi o to, by trzymać się miękkich działań i nie ingerować w prawo, którego nie ma.
W blasku ekodziałań chce się ogrzać także biznes. Ograniczenie plastiku już deklarują takie marki jak Biedronka, Lidl, Auchan czy McDonald’s. I szumnie głoszą, że są gotowe na zmiany. Tymczasem za kulisami trwa nerwowe liczenie kosztów i negocjacje z producentami i dostawcami jednorazówek – zarówno tymi, którzy już dziś oferują ekoprodukty, jak i tymi, którzy na ten ekobiznes chcą się dopiero przestawić. Ci ostatni są zaskoczeni tempem zmian i mówią, że zostali postawieni pod ścianą. Mają kredyty na kilka lat, a w ciągu dwóch będą musieli zmienić strategię działania i postawić na nową, drogą technologię. Dla nich to w zasadzie wejście w nowy biznes. Wiele małych i średnich firm obawia się, że upadnie. A niektóre z powodu nowych unijnych wytycznych już redukują zatrudnienie.
Producenci jednorazówek mówią wprost: liczymy na to, że tę transformację wesprze państwo. Jak nie z pieniędzy budżetowych, to z funduszy unijnych. ©℗
Bożena Ławnicka
bozena.lawnicka@infor.pl
Proekologiczna moda ogarnia miasta
Samorządy nie czekają na unijne wytyczne i podejmują działania, by ograniczyć obecność tworzyw sztucznych w swojej przestrzeni. Niektóre zakazują używania w urzędach jednorazowych kubków czy opakowań. Można mieć jednak wątpliwości, czy takie działania są zgodne z prawem
Pod koniec marca Parlament Europejski zatwierdził zakaz używania w krajach Unii Europejskiej jednorazowych przedmiotów z tworzyw sztucznych, takich jak słomki do napojów czy plastikowe kubeczki. Ma on wejść w życie w 2021 r. Ograniczając korzystanie z plastiku, UE chce też zachęcać do przejścia na gospodarkę o obiegu zamkniętym, minimalizującą zużycie surowców i zwiększającą recykling odpadów. Wszystko to jest ogromnym wyzwaniem, głównie dla przedsiębiorców, ale nie tylko. Ograniczanie tworzyw sztucznych staje się bowiem coraz bardziej popularne i powoduje, że określone działania podejmują poszczególne kraje (np. Islandia), a także miasta, w tym polskie.
Po pierwsze uświadomić
– Problem z plastikiem nie dotyczy wyłącznie bogacących się krajów, takich jak Chiny czy Indie. Plastikowe patyczki do uszu, butelki czy filtry papierosowe zaśmiecają również europejskie plaże i lasy. Nic zatem dziwnego, że w ostatnich miesiącach obserwujemy większe zainteresowanie opinii publicznej tym tematem – mówi Bartłomiej Kozek, specjalista ds. zrównoważonego rozwoju w Centrum UNEP/GRID-Warszawa. Jak dodaje, kolejnym bodźcem do działania są zmiany legislacyjne w UE. – Samorządy nie muszą czekać z założonymi rękami, aż Polska w ciągu najbliższych kilku lat dokona transpozycji unijnej dyrektywy. I niektóre faktycznie czekać nie zamierzają – mówi ekspert.
Jednostki samorządu terytorialnego mają jedynie miękkie narzędzia. Do nich można zaliczyć działania organizacyjne, promowanie zielonych zamówień publicznych, prowadzenie kampanii społecznych i edukacyjnych oraz dobrowolne porozumienia z przedsiębiorcami.
Daniel Chojnacki
radca prawny w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka
W ostatnich tygodniach do mieszkańców zwróciły się w tej sprawie władze Gdańska, Legnicy i Wałbrzycha. Dlaczego teraz? – Powodem, dla którego miasto zdecydowało się na przeprowadzanie kampanii, były niepokojące informacje z całego świata o zanieczyszczeniu środowiska jednorazowymi, plastikowymi produktami, a także rosnąca świadomość, że problem istnieje również w Legnicy. Dochodziły też do nas wieści o działaniach podejmowanych przez Unię Europejską – wyjaśnia rzecznik prezydenta miasta Arkadiusz Rodak. – Wierzyliśmy, że lokalne działania na szczeblu samorządowym mogą pomóc w uwrażliwieniu mieszkańców na drastyczny problem wszechobecnego jednorazowego plastiku – dodaje. Niektórzy samorządowcy uważali, że nie ma co czekać z założonymi rękami na unijne zakazy. – Czasu na odwrócenie negatywnych trendów jest coraz mniej. Działać trzeba już teraz – przekonuje Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha, który wyrasta w Polsce na lidera w dziedzinie ograniczania plastiku. Podobnie uznał warszawski radny Łukasz Porębski (Miasto Jest Nasze), występując do burmistrza Żoliborza o zakaz stosowania w urzędzie i w powiązanych z nim instytucjach przedmiotów jednorazowego użytku wykonanych z plastiku. W jego ocenie, nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić to już teraz.
Co więc miasta robią i na jakiej podstawie, skoro nie ma także przepisów krajowych? Przede wszystkim stawiają na edukację i informowanie o skutkach nadużywania materiałów z tworzyw sztucznych. W Gdańsku opracowano dekalog dla mieszkańców, jak redukować ilość plastiku w codziennym życiu (https://www.gdansk.pl/download/2019-04/125640.jpg). W Legnicy odbył się happening. – Kampanię „Zrywamy z plastikiem” rozpoczęliśmy 7 marca na placu Słowiańskim. By zobrazować mieszkańcom skalę problemu, pracownicy Legnickiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, które zajmuje się m.in. zagospodarowaniem odpadów, ustawili tam ważącą pół tony piramidę ze sprasowanego plastiku. Tyle legniczanie wyrzucają w pół godziny – informuje Arkadiusz Rodak. Dodaje, że chodziło o zaszokowanie przechodniów, i to się udało. Podobnie problem zobrazowano w Wałbrzychu. Za prezydentem, który informował o ograniczeniu surowca w miejskiej przestrzeni, stało pięć ćwierćtonowych, plastikowych bloków. – To działa na wyobraźnię – wyjaśnia prezydent Roman Szełemej. Według niego po takiej informacji kolejnym krokiem mieszkańca powinno być świadome ograniczenie korzystania z jednorazowych, plastikowych przedmiotów czy w ogóle rezygnacja z nich. Podobnie uważa zastępca prezydenta Legnicy Jadwiga Zienkiewicz. – Przecież te śmieci na rozłożenie się potrzebują w naturze kilkuset lat – przypomina. I dodaje, że w zaplanowanej w jej mieście na rok kampanii chodzi o to, by myśleć globalnie, ale działać lokalnie. – Szacuje się, że w Polsce z 276 tys. ton zużytych rocznie opakowań z tworzyw sztucznych tylko 15 proc. jest przetwarzanych ponownie lub spalanych dla uzyskania energii elektrycznej, a ponad 80 proc. trafia na składowiska. W Legnicy w ciągu roku produkujemy ok. 9 tys. ton plastikowych śmieci, czyli w ciągu jednego dnia wyrzucamy do kosza ok. 24 ton plastiku – mówi wiceprezydent. Ma nadzieję, że gdy do legniczan dotrą te liczby oraz świadomość skutków, jakie niesie ze sobą używanie jednorazówek, przyłączą się do akcji i dadzą temu wyraz w codziennych, życiowych wyborach.
Promocja ma różne oblicza
Taki cel leży też u podstaw kampanii „Gdańsk bez plastiku”, którą wiosną zainaugurowała prezydent Aleksandra Dulkiewicz. – Plan promocji został przygotowany, ale na razie nie chcemy zdradzać szczegółów. Możemy jednak zapewnić, że działania są długofalowe i zgodne z zasadą „ewolucja, a nie rewolucja” – mówi Jędrzej Sieliwończyk z biura prezydenta ds. komunikacji i marki miasta. Wiadomo jednak, że w pierwszej kolejności odbędzie się przygotowany przez miejski zakład utylizacji eksperyment „Szanuję-segreguję”, w którym przez 21 dni pięć rodzin na własnej skórze przekona się, czy dobrze segreguje odpady. Będą one liczyć, ile i jakie odpady wytwarzają – przed udziałem w specjalnym programie edukacyjnym i po nim. Chęć udziału w projekcie zadeklarowało 168 mieszkańców. – Zależało nam, by wśród uczestników akcji znalazły się osoby w różnym wieku, z różnych dzielnic, mieszkające zarówno w zabudowie jedno-, jak i wielorodzinnej oraz gospodarstwa domowe o różnorodnym składzie osobowym – wyjaśnia Iwona Bolt, rzecznik prasowy Zakładu Utylizacji w Gdańsku.
Działania edukacyjne dla mieszkańców od lat podejmuje także samorząd łódzki. Organizowane są pikniki ekologiczne dla rodzin, podczas których edukatorzy zapoznają z zasadami prawidłowej segregacji odpadów. Pracownicy miejskiego przedsiębiorstwa oczyszczania regularnie odwiedzają placówki oświatowe, przedszkola, prezentują m.in. specjalnie przygotowany program oraz Ścieżkę Ekologiczną, czyli drogę, jaką przechodzą odpady od pojemnika pod blokiem do np. recyklingu. – Spotkania cieszą się ogromnym zainteresowaniem i są elementem edukacji ekologicznej prowadzonej przez miasto – mówi Monika Pawlak z biura prasowego Łodzi.
opinie ekspertów
Odpowiednia diagnoza, strategia i edukacja to droga do sukcesu
Julia Patorska lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte
Rola gminy w batalii z plastikiem ma trzy wymiary. Po pierwsze jest ona regulatorem gospodarowania odpadami na swoim terenie. Może podejmować działania, które będą miały bezpośredni wpływ na mieszkańców i podmioty gospodarcze. Najpierw musi postawić odpowiednią diagnozę, czyli kompleksowo przyjrzeć się odpadom z tworzyw sztucznych i zastanowić, w jakim stopniu może je wyeliminować. Tu pomocna jest regulacja UE „single-use plastics”, bo jest w niej jasno wyłożone, z czym na pewno trzeba się będzie pożegnać.
Po drugie gmina to też inwestor, a wiele spółek zajmujących się transportem i gospodarowaniem odpadów to podmioty komunalne. Stosując in house, mogą wspólnie myśleć o takiej strategii, która da im obopólne korzyści i przyczyni się do osiągania wyśrubowanych celów przygotowania do ponownego użycia i recyklingu odpadów komunalnych. W końcu to na gminach został położony ogromny ciężar radzenia sobie z odpadami, które powstają na ich terenie – sprawy zatem muszą wziąć w swoje ręce. Na pewno ta ścieżka nie jest nakierowana na szybkie osiągnięcie wyników, ale cierpliwym da trwałą przewagę.
Po trzecie ogromnie istotna jest rola gminy jako edukatora. W tym obszarze jest wiele do zrobienia, bo bez świadomości dotyczącej konieczności zmiany u wszystkich uczestników rynku plan się nie powiedzie. W pierwszej kolejności odpowiedni zasób wiedzy i otwartość na zmiany muszą mieć pracownicy administracji samorządowej i spółek komunalnych. Równolegle powinny się odbywać działania uświadamiające zarówno mieszkańców, jak i przedsiębiorców. Wydaje się, że pierwszym krokiem powinny być szersze akcje edukacyjne dotyczące wymogów segregacji odpadów pochodzących z gospodarstw domowych. Pomimo podejmowanych działań mieszkańcy są zdezorientowani i nie rozumieją sposobu rozdzielania poszczególnych frakcji. Wszystko jest jednak do wytłumaczenia w sposób logiczny i przystępny dla odbiorcy. Ważnym elementem kampanii edukacyjnej powinno być także rozprawianie się z mitami – jak choćby tym dotyczącym wrzucania posegregowanych frakcji do jednej śmieciarki. Można przecież wytłumaczyć mieszkańcom, że dzisiaj są dostępne samochody wielokomorowe, dzięki czemu w transporcie oszczędza się tony paliwa. ©℗
Są rozwiązania w zamówieniach publicznych
Bartłomiej Kozek, specjalista ds. zrównoważonego rozwoju w Centrum UNEP/GRID-Warszawa
Społeczności lokalne mają narzędzia do tego, by zmniejszać swoje dotychczasowe uzależnienie od jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych. Dołożą dzięki temu swoją cegiełkę do poprawy stanu lokalnego (i globalnego) środowiska. Dadzą również bodziec biznesowi do rozwijania innowacyjnych rozwiązań. Mogą na przykład skorzystać z prośrodowiskowych rozwiązań w zamówieniach publicznych. Zamówienia te wygenerowały w 2017 r. aż 8 proc. polskiego PKB – mają zatem niebagatelny wpływ na kształt rynku. Odpowiedzialni społecznie i ekologicznie zamawiający mają szansę kształtować go z korzyścią dla ludzi i środowiska.
Ograniczenie stosowania jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych i stosowanie bardziej ekologicznych zamienników ma szczególnie istotną rolę w wypadku pozyskiwania usług cateringowych czy obsługi wydarzeń masowych. Szczególnie te ostatnie kojarzą się nam dziś z olbrzymią ilością pozostających po nich odpadów, z których spora część trafia później na lokalne wysypiska.
Jeśli samorządy nie chcą mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami związanymi z poszerzaniem lub lokalizowaniem nowych miejsc na składowanie odpadów (czemu często towarzyszą niemałe kontrowersje wśród mieszkańców), to poszukiwanie zamienników dla plastiku przestaje wyglądać na ekstrawagancję, a zaczyna być przemyślaną inwestycją w przyszłość. A rynek już dziś oferuje w tym zakresie praktyczne rozwiązania. Polskie talerze z otrąb pszennych, które ulegać mają biodegradacji w ciągu 30 dni, sprzedawane są do kilkunastu krajów świata. Na niemieckich imprezach masowych wykorzystywane są naczynia, które po ich zbiórce kończą jako użyźniający lokalne grunty naturalny nawóz.
Działania władz miejskich promujące używanie wielorazowych opakowań przy wynoszeniu żywności z barów i restauracji mogą stać się inspiracją dla lokalnego przedsiębiorstwa społecznego, oferującego tego typu rozwiązania prywatnym restauratorom. Pokazuje to, że posunięcia władz lokalnych mogą mieć istotny wpływ nie tylko na model działania podległych im instytucji, lecz także na szerszy rynek. ©℗
Podobne akcje prowadzone są w Toruniu. Do mieszkańców regularnie trafiają gadżety edukacyjne w postaci zgniatarek do opakowań z tworzyw sztucznych, dzięki którym można zmniejszać objętość gromadzonych odpadów. – Takie zgniatarki przekazano już kilku tysiącom gospodarstw domowych – mówi Monika Stremplewska, rzeczniczka miasta. Oprócz tego organizowane są imprezy ekologiczne, konkursy zbiórki opakowań z plastiku. Prowadzony jest serwis internetowy promujący selektywną zbiórkę odpadów.
!Ograniczając korzystanie z plastiku, Unia Europejska chce też zachęcać do przejścia na gospodarkę o obiegu zamkniętym, minimalizującą zużycie surowców i zwiększającą recykling odpadów. Jest to ogromne wyzwanie przede wszystkim dla przedsiębiorców.
Kraków z kolei co roku w kwietniu organizuje Dni Ziemi – ich tegoroczna edycja odbędzie się w Alei Róż w Nowej Hucie i tradycyjnie będzie połączona z Krakowską Wystawą Ekologiczną. W programie przewidziano m.in.: prezentację działań ekologicznych Urzędu Miasta Krakowa oraz krakowskich spółek miejskich, warsztaty ekologiczne, akcje informacyjne promujące ekologię oraz ochronę środowiska, a także zbiórkę surowców wtórnych i wydawanie w zamian sadzonek. Ponadto w planach jest zakupienie przez miasto automatów do zbierania plastikowych butelek typu PET. Na razie w mieście będzie prowadzony pilotaż tego rozwiązania – za każdą oddaną butelkę będzie można otrzymać 10 groszy kaucji. Za tym rozwiązaniem stoi radny Łukasz Wantuch, który od kilku lat prowadzi podobną akcję skupowania butelek na mniejszą skalę wśród dzieci z krakowskich szkół.
Kranówka i ekokubki dla urzędników
Nie wystarczy jednak samo ogłoszenie kampanii społecznej, pokazanie góry plastiku czy akcje proekologiczne dla mieszkańców. Niektóre gminy uważają, że zaczynać trzeba od siebie. Dlatego odchodzą od butelkowanej wody w szkołach czy urzędach i zastępują ją zwykłą kranówką. Instalowane są poidełka z wodą z miejskiego ujęcia. – Przedsiębiorstwa wodociągowe, będące spółkami miejskimi, od lat promują picie kranówki. Jakość wody w naszych wodociągach, dzięki miliardowym inwestycjom, które miały miejsce w ostatnich dwóch dekadach, istotnie się poprawiła. Często kranówka ma lepszy skład i smak niż niejedna woda butelkowana – mówi Julia Patorska z firmy doradczej Deloitte. – A mimo to w tych samych miastach na spotkaniach w urzędach podawana jest woda w butelkach, a pracownikom administracji gwarantuje się dostęp do wody pitnej z dużych baniaków – dodaje. W Poznaniu chce to zmienić Komisja Dialogu Obywatelskiego, działająca przy wydziale kształtowania i ochrony środowiska tamtejszego magistratu. Jak podał kilka dni temu „Głos Wielkopolski”, przewodniczący KDO Wiesław Rygielski zwrócił uwagę prezydenta Jacka Jaśkowiaka na to, że Urząd Miasta od lat nakłania poznaniaków do picia kranówki, jednak w urzędzie radni, goście i klienci otrzymują do picia wodę mineralną czy stołową w jednorazowych butelkach PET lub z 19-litrowych dystrybutorów. Z wody w karafkach korzystają od niedawna rajcy z Łodzi, Mrągowa i urzędnicy w Wałbrzychu. – Od trzech, czterech lat nie ma u nas wody w butelkach. W biurach stoją szklanki i dzbanek, a w nim nasza zdrowa kranówka – zapewnia Roman Szełemej. Przyznaje, że dla petentów pozostaną baniaki z wodą, ale wielorazowego użytku i bez plastikowych kubeczków. – Zastąpimy je tekturowymi odpowiednikami – mówi. Także Legnica przestawia się na trwałe zamienniki. – Nasz Urząd Miasta stara się stopniowo wyeliminować jednorazowe plastikowe butelki na napoje i wprowadzić alternatywne rozwiązania proekologiczne – informuje Arkadiusz Rodak z Legnicy. Przyznaje jednak, że na większe zmiany potrzeba czasu. – Nadal wiążą nas zawarte wcześniej umowy z firmami, które trzeba będzie renegocjować – dodaje. Do ograniczenia plastiku legnicki urząd nakłania też miejskie instytucje. – Zachęcamy je np. do zastąpienia plastikowych kubeczków przy dystrybutorach ekologicznymi, wprowadzenia szklanej, butelkowanej wody zamiast tej w plastiku, używania dzbanków z filtrami czy chociażby zamawiania cateringu w ramach organizacji wydarzeń z porcelanową zastawą – wylicza nasz rozmówca. Ale również tu nic nie stanie się od razu. – Wszystko to wymaga ewaluacji strategii działania – mówi rzecznik prezydenta Legnicy. Na wielorazowe kubki, wzorem klubów sportowych Borussii Dortmund i Bayernu Monachium, stawia od dwóch lat rybnicki Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Według kierownictwa ośrodka, dzięki temu nie tylko zmniejsza się ilość śmieci podczas imprezy masowej, lecz także można wspomóc finansowo miejscowy klub żużlowy. Proekologiczny system ekokubka wprowadzają też na swoich imprezach Arena Gliwice i Arena Zabrze. System sprawdza się od lat na największych festiwalach muzycznych w Polsce.
Ale co innego zachęcanie, a co innego nakazywanie. W Wałbrzychu od 1 maja będzie całkowity zakaz używania jednorazowych plastikowych opakowań oraz naczyń i sztućców w instytucjach miejskich, a także na imprezach organizowanych przez miasto. To decyzja prezydenta. Podobnie może być w krakowskim magistracie i innych miejskich instytucjach stolicy Małopolski. Chce tego klub Koalicji Obywatelskiej. W ramach akcji „Kraków bez plastiku” radni proponują też, by korzystać tylko z takiego cateringu, który nie serwuje poczęstunku na plastikowych naczyniach, i by dokonać przeglądu dostawców towarów do urzędów miejskich oraz, w miarę możliwości, wybrać z nich tylko tych, którzy stosują ekologiczne opakowania. Prawnicy przestrzegają jednak, że dopóki do krajowego porządku prawnego nie zostanie wprowadzona ustawa powiązana z unijną dyrektywą, dopóty jednostki samorządu terytorialnego nie mają prawa do wprowadzania na swoim terenie nakazów, zakazów czy innych regulacji o charakterze powszechnie obowiązującym. Może to bowiem zostać zakwestionowane przez organy nadzoru (patrz opinia Magdaleny Niziołek).
Klauzule w umowach
Ale jak się okazuje, niektóre samorządy nie poprzestają na happeningach i działaniach promocyjnych. Prezydent Wałbrzycha planuje wprowadzić zakaz stosowania przedmiotów jednorazowego użytku wykonanych z plastiku nie tylko w urzędzie i instytucjach miejskich, ale i na imprezach masowych współfinansowanych przez miasto. – Wykorzystamy tę uprzywilejowaną pozycję, że w codziennym życiu samorząd jest najpoważniejszym partnerem, mecenasem większości imprez – mówi prezydent Roman Szełemej (patrz wywiad). W jaki sposób samorząd chce to zrobić? Przez umieszczanie w umowach z partnerami klauzuli, że podczas imprezy nie będą wykorzystywali plastikowych elementów, takich jak kubki, talerzyki, słomki, sztućce itp. Takie umowy są dziś podpisywane z przedsiębiorcami, którzy chcą świadczyć usługi podczas Festiwalu Kwiatów i Sztuki na zamku Książ. Ale to dopiero początek, bo jak mówi nam prezydent Wałbrzycha, warunek ograniczania plastiku miasto będzie wpisywać także w innych umowach.
opinia eksperta
Dyrektywa UE nie upoważnia gmin do podejmowania uchwał, muszą czekać na krajowe przepisy
dr Magdalena Niziołek radca prawny
W art. 17 projektu dyrektywy UE w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko zawarto obowiązek dla państw członkowskich Unii do wprowadzenia w życie przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych niezbędnych do wykonania przedmiotowej dyrektywy. W dokumencie tym brak jest jakichkolwiek bezpośrednich upoważnień dla jednostek samorządu terytorialnego do uchwalania przepisów prawa miejscowego dotyczącego materii uregulowanej tą dyrektywą.
Tymczasem art. 7 Konstytucji RP stanowi, że JST działają na podstawie i w granicach prawa i nie mają prawa do samoistnego, czyli nieposiadającego umocowania w normie ustawowej, ukształtowania podstaw prawnych własnego działania. Materialnoprawna podstawa do działania rad i sejmików w zakresie stanowienia aktów prawa miejscowego musi wynikać wprost z zapisów ustawy (delegacji ustawowej).
Z kolei art. 94 Konstytucji RP wskazuje, że organy samorządu terytorialnego i organy administracji rządowej ustanawiają akty prawa miejscowego na podstawie i w granicach upoważnień zawartych w ustawie, przy czym ustawa określa zasady i tryb ich wydawania. W literaturze podnosi się, że ten artykuł należy rozumieć szeroko i również międzynarodowa umowa ratyfikowana (a nie tylko akt rangi ustawowej) może zawierać upoważnienie do stanowienia aktów prawa miejscowego przez jednostki samorządu terytorialnego (Por. D. Dąbek, „Prawo miejscowe”, Warszawa 2007, s. 89 i nast.).
W orzecznictwie i doktrynie podkreśla się, że w hierarchii źródeł prawa akty prawa miejscowego zajmują pozycję zależną, gdyż są uwarunkowane normami zawartymi w aktach prawnych wyższego rzędu. Upoważnienie ustawowe musi być przy tym wyraźne, nie jest bowiem dopuszczalne domniemywanie kompetencji prawodawczych JST (por. np. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie z 12 stycznia 2016 r., sygn. akt II SA/Ol 1269/15 oraz wyrok WSA w Lublinie z 18 maja 2016 r., sygn. akt II SA/Lu 200/16, a także D. Dąbek, op. cit., s. 86 i nast.). Konsekwencję i rozwinięcie art. 94 Konstytucji RP stanowi art. 40 ustawy z 8 marca o samorządzie gminy (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 506; dalej: u.s.g.), analogiczne przepisy zawierają też ustawy o samorządzie powiatowym i wojewódzkim.
Upoważnienie do stanowienia aktów prawa miejscowego może przybrać postać delegacji szczególnej albo generalnej. Na podstawie delegacji szczególnej stanowione są akty prawa miejscowego o charakterze wykonawczym w stosunku do ustaw (art. 40 ust. 1 u.s.g.), na podstawie zaś delegacji ogólnej – akty porządkowe i ustrojowo-organizacyjne (art. 40 ust. 2 i ust. 3 u.s.g.). Przy czym przepisy porządkowe są szczególną kategorią aktów prawa miejscowego, gdyż określone w art. 40 ust. 3 u.s.g. kompetencje rady gminy mogą być wykorzystywane jedynie w wyjątkowych okolicznościach (takich jak ochrona życia, zdrowia obywateli oraz dla zapewnienia porządku, spokoju i bezpieczeństwa publicznego), gdy nie jest możliwa skuteczna ochrona tych dóbr na gruncie istniejących unormowań ustawowych lub innych przepisów powszechnie obowiązujących (istnieje swoista luka prawna w danym zakresie).
Biorąc powyższą analizę pod uwagę, dopóki do krajowego porządku prawnego nie zostanie wprowadzona ustawa stanowiąca wykonanie obowiązków nałożonych w dyrektywie „plastikowej” na państwa członkowskie UE, dopóty organy uchwałodawcze JST nie mają prawnych możliwości wprowadzania na swoim terenie nakazów, zakazów czy innych regulacji o charakterze powszechnie obowiązującym w zakresie uregulowanym w przedmiotowej dyrektywie. Uchwała podjęta bez wyraźnego upoważnienia ustawowego może więc zostać zakwestionowana przez organy nadzoru. JST mogą natomiast przeprowadzać różnego rodzaju akcje ekologiczne, promujące ograniczanie używanie plastikowych wyrobów jednorazowych. ©℗
– Stosowanie zielonych zamienników ma szczególnie istotną rolę w wypadku pozyskiwania wykonawców usług cateringowych czy obsługujących wydarzenia masowe – przyznaje Bartłomiej Kozek. Dlaczego? Takie firmy wytwarzają mniej plastikowych odpadów, które potem zalegają na lokalnych wysypiskach. Wprowadzając klauzule, miasto może więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zgadza się z tym Artur Wawryło z Kancelarii Zamówień Publicznych. – Takie ekologiczne zamówienia z pewnością przekładają się bezpośrednio na ilość generowanych odpadów plastikowych i kosztów ich utylizacji – mówi. Wskazuje też na ich pozytywny wpływ – wymuszanie na wykonawcach korzystania z tworzyw alternatywnych do plastiku oraz kształtowanie świadomości ekologicznej beneficjentów końcowych zamówień (patrz opinia Artura Wawryły).
Wpływanie na branżę
Tylko jak egzekwować warunki zapisane w umowach? – Zakładam dobrą wolę, daję kredyt zaufania – mówi prezydent Wałbrzycha. Nie przewiduje budowania systemu kontroli i nalotów urzędników na miejskie imprezy. Ale straszak jest – w razie uzyskania informacji, że ktoś nie zastąpił opakowań plastikowych ekologicznymi, mimo że miał taki obowiązek, miasto może zażądać zwrotu dofinansowania do wydarzenia albo przy jego kolejnej edycji odmówić organizatorom wsparcia. Możliwości karania za brak ekologicznych postaw samorządy jednak nie mają. – Chyba że chodziłoby o to, że najpierw jest zamówienie z wymogiem minimalizacji plastiku, po czym wykonawca zalewa wszystkich plastikowymi sztućcami. Wtedy można mówić o niewywiązaniu się z umowy – mówi Bartłomiej Kozek. Dodaje, że przy konsekwentnym stosowaniu ograniczeń niejako karane mogą być firmy, które nie oferują alternatyw dla tworzyw sztucznych.
opinie ekspertów
Jednostki samorządu terytorialnego mają jedynie miękkie narzędzia
Daniel Chojnacki radca prawny w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka
W przepisach dotyczących zapobiegania powstawaniu odpadów trudno zidentyfikować postanowienia, które dawałyby organom samorządowym twarde uprawnienia do ograniczenia użytkowania plastiku. Mają jedynie instrumenty, które można określić jako miękkie. Do nich można zaliczyć działania organizacyjne, promowanie zielonych zamówień publicznych, prowadzenie kampanii społecznych i edukacyjnych oraz dobrowolne porozumienia z przedstawicielami branży. Informacje prasowe dotyczące działań podejmowanych przez poszczególne samorządy te spostrzeżenia potwierdzają, np. Wałbrzych ogranicza użytkowanie plastiku przez działania organizacyjne dotyczące funkcjonowania jednostek podległych prezydentowi, a warszawska dzielnica Ochota zachęca przedsiębiorców do ograniczenia plastikowych przedmiotów lub opakowań. Innymi słowy, w obecnym stanie prawnym podejmowanie działań mających na celu ograniczenie powstawania odpadów plastikowych wymaga dzisiaj nie tyle kroków prawnych, co organizacyjnych. Wydaje się zatem, że dotychczasowe ramy prawne zapobiegania powstawaniu odpadów plastikowych, istniejące zarówno na poziomie unijnym, jak i polskim, były niewystarczające. Na poziomie UE zdecydowaną odpowiedzią prawodawcy są prace nad przyjęciem dyrektywy dotyczącej wyrobów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych. Jej implementacja do prawa polskiego powinna być zatem skorelowana nie tyle z przyjmowaniem dalej idących regulacji prawnych (bo te powinny być uznane za wystarczające), ile z podejmowaniem na szczeblu rządowym i samorządowym efektywnych działań ograniczających powstawanie odpadów przez np. ogólnopolskie kampanie informacyjne i edukacyjne, dobre praktyki w zakresie stosowania zielonych zamówień publicznych czy w zakresie wykorzystywania infrastruktury samorządowej (np. obowiązki nakładane na najemców lokali gminnych).©℗
Wykonawcy szybko dostosują się do nowych wymagań
Artur Wawryło Kancelaria Zamówień Publicznych
Nic nie stoi na przeszkodzie, by organizując eventy miejskie, nie dopuszczać do realizacji zamówienia z użyciem naczyń czy sztućców jednorazowych. Tego typu zamówienia ekologiczne przekładają się bezpośrednio na ilość generowanych odpadów plastikowych i koszt ich utylizacji. Mają też pozytywny wpływ na kształtowanie świadomości ekologicznej beneficjentów końcowych takich zamówień i są lepiej postrzegane przez odbiorców.
Zamówienia tego typu zapewne będą generować dodatkowe koszty (względnie są inaczej liczone niż dotychczas), co na pewno należy uwzględniać przy szacowaniu wartości zamówień i w zaplanowanych na ten cel budżetach. Czy mogą przyczynić się do zmniejszenia konkurencyjności zamówień? Być może, ale w niewielkim stopniu i raczej na samym początku upowszechniania się takiego trendu na rynku. Bo wykonawcy z pewnością szybko dostosują się do nowych wymagań. W przypadku niektórych zamawiających, np. szpitali, do rozważenia pozostanie kwestia przejścia na własne wyposażenie i zastawę, co oczywiście generuje koszty nie tylko związane z ich zakupem, lecz także z myciem.
Z punktu widzenia wykonawców nowe wymagania to konieczność poszukiwania innych podwykonawców i producentów. Kwestią czasu jest bowiem, kiedy dotychczas akceptowane plastikowe naczynia i sztućce nie będą już mogły być oferowane w przetargach. Potrzebna też będzie inna kalkulacja kosztów.
Wymagania zamawiających odnośnie do stosowanych naczyń czy sztućców nie będą mogły być skutecznie kwestionowane przez wykonawców. Znaczna część tych zamówień (cateringowe, restauracyjne, bufetowe, organizacji imprez itp.) to zamówienia społeczne o wartościach do 750 000 euro, to zaś oznacza, że w ograniczonym zakresie stosuje się do nich przepisy o zamówieniach publicznych. Wykonawcy nie mogą skutecznie wnosić odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej, także w kwestii wymagań dotyczących opisu przedmiotu zamówienia. Ale nawet gdyby wartość zamówienia przekraczała progi unijne, to kwestionowanie proekologicznego wymagania zamawiającego w KIO by się nie udało. Zgodnie z art. 29 ust. 4 ustawy z 29 stycznia 2004 r. ‒ Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1986 ze zm.) zamawiający może bowiem określić w opisie przedmiotu zamówienia wymagania związane z realizacją zamówienia, które mogą obejmować aspekty środowiskowe.
Odnosząc się do sposobu, w jaki zamawiający mógłby określać swoje oczekiwania odnośnie do materiałów, z jakich mają być wykonane np. opakowania czy sztućce, teoretycznie można wyobrazić sobie dwa narzędzia:
• element wymagany w opisie przedmiotu zamówienia ‒ złożenie oferty z innymi materiałami byłoby podstawą odrzucenia jej,
• kryterium oceny ofert ‒ co prawda, można byłoby nadal oferować asortyment jednorazowy, jednak wykonawca taki uzyskiwałby mniejszą liczbę punktów w ramach kryteriów.
Wydaje się, że tylko pierwszy ze środków gwarantuje oczekiwany efekt, bo drugi z pewnością powodowałby nieporównywalność ofert i nadal utrwalałby stosowanie tańszych nieekologicznych materiałów. ©℗
Roman Szałemej wie, że presja, którą jako prezydent może wywierać na urzędników czy partnerów miasta, nie musi działać na przedsiębiorców. – Nikomu nie mogę zakazać sprzedaży plastikowych opakowań – przyznaje. Na razie nie planuje też żadnych zachęt podatkowych dla tych firm, które będą ograniczać plastik. Ale promowanie właściwych postaw i zachęcanie do kupowania w sklepie, który stosuje ekologiczne zamienniki opakowań – już wchodzi w grę.
Co może zrobić miasto, by zmieniać nawyki mieszkańców. Na przykładzie Legnicy ©℗
▶ organizować happeningi zwracające uwagę na problem zaśmiecenia plastikiem (budowa instalacji, falshmoby)
▶ przeprowadzać warsztaty z upcyklingu, zajęcia dla uczniów i przedszkolaków prowadzone przez specjalistów z zakresu edukacji ekologicznej, szkolenia dla nauczycieli i urzędników
▶ inicjować akcje edukacyjne podczas imprez miejskich,
▶ organizować konkursy ekologiczne
▶ tworzyć społeczność „antyplastikową” dzięki profilom utworzonym w mediach społecznościowych
▶ dostarczać wiedzy przez stworzenie edukacyjnej podstrony na portalu miejskim
▶ produkować filmy instruktażowe, edukacyjne i promocyjne
▶ zapewnić promocję w outdorze: plakaty na przystankach autobusowych, bilbordy, ulotki i broszury edukacyjne dystrybuowane do skrzynek mieszkańców, instytucji, szkół, firm, podczas organizowanych wydarzeń
▶ podejmować działania społeczne integrujące mieszkańców oraz współdziałać z instytucjami kultury, stowarzyszeniami, szkołami itp.
▶ włączać do akcji lokalną gastronomię
Także w Legnicy nastawiają się nie na restrykcje, a na współpracę z przedsiębiorcami. Każda firma, która dołączy do akcji „Zrywam z plastikiem”, może liczyć na pakiet promocyjny, czyli m.in. na relację o jej działaniach w mediach, umieszczenie loga oraz informacji o lokalu (chodzi np. o gastronomię) w materiałach internetowych miasta, dostarczenie materiałów promocyjnych i możliwość przyłączenia się do ekologicznych i prozdrowotnych imprez miejskich. W planach jest stworzenie trasy turystycznej lokali działających w duchu zero waste (zero marnowania). Na razie do akcji włączył się pierwszy lokal gastronomiczny. – Ale udział w niej może wziąć każdy, kto zadeklaruje ograniczenie zużycia jednorazówek i podejmie wybrane działania – mówi rzecznik prezydenta Legnicy. Jakie? Na przykład umożliwi sprzedaż napoju na wynos, w kubku wielokrotnego użycia przyniesionym przez klienta i dodatkowo da mu za to rabat albo wystawi w lokalu karafki z darmową kranówką. ©℗
Łatwo pójść o jeden krok za daleko
Eksperci nie podzielają w pełni optymizmu gmin przy wcześniejszym wprowadzaniu dyrektywy słomkowej. Zwracają uwagę także na negatywne efekty, które może to przynieść samorządom. I pokazują, że prawdziwy ekologiczny problem tkwi u nas wciąż gdzie indziej – we wciąż szwankującej segregacji
To, co w tej chwili próbują robić samorządy w zakresie ograniczania ilości plastiku, to trochę jak bieganie boso po śniegu, ale za to w czapce i szaliku – mówi obrazowo dr Jacek Pietrzyk z opolskiej spółki Atmoterm SA zajmującej się doradztwem w zakresie ochrony środowiska. Problemem, według eksperta, jest bowiem nie tyle samo zaniechanie stosowania jednorazowych wyrobów plastikowych, ile ich zbieranie w taki sposób, by dało się go później ponownie przetworzyć. Jeśli więc mamy np. zorganizować catering dla 500 osób, to powinniśmy rozważyć, co rzeczywiście jest bardziej ekologiczne – przywiezienie małym dostawczym samochodem lekkiej plastikowej zastawy i sztućców, odrębne zebranie ich po imprezie i przekazanie do recyklingu czy przywiezienie ciężarówką porcelany i stalowych sztućców, a następnie ich mycie.
Koszty, koszty, koszty
A zastosowanie lżejszych ekologicznych, jednorazowych zamienników, np. drewna? ‒ Drewno to też odpad i musi zostać selektywnie zebrane, by posłużyć np. do wytworzenia pelletu – zwraca uwagę Pietrzyk. A zastawa papierowa? Z nią też jest problem, bo w samym papierze nie da się choćby trzymać napojów, a jeśli się doda nawet niewielką ilość innego tworzywa, to z recyklingiem tego typu odpadów też będzie problem. – Tak jak z ekologicznymi długopisami. Są wykonane z papieru, ale mają dwie plastikowe końcówki. Fachowcy od recyklingu mówią, że lepiej, by całe zostały wykonane z plastiku. To potem się je zmieli i jest granulat – wskazuje Pietrzyk. Ponadto większe zainteresowanie wyrobami z drewna oznacza większy wyrąb lasów, a to dla przyrody też niedobrze. Potrawa w chlebku lub innym jadalnym opakowaniu? To z kolei promowanie wyrzucania żywności, bo raczej nikt nie zje takiego pojemnika. – To, co się wydaje pseudoekologom ekologiczne, z punktu widzenia technologicznego ekologią nie jest. Jeżeli już wybierać biodegradowalne plastiki, to trzeba z kolei zwrócić uwagę na to, by były również kompostowalne ‒ przekonuje nasz rozmówca. – Żeby na polski rynek nie trafiały np. ekotorby tylko z pozoru ekologiczne.
Pytani przez nas eksperci zwracają też uwagę, że stosowanie ekologicznych rozwiązań, np. tworzyw podlegających biodegradacji, jest bardzo kosztowne – może się ono okazać nie do przyjęcia lub zniechęcić do organizacji imprezy w danym miejscu. To, że nie będzie plastikowych kubków czy sztućców na festynie, może być strzałem w kolano, bo bardzo podroży imprezę. Może się też okazać, że jakiś wykonawca nie wybierze naszej gminy, a sąsiednią, bo ma umowę ze sprzedawcą kiełbasek i piwa, a ten sprzedaje je w jednorazówkach. Co w takiej sytuacji robić? Doktor Marek Goleń z warszawskiej SGH ma na to jedną radę – opodatkować jednorazówki. Zadziałać ceną. Czyli opodatkować jednorazówki tak wysoko, żeby ludziom ich stosowanie się nie opłacało (patrz opinia).
!Eksperci zwracają uwagę, że stosowanie ekologicznych rozwiązań, np. tworzyw podlegających biodegradacji, jest bardzo kosztowne. Może się okazać nie do przyjęcia lub zniechęcić do organizacji jakiejś imprezy w danym miejscu.
Z kolejnym pomysłem wychodzi Paweł Głuszyński, ekspert Towarzystwa na rzecz Ziemi. – Przede wszystkim sąsiednie gminy powinny mieć zbieżną strategię odpadową – uważa. – Żeby nie było tak, że to, co jest dozwolone w jednej gminie, w drugiej jest zakazane, bo ludzie nie wiedzą wtedy, jak postępować. A samorządy przyzwyczaiły się, że tylko wystawiają kubeł czy wręczają worek Kowalskiemu i na tym koniec – mówi Paweł Głuszyński. – Tak to nie działa. Trzeba się do tego przyłożyć. Mieszkańcy powinni mieć informację, że to ma to sens. Ekspert mówi, że najlepiej działa tu znany w Europie od lat system PAYT, czyli płacisz tyle, ile wytwarzasz. Języczkiem u wagi są przy tym odpady zmieszane. W ramach ogólnie obowiązującej opłaty śmieciowej jest przyjmowana tylko określona ilość śmieci, za resztę trzeba dopłacić. Dodaje przy tym, że selektywna zbiórka musi być obowiązkiem, tak jak chce to wprowadzić rząd przy zmianie przepisów o czystości i porządku. Podobnego zdania jest też Krzysztof Kawczyński z Krajowej Izby Gospodarczej. – Gminy powinny zacząć sensownie rozmawiać z mieszkańcami, wynajmując do tego osoby znające się na rzeczy. – Chodzi o to, żeby szedł spójny, jednorodny przekaz do mieszkańców – unikać odpadów, z głową kupować, nie produkować niepotrzebnie śmieci. Oczywiście trzeba uwzględniać, czy jest to gmina miejska, czy wiejska, bo pewne odmienności przy tym są. Ale przekaz musi być taki: Będziemy lepiej segregować, używać mniej jedno razówek, będziemy w efekcie ponosić niższe koszty. Ekspert zwraca jednak uwagę, że najpierw musimy dojść do realnego poziomu tych kosztów i dopiero od niego wyliczać oszczędności. I też jest zdania, że za nadmiar odpadów trzeba dopłacać. Choć przyznaje, że na początek nie było lepszego systemu niż opłata od osoby. Ale w momencie, gdy system zostanie uszczelniony, każdy powinien płacić rachunek za wytworzone przez siebie śmieci. – Jestem przekonany, że za 2‒3 lata wejdzie system wagowy – przekonuje ekspert KIG – podjedzie śmieciarka, zważy odpady selektywnie zebrane, dostaniemy kwit jak z kasy fiskalnej i zostaniemy obciążeni opłatą wynikającą z tych kwitów.
– Moim zdaniem znacznie lepszym przekazem od gminy, mówiącym, że należy ograniczać ilość plastiku, byłoby rozdawanie trwałych pojemników na odpady, a nie jednorazowych worków. To są oszczędności w użytkowaniu plastiku idące w tysiące, jak nie dziesiątki tysięcy ton – mówi z kolei Jacek Pietrzyk. Dziś realnie wartość żółtego worka na recyklingowane plastiki może przekraczać wartość jego zawartości. Więc to, co dzisiaj zgodnie z przepisami gmina mogłaby zrobić, to jest rozdanie pojemników na poszczególne rodzaje odpadów zamiast worków. Byłoby i bardziej ekologicznie, i w efekcie taniej. A jednocześnie byłby komunikat do mieszkańców: nie korzystajcie z jednorazowych wyrobów.
opinia eksperta
Zamiast zakazów lepszy podatek
dr Marek Goleń adiunkt w warszawskiej SGH, kierownik zespołu gospodarki odpadami komunalnymi w Urzędzie m.st. Warszawy
Czytałem, że są w Polsce miasta, które już podejmują akcję eliminowania jednorazowych wyrobów plastikowych. Moim zdaniem jednak same wiele nie zdziałają. To, że zapiszą to np. w regulaminie czystości i porządku w gminie czy przyjmą intencyjną uchwałę, to bardziej działania wizerunkowe niż konkrety. Takie działania będą u nas nieskuteczne. Powinny to być działania odgórne, podjęte centralnie. Choć i centralnie podejmowane działania nie zawsze się sprawdzają. Przykładem jest opodatkowanie jednorazowych toreb foliowych. Dlatego, że opłaty zostały nałożone tylko na torby o pewnej grubości. Moim zdaniem regulator powinien nałożyć podatek na wszystkie torby plastikowe niezależnie od ich grubości czy zastosowania.
To zresztą ma wpływ na selektywną zbiórkę, zwłaszcza bioodpadów. Ma ona tylko wtedy sens, kiedy opakowania bioodpadów również ulegają biodegradacji. Jeżeli bioodpady są wkładane do pojemników w foliówkach, to nie da się ich odseparować w 100 proc. – zawsze zostają drobiny po maszynowym rozrywaniu worków. Czyli polietylen znajdzie się finalnie w kompoście. A to uniemożliwia stosowanie w rolnictwie. Czyli po przetwarzaniu otrzymamy nie kompost, ale odpad, którego nie da się zastosować. By to zmienić, należałoby dawać mieszkańcom opakowania do bioodpadów ulegające biodegradacji, np. papierowe czy kompostowalne foliówki, na które jest norma europejska (EN13432). Pytanie tylko, czy norma nie zostanie ominięta przy stosowaniu woreczków w praktyce. Jeżeli dalibyśmy opakowanie kompostowalne, to moglibyśmy zmniejszyć zużycie plastiku. Ponieważ różnica w cenie między foliówką plastikową a kompostowalną jest gigantyczna, to trzeba ją wyrównać. Właśnie podatkiem. Uważam też, że takie torebki powinny się znaleźć także w handlu detalicznym zamiast zwykłych. I taka torebka powinna właśnie trafić do kompostu, a nie do plastiku. Bo w odpadach plastikowych będzie stanowiła zanieczyszczenie. Drugim ważnym elementem jest dobre oznakowanie – żeby pracownik, który odbiera odpady, mógł je łatwo zidentyfikować. I to da efekt w samorządach, spowoduje, ze zagospodarowanie odpadów będzie i lepsze, i tańsze.
Podobnie wysoko opodatkowane powinny być inne produkty jednorazowe – sztućce, naczynia czy nawet słuchawki rozdawane w muzeach. Jeśli kogoś na to stać, niech kupuje, ale rozwiązania bardziej ekologiczne nie mogą być droższe. Dlatego dla innych jedno razówek należałoby także wprowadzić podatek. Bo uważam, że same zakazy działają słabo i ten wynikający z dyrektywy także może nie wystarczyć.©℗
Not. ZJ
W dużych miastach już osiągamy poziom odpadów taki, jak w Europie Zachodniej. – Należałoby więc ludzi zachęcać do redukcji śmieci różnymi działaniami. Ale edukacja szwankuje. Poziom i jakość selektywnej zbiórki są złe i znaczna część odpadów nie trafia do recyklingu. A te, które są biodegradowalne, mieszkańcy pakują w plastikowe worki. W ten sposób kompost przestaje się nadawać dla rolnictwa, czyli faktycznie po przeróbce staje się ponownie odpadem – zauważa Paweł Głuszyński. Z tymi nawykami trzeba walczyć i z takim przekazem do mieszkańców wychodzić.
Baz pomocy rządu ani rusz
Wszyscy nasi rozmówcy są zdania, że jeżeli chodzi o jakąkolwiek regulację na rynku odpadów komunalnych, to z pomocą musi przyjść rząd. Bo jeśli chodzi o zakazy czy nakazy w tym zakresie, to gminy mają związane ręce. – Również jeśli chodzi o jednorazówki – przypomina Paweł Głuszyński. – I o udział w obiegu wyrobów z materiałów, których nie ma jak przetworzyć – dodaje Krzysztof Kawczyński. – Bez udziału rządu nie da się też opodatkować jedno razówek – uzupełnia Marek Goleń. – Pytaliśmy, czy rząd zamierza się wcześniej zająć tym tematem – mówi Paweł Głuszyński – ale usłyszeliśmy, że nie. Może bardziej należy liczyć na parlament, w którym działa zespół „Zerwij z Plastikiem” – dodaje przedstawiciel organizacji ekologicznej. ©℗
Przedsiębiorcy: to wyrok dla małych firm
Producenci jednorazowych wyrobów plastikowych uważają, że czas, jaki daje im dyrektywa na głębokie zmiany, jest za krótki. Zapowiadają masowe bankructwa, zwłaszcza wśród małych podmiotów
Wszystko wskazuje, że będąca po pierwszym czytaniu w Parlamencie Europejskim dyrektywa plastikowa wywoła prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku wyrobów opakowań i pojemników. Po kieszeni dostaną przede wszystkim przedsiębiorcy – ale nie tylko producenci opakowań, lecz także ci, którzy te jednorazowe wyroby wykorzystują lub sprzedają, m.in. branża spożywcza, sklepy oraz restauracje.
Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska, mówi, że pozornie może się wydawać, iż zakazy proponowane w dyrektywie dotyczą stosunkowo małej grupy wyrobów. Jednak w połączeniu z innymi środkami wprowadzonymi przez dyrektywę – takimi jak konieczność redukcji zużycia jednorazowych butelek i pojemników, rozszerzona odpowiedzialność producenta (w tym obowiązek partycypacji w kosztach sprzątania odpadów i obowiązki edukacyjne) – wywrą niewyobrażalnie wielki wpływ na działalność sektora tworzyw sztucznych.
Największa zawierucha czeka małych przedsiębiorców. A tych jest najwięcej.
– To głównie małe firmy specjalizują się w tworzeniu tych produktów, które mają być zakazane. W związku z tym mogą mieć poważny kłopot z kontynuowaniem swojej działalności – mówi Kazimierz Borkowski.
– To delikatnie powiedziane. Dla przedsiębiorstw z sektora MSP może to po prostu oznaczać koniec biznesu. Duża ich część w 2021 r. zamknie go – wskazuje Magdalena Dziczek, dyrektor biura zarządu Związku Pracodawców Przemysłu Opakowań i Produktów z Opakowaniach EKO-PAK. Ekspertka przyznaje, że wymiana linii produkcyjnych jest oczywiście możliwa, ale mało który mały lub średni biznes będzie miał odpowiednie fundusze na takie drastyczne zmiany. Zwłaszcza że odbiorcy będą stopniowo zmniejszać zapotrzebowanie na produkty z tworzyw sztucznych.
Powyższe obawy potwierdza Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych. – Dyrektywa uderzy szczególnie w małe i średnie przedsiębiorstwa. Niewątpliwie będzie to poważny problem dla tych firm, które zajmują się w większości produkcją takich wyrobów, jak np. talerze, sztućce, kubki. Wielu przedsiębiorców może tego nie przetrwać – wskazuje.
Zaskoczeni tempem prac
Wacław Wasiak, dyrektor Polskiej Izby Opakowań, przyznaje, że polscy przedsiębiorcy są przerażeni szybkim procedowaniem unijnej dyrektywy. Największym problemem jest dla nich nie tyle kierunek proponowanych zmian, ile narzucane tempo. Wiele produktów, takich jak jednorazowe kubki, talerze, słomki, patyczki, musi zniknąć z rynku już w 2021 r. Większość producentów jest kompletnie na to nieprzygotowana.
– Możemy wskazać naprawdę pojedyncze przykłady producentów, którzy już teraz sobie poradzili i słysząc o trwających pracach nad dyrektywą, przestawili swoją produkcję. Inni często liczą na to, że jakoś sobie poradzą, bo to, co nie trafi na rynek polski, wyeksportują na rynki Azji czy Bliskiego Wschodu. Tam zapotrzebowanie wciąż jest ogromne. Jeszcze inni dopiero się zastanawiają, jak przestawić produkcję, co nie jest jednak proste, bo przede wszystkim wymaga nakładów – opowiada Wacław Wasiak.
Unia nie odrobiła lekcji
Kazimierz Borkowski zauważa, że stosunkowo szybkie tempo procedowania dyrektywy spowodowało, że pobieżne potraktowano np. analizę potencjalnych skutków wprowadzenia nowej legislacji. Nie zostały właściwie przeanalizowane i wskazane alternatywne dla plastikowych jednorazówek wyroby z innych materiałów. Nie zbadano także, w jakim kierunku miałby zmieniać się obszary życia, których dyrektywa dotyka. Mowa np. o modelu konsumpcji, zmianie systemów zaopatrzenia w żywność poprzez catering, zamówienia żywności na wynos czy dostawy gotowych dań.
– Proponowane w dyrektywie terminy nie dają przedsiębiorcom szans na transformację. Mało kto się spodziewał, że unijne regulacje tak szybko pójdą w tym kierunku. Są tacy, którzy jeszcze trzy lata temu dostawali unijne fundusze na rozbudowę zakładów – mówi ekspert. – Niedługo te maszyny będzie można jedynie przerobić (co jest kosztowne i nie zawsze wykonalne) albo oddać na złom.
Bankructwo zagląda w oczy
Robert Szyman nie dziwi się zatem, że wielu przedsiębiorców dziś jest rozgoryczonych. Nowe regulacje mogą doprowadzić do bankructwa niejednej firmy, i to z przyczyn przez nie niezawinionych. W szczególności będą rozczarowani ci, którzy jeszcze niedawno dostali dotację z UE na rozwój swojej działalności, a teraz się okazuje, że niedługo ich produkty nie będą mogły wejść na rynek.
W takiej sytuacji jest Andrzej Bittner, prezes i właściciel Bittner Packaging z Ożarowa Mazowieckiego, jednego z największych polskich producentów plastikowych naczyń jednorazowych. W związku z kierunkiem prac nad unijną dyrektywą musiał on zrezygnować z przyznanej dotacji na zakup trzech nowych maszyn.
Jak świat walczy z problemem? ©℗
Niektóre państwa podejmują próby ograniczenia użycia jednorazowych produktów wykonanych z plastiku
estonia Od października 2019 r. w Tallinie podczas imprez publicznych będzie zakazane używanie jednorazowych naczyń wykonanych z tworzyw sztucznych i plastikowych sztućców. Zamiast nich mają być użyte produkty z biodegradowalnych czy kompostowalnych tworzyw. Ponadto lokalne władze chcą, aby organizatorzy wydarzeń zapewnili odpowiednie sortowanie odpadów oraz w stosowny sposób oznaczyli pojemniki na nie.
wielka brytania Od 2018 r. podczas oficjalnych spotkań w Pałacu Buckingham woda serwowana jest wyłącznie w szklanych opakowaniach. Ponadto ze wszystkich lokali (kawiarni i restauracji) w królewskich rezydencjach wycofano plastikowe słomki. Stołówki dla personelu korzystają z porcelanowych talerzy, szklanek i nadających się do recyklingu papierowych kubków oraz zapewnią kompostowalne opakowania na potrawy na wynos. Towary i materiały przewożone między królewskimi rezydencjami są wysyłane w opakowaniach wielokrotnego użytku.
usa W USA stany Hawaje i Kalifornia definitywnie zakazały używania jednorazowych toreb plastikowych – mają one zniknąć z obrotu do 2020 r. W 2015 r. w Kalifornii zakazano wprowadzania środków do pielęgnacji z plastikowymi mikrogranulkami. Natomiast w grudniu 2015 r. zatwierdzono ustawę zakazującą stosowania mikroperełek we wszystkich środkach higienicznych. Produkcja artykułów zawierających drobinki plastiku została zakazana w lipcu 2017 r., a sprzedaż detaliczna – od połowy 2018 r.
kenia W 2017 r. w Kenii wprowadzono restrykcyjne przepisy, zgodnie z którymi każdemu, kto zajmuje się produkcją, sprzedażą lub importem plastikowych toreb, grozi kara grzywny w wysokości do 19 tys. dol. USA lub 4 lata więzienia.
chiny Pełny zakaz plastikowych toreb został przyjęty w 2008 r. – i od tej pory tego rodzaju odpady ograniczono o 60–80 proc., co oznacza o ok. 40 mld plastikowych toreb mniej.
indie W Indiach, gdzie szacuje się, że rocznie ok. 1000 krów umiera z powodu spożycia plastiku, zakaz stosowania plastikowych toreb obowiązuje od 2002 r.
– Nie odbyło się to bezboleśnie, bo firma konsultingowa wzięła 100 tys. zł za pomoc przy uzyskiwaniu dotacji, a bank prowizję 50 tys. zł za udzielenie ostatecznie anulowanego kredytu. A potem i tak musiałem z własnej kieszeni kupić jedną z maszyn, która miała być dofinansowana. W międzyczasie przygotowaliśmy bowiem tyle materiału do produkcji, że potrzebowaliśmy mieć maszynę, aby wytworzyć produkty. W przeciwnym razie stracilibyśmy jeszcze więcej – opowiada Andrzej Bittner.
Z kolei Magdalena Dziczek wskazuje, że np. opracowanie wymaganych przez dyrektywę zespolonych z opakowaniem zamknięć i wieczek wymaga przygotowania zupełnie nowych rozwiązań i wdrożenia linii technologicznych. To zaś może być praktycznie niemożliwe w wyznaczonym przez dyrektywę czasie. – Od momentu zaprojektowania, przez testy i dopuszczenie zamknięcia do obrotu, po stworzenie linii technologicznych do masowej produkcji może minąć nawet siedem lat. Zmiana nie polega na prostym zastąpieniu jednego elementu innym. Rozwiązanie musi być bezpieczne dla konsumentów i zapewniać określoną trwałość produktowi. To może być szczególny problem w przypadku napojów gazowanych – twierdzi Magdalena Dziczek.
Przestawienie się polskich zakładów będzie o tyle trudne, że dziś produkcja biodegradowalnych i biokompostowalnych tworzyw odbywa się w Polsce na stosunkowo niewielką skalę. Jak wylicza PIO, stanowią one zaledwie ok. 2,3 proc. opakowań z tworzyw sztucznych. Tylko nielicznym przedsiębiorstwom udało się rozwinąć z sukcesem działalność. Nie ulega wątpliwości, że przestawienie produkcji wymaga olbrzymich nakładów i działań przygotowawczych. Konieczny jest zakup nowych technologii, a jeszcze lepiej – opracowanie nowych innowacyjnych materiałów we współpracy z naukowcami. Sęk w tym, że do tej pory wielu producentów nie myślało o rozwijaniu innowacyjnych technologii, z jednego prostego powodu: takie produkty są dużo droższe. A wyroby droższe przegrywają konkurencję z plastikowymi, bo zwyczajnie nie znajdują nabywców.
Nasza izba kilka lat temu była inicjatorem i organizatorem prac badawczych, których celem było zastąpienie warstwy folii z polietylenu ograniczającej migrację szkodliwych substancji (bisfenol A) w opakowaniach żywności z papieru (tektury), powłoką biodegradowalną. Okazało się jednak, że koszt pokrytego tą powłoką papieru jest 3-, 5-krotnie droższy. W ślad za unowocześnieniem technologii zapewne uda się zmniejszyć koszty zamienników tworzyw sztucznych. Wymaga to jednak czasu i nakładów – wspomina Wacław Wasiak.
Eksperci dodają, że trudno żądać od przedsiębiorców, by inwestowali w coś, co zwyczajnie nie znajdzie odbiorców. – Biodegradowalne i biokompostowalne produkty to wciąż jeszcze dzisiaj nisza – zauważają.
Kłopoty z zaopatrzeniem
To tym bardziej niepokojące wobec faktu, że lada moment nisza ma się stać produktem głównego nurtu. Efekt?
– Może się też okazać, że na rynku zabraknie firm, które przygotowują maszyny do produkcji. Popyt może być zatem większy niż podaż na rynku. W takim wypadku będziemy mieli wielki problem i na maszyny będą mogły sobie pozwolić w pierwszej kolejności tylko największe firmy – wskazuje Magdalena Dziczek.
Szansę dla siebie widzą głównie te firmy, które już wcześniej znalazły niszę rynkową i od lat stawiają na produkcję materiałów biodegradowalnych. Tak jak firma Biotrem, która od prawie 30 lat produkuje wyroby ze sprasowanych otrębów pszennych (patrz opinia Małgorzaty Then), wysyłając je z powodzeniem na eksport do kilkudziesięciu krajów świata. A w ich akurat przypadku surowca na rynku jest dostatek.
Jak Don Kichot z wiatrakami
Nie wszyscy producenci są przekonani, czy dyrektywa przyniesie zamierzone przez Komisję Europejską skutki. – Jesteśmy absolutnie za tym, żeby ograniczyć zaśmiecanie środowiska, jednak nie bardzo rozumiemy koncepcje, które ograniczają zużycie tylko niektórych wyrobów z tworzyw sztucznych. Co więc naprawdę chcemy osiągnąć? Czy chodzi o ograniczenie tylko niektórych jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych, czy jednak o ograniczenie zaśmiecania? W efekcie przecież nie chodzi o to, aby w to miejsce pojawiły się inne artykuły, np. ze stali, papieru czy aluminium. Zamiana jednego śmiecia na drugi nie rozwiąże problemów – uważa Robert Szyman. – Ponadto na sprawę należy spojrzeć w szerszej perspektywie. Problem ma wymiar globalny. Zdaję sobie sprawę, że Unia Europejska powinna być liderem ochrony środowiska, jednakże bez skutecznej współpracy i odpowiedniego wsparcia innych regionów świata jej działania będą kroplą w morzu potrzeb i nie uda się osiągnąć zamierzonych efektów. Należy zaważyć, że Unia odpowiada bodajże za 1 proc. zaśmiecenia morskich akwenów, 95 proc. odpadów trafia zaś do oceanów za pośrednictwem 10 azjatyckich i afrykańskich rzek – wskazuje Robert Szyman.
Odbiorcy są zadowoleni. Oficjalnie
Niektóre sieci restauracji oraz sieci handlowe deklarują poparcie dla dyrektywy plastikowej i szumnie chwalą się każdym krokiem w kierunku zmniejszenia ilości odpadów w swoich produktach. Ale zdaniem ekspertów to tylko zasłona dymna
Jeronimo Martins – właściciel sieci sklepów Biedronka – kilka dni temu w rozesłanym do mediów komunikacie prasowym chwalił się, że od ostatniej środy ma w swojej ofercie torbę na zakupy wykonaną z surowców wtórnych.
– Klienci chętnie sięgają po torby wielokrotnego użytku, w ubiegłym roku ich sprzedaż w sklepach naszej sieci zmniejszyła się o prawie 40 proc. – przekonuje Sylwia Krzyżycka, dyrektor ds. ochrony środowiska z Jeronimo Martins Polska SA.
To nie wszystko: spółka informuje, że z niektórych kosmetyków i środków czystości wyeliminowała szkodliwe dla środowiska plastikowe mikrogranulki, a w tabletkach do zmywarek zastosowano rozpuszczalną folię. Są też zmiany mogące być przejawem przygotowywania się do dyrektywy – od marca br. patyczki higieniczne dwóch marek mają główki wykonane w 100 proc. z bawełny, a patyczek jest papierowy, co sprawia, że produkt jest w pełni biodegradowalny. Tylko ich wprowadzenie ograniczy zużycie plastiku w ciągu roku o blisko 334 tony. Redukowane są też ilości plastiku zużywane do jednorazowych opakowań. Dzięki zmniejszonej gramaturze 1,5-litrowej butelki jednej z marek wody udało się w 2017 r. zaoszczędzić ponad 155 ton plastiku. Z kolei zastosowanie lżejszego kubeczka w jogurcie naturalnym sprawiło, że w ubiegłym roku do obiegu trafiło o ponad 9 ton tworzywa sztucznego mniej – wynika ze skrupulatnych wyliczeń sieci dyskontowej.
2,3 proc. taki odsetek opakowań z tworzyw sztucznych stanowią u nas te biodegradowalne
Inni też nie zasypiają gruszek w popiele. Podobne deklaracje składają inne sieci handlowe. Auchan Polska deklaruje wycofanie jednorazowych plastikowych produktów do 2020 r. I chwali się, że już w maju wprowadzi do oferty ekologiczne zamienniki, biodegradowalne jednorazowe słomki i talerzyki, które można wrzucić do brązowego kosza na odpady BIO.
Konkurencja nie zasypia gruszek w popiele
Rękawicę rzuconą przez UE podjął też również Lidl, w którego ofercie pojawią się warzywa i owoce w opakowaniach biodegradowalnych i kompostowalnych przemysłowo. Klienci będą mogli zakupić m.in. BIO ziemniaki, BIO cebulę lub BIO marchew w opakowaniach w pełni nadających się do recyklingu. W ubiegłym roku firma ta ogłosiła, że do 2025 r. ograniczy zużycie plastiku o 20 proc., a wszystkie plastikowe opakowania produktów marek własnych będzie można poddać recyklingowi.
Właściciel sieci sklepów Żabka wdrożył w 2018 r. system zarządzania środowiskowego ISO14001, który potwierdza wypełnianie międzynarodowych standardów w zakresie ochrony środowiska. – Wielu naszych dostawców już w tej chwili dostarcza nam wyroby w opakowaniach w 100 proc. nadających się do recyklingu. Warto dodać, że obecnie odzyskujemy 100 proc. plastiku wprowadzonego do środowiska wraz z naszymi produktami marki własnej. Dodatkowo wdrożyliśmy u franczyzobiorców program ułatwiający selektywną zbiórkę surowców wtórnych po to, by móc dalej poddać je recyklingowi – dowiadujemy się od biura prasowego Żabki.
Gastronomia też nie narzeka
Od dłuższego czasu do dyrektywy przygotowuje się również spółka AmRest, właściciel sieci restauracji KFC. Ze względu na to, że zarządza 9 markami (franczyzowymi i własnymi), pod którymi prowadzi 2100 restauracji na 26 rynkach, jest to dla firmy globalny projekt.
– W tej kwestii współpracujemy z dostawcami opakowań, słomek, sztućców i innych wyrobów z plastiku, których zadaniem jest stworzenie rozwiązań zgodnych z nowymi przepisami, a jednocześnie spełniających standardy jakości produktów wyznaczone przez właścicieli marek. Nowe przepisy są na pewno słusznym krokiem w kierunku ograniczania ilości nieprzetwarzalnych odpadów na naszej planecie. Jednocześnie stanowią ogromne wyzwanie dla wszystkich operatorów w branży, nie tylko pod kątem technologicznym, lecz także w związku z dodatkowymi kosztami, jakie będzie generować ich wdrożenie – przyznają przedstawiciele firmy.
W walkę z jednorazowymi produktami plastikowymi włączył się również McDonald’s. Polski rynek jest jednym z kilkunastu, na których marka testuje rozwiązania mogące zastąpić słomki wykonane z plastiku. Zgodnie z ogłoszoną przez McDonald’s rok temu strategią Scale for Good do 2025 r. wszystkie odpady opakowaniowe z sal jadalnych będą trafiać do recyklingu, a ponadto materiał, z którego opakowania są wykonane, będzie pochodził ze źródeł odnawialnych.
Jednym słowem: wszystkie wielkie koncerny wydają się szczęśliwe.
PR i zasłona dymna?
Wielu ekspertów nie ma wątpliwości, że te oficjalne komentarze o działaniach proekologicznych to tylko zasłona dymna. Ci, którzy z koncernami współpracują, nie kryją, że za kulisami rozpoczyna się nerwowe liczenie kosztów, twarde negocjacje z dostawcami.
44 mld zł to wartość rynku opakowań w naszym kraju
9,2 tys. tylu jest producentów opakowań w Polsce
Z kolei Andrzej Bittner mówi, że już dziś odbiorcy zamawiają znacznie mniej niż dotychczas. – Wielu z nich kupuje towar wystarczający co najwyżej na dwa tygodnie w przód. Wygląda na to, że wszyscy są spanikowani i z zapartym tchem śledzą prace nad dyrektywą plastikową – uważa przedsiębiorca.
Zbigniew Selerowicz w rozmowie z nami ocenia, że to tylko robienie dobrej miny do złej gry. Nawet wielkie koncerny wciąż bowiem nie wiedzą, jak poradzą sobie z drastycznie rosnącymi kosztami zamienników zakazanych w dyrektywie opakowań.
opinia eksperta
To długo oczekiwany krok we właściwą stronę
Małgorzata Then, prezes zarządu spółki Biotrem, produkującej wyroby ze sprasowanych otrębów pszennych
Unijna dyrektywa jest długo oczekiwanym krokiem we właściwą stronę. Wymusi na uczestnikach europejskiego rynku szybką adaptację modelu odpowiedzialnego gospodarowania zasobami odnawialnymi i w znaczącym stopniu zredukuje strumień plastikowych odpadów. Da także poważny impuls do inwestycji w rodzime, innowacyjne technologie, bazujące na surowcach organicznych, pochodzących ze zrównoważonych źródeł. Już teraz realnie pomogło to nam w pozyskaniu kolejnych grantów na komercjalizację produktu oraz zachęciło do nawiązania relacji z nami wielu potencjalnych inwestorów.
Obecny globalny problem z plastikowymi śmieciami jest m.in. wynikiem zbyt łatwej dostępności produktów jednorazowego użytku z materiałów ropopochodnych. Niski koszt takich produktów wzmacniał przez długie lata nieodpowiedzialne postawy konsumenckie. Podobnie jest dzisiaj z wieloma produktami promowanymi jako ekologiczne, np. wytwarzanymi z pulp celulozowych. Za ich niską ceną i dostępnością w dużych wolumenach najczęściej kryją się nadal wysokie koszty środowiskowe – nieodpowiedzialne gospodarowanie zasobami, wysokie zużycie wody, znaczny udział chemii w procesie produkcyjnym.
Globalna wartość rynku naczyń i opakowań jednorazowego użytku z surowców biodegradowalnych (otręby, bambus, liście palmowe, pulpy celulozowe itp.) jest szacowana obecnie na ok. 12 mld euro. W ciągu dekady powinna się przynajmniej podwoić. W polu naszego zainteresowania jest także rynek biodegradowalnych opakowań do jedzenia na wynos, który dzisiaj jest warty niewiele ponad 0,5 mld euro, jednak co roku rośnie w tempie 8–10 proc.
Wysoka cena produktów alternatywnych jest pewnego rodzaju mitem. Praktycznie każdy nowy produkt na rynku w początkowej fazie był stosunkowo drogi, jednak wraz z popularyzacją i umasowieniem produkcji jego cena sukcesywnie spadała. Przy użyciu naszej technologii z jednej tony otrąb można wytworzyć co najmniej 10 tys. talerzy i misek. Obecnie na świecie powstaje każdego roku ok. 167 mln ton otrąb pszennych, które są produktem ubocznym w procesie przemiału zboża. Teoretycznie można z nich wyprodukować ok. 1,6 bln naczyń jednorazowego użytku. To więcej niż całe globalne zapotrzebowanie. ©℗
Oprac. JAS
Zaskoczony hurraoptymistycznymi deklaracjami sieci handlowych i sieci restauracji nie jest również Robert Szyman. – Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak działa wolny rynek i jakimi rządzi się prawami. Każdy będzie chciał zapunktować na gruncie prośrodowiskowym i zyskać dodatkowych klientów. Sieci będą się prześcigały w redukcji opakowań z tworzyw sztucznych objętych dyrektywą już przed terminem jej obowiązywania w przepisach krajowych. Te działania dodatkowo ograniczą czas na niezbędne zmiany asortymentu przedsiębiorstw produkujących te artykuły. Trudno jednak piętnować takie działania, tak działa biznes – kwituje.
Sieci handlowe mogą się również obawiać, jak będą wyglądały regulacje krajowe. Dyrektywa plastikowa będzie jeszcze implementowana przez państwa członkowskie, które mają opracować przepisy prowadzące do osiągnięcia zakładanych przez nią celów, np. mogą wprowadzić nakaz stosowania kaucji za butelki i inne opakowania. A to dla sieci może oznaczać koszty, wydatki na obsługę systemów, na logistykę, magazynowanie, transport, zatrudnienie personelu.
I tu pojawia się dziś pytanie: czy wszyscy będą grali zgodnie z zasadami gry? Czy może sieciówki znajdą pomysł na obejście nowych przepisów, tak jak to miało w niektórych przypadkach miejsce po wprowadzeniu ustawy, która wprowadziła opłaty od foliówek. Wówczas opłata obowiązywała od jednorazowych o grubości do 50 mikronów, więc część sklepów zaczęła po prostu sprzedawać… grubsze. I to w dodatku po cenie zbliżonej do opłaty recyklingowej powiększonej o podatek VAT. Efekt? Wielu klientów, którzy je nabywają, nawet nie zdaje sobie sprawy, że pieniądze nie idą na ochronę środowiska, lecz do kieszeni przedsiębiorców.
Postulaty do rządu
Wszyscy są zgodni: polski ustawodawca będzie musiał wdrożyć dyrektywę i niewiele będzie mógł zrobić, aby regulacje były jak najmniej uciążliwe dla producentów. Wiele firm liczy jednak na wsparcie w transformacji – jeśli nie ze środków bud żetu, to z programów unijnych
Zapytaliśmy przedsiębiorców, czy polski rząd, wprowadzając przepisy, mógłby przyjąć takie rozwiązania, które ulżyłoby im w nadchodzących trudnościach. Magdalena Dziczek zauważa, że rząd nie ma jednak wielkiego pola do popisu. – Dyrektywa jest specyficzna, bo blisko jej do rozporządzenia. Wprost zakazuje określonych produktów. Państwa członkowskie mogą szukać metod dojścia do celów wskazanych w dyrektywie, ale te cele muszą być bezwzględnie osiągnięte – wskazuje ekspertka.
Wtóruje jej Robert Szyman, który mówi, że są, co prawda, możliwości interpretacyjne, jednakże nie można np. nie ograniczyć sprzedaży pewnych opakowań, które zostały wpisane do dyrektywy. Jeżeli podlegają zakazowi dystrybucji jednorazowe kubki ze spienionego polistyrenu, czy też produkty z oksydegradowalnych tworzyw, no to nie można tego pominąć. Wprost wymaga tego dyrektywa. To daje krajom członkowskim ograniczone pole manewru – kwituje ekspert.
Polska Izba Opakowań zaczyna opracowywać postulaty do polskiego rządu. – Analizujemy, jak można pomóc przedsiębiorcom. To jest dla niedawno wybranych nowych władz zadanie numer jeden – mówi Wacław Wasiak, dyrektor Polskiej Izby Opakowań.
Wielu pytanych przez nas ekspertów przyznaje, że aby założenia dyrektywy funkcjonowały prawidłowo, jest konieczna rzetelna implementacja wcześniejszych dyrektyw odpadowych oraz zbudowanie szczelnego i efektywnego systemu gospodarki odpadami w kierunku obiegu zamkniętego.
– Bez tego nie uda się spełnić celów dyrektywy plastikowej niezależnie od tego, jak wielkie koszty ponieśliby przedsiębiorcy – przekonuje Magdalena Dziczek.
Przyznają jej rację przedstawiciele Auchan Polska. Ich zdaniem implementacja dyrektywy powinna pójść w kierunku wsparcia tworzenia ekologicznych alternatyw dla plastiku. Istotne jest jednak, by były one dopasowane do specyfiki naszego rynku, bazowały na dostępnych w Polsce surowcach, uwzględniały założenia gospodarki o obiegu zamkniętym poprzez „powrócenie do obiegu” odpadów poprodukcyjnych, czyli np. wykorzystanie otrębów, słomy i kory, a nie liści bambusa czy pestek awokado. W wielu krajach UE, np. skandynawskich, znakomicie sprawdza się również system kaucyjny.
– Sądzimy ponadto, że w tworzenie przepisów wykonawczych do dyrektywy powinny być bezwzględnie zaangażowane firmy recyklingowe, znające specyfikę i technologię odzysku tworzyw w Polsce oraz ekodesignu – apelują przedstawiciele Auchan Polska.
W poszukiwaniu wsparcia w transformacji
Część przedstawicieli branży zaczyna również wysuwać postulaty dotyczące państwowego wsparcia. Choć jednocześnie zdają sobie sprawę, że jest to mało realne.
Zbigniew Selerowicz już kilka miesięcy temu pisał w sprawie finansowego wsparcia w procesie transformacji do Ministerstwa Środowiska. W departamencie gospodarki odpadami w MŚ uzyskał informację, że dofinansowaniem działań związanych z ochroną środowiska, w tym udzielaniem pożyczek, zajmuje się Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) oraz wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej, które mają odpowiednie programy finansowe dla przedsiębiorców. Obecne programy wsparcia w NFOŚiGW obejmują jednak okres do 2020 r. Natomiast w dyrektywie w sprawie produktów jedno razowego użytku z tworzyw sztucznych przewidziano termin transpozycji jej przepisów do prawa krajowego najwcześniej do 2021 r. „W związku z tym nie jest wykluczone, że odpowiednie oferty finansowania, skorelowane z transpozycją nowych przepisów do polskiego prawa, zostaną przez NFOŚiGW przygotowane” – czytamy w urzędowym piśmie do przedsiębiorcy. – A przecież w 2021 r. przedsiębiorstwa mają być już dostosowane do nowych przepisów! – oburza się Zbigniew Selerowicz (patrz rozmowa).
Więcej na badania ze środków z UE
PIO za bardziej realny uważa postulat zwiększenia środków unijnych w ramach krajowych programów operacyjnych na badania nad nowymi technologiami. Nie robi sobie jednak większych nadziei na to, aby ten postulat miałby być spełniony jeszcze w tej perspektywie finansowej.
– Mamy nadzieję, że w perspektywie finansowej na lata 2021–2028 będzie można wpisać innowacje w branży opakowań na listę przedsięwzięć, które mogą liczyć na dofinansowanie. Dziś tego typu badania nie zawsze wpisują się na listę inteligentnych specjalizacji – mówi Wacław Wasiak. I dodaje, że niekoniecznie chodziłoby o możliwość sięgnięcia po pieniądze na badania bezpośrednio przez przedsiębiorców, ale może pomysłem wartym rozważenia byłoby dofinansowanie badań w ramach konsorcjum. Chodzi o badania mające na celu opracowanie nowych, innowacyjnych technologii, które potem przedsiębiorcy mogliby nabyć na zasadach licencji.©℗
Współpraca Joanna Pieńczykowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu