Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Cyfryzacja i e-usługi publiczne

Dogonić Koreę albo chociaż Hiszpanię. To nasz cyfryzacyjny cel

29 kwietnia 2016
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

ADMINISTRACJA Nieznacznie gorsza od Słowenii, minimalnie lepsza od Andory i na podobnym poziomie co niespełna milionowe Fidżi - tak plasuje się Polska w rankingu ONZ wskazującym kraje z najlepiej rozwiniętą e-administracją. Zajęliśmy w nim odległe 42. miejsce

Jeszcze kilka miesięcy temu, tuż przed wyborami parlamentarnymi, mówiono, że PiS będzie chciał zlikwidować Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Tą ostatnią dziedziną miał się zajmować jedynie pełnomocnik rządu. Stało się jednak zupełnie inaczej. Powstał resort cyfryzacji, na czele którego stanęła ekspertka Anna Streżyńska. I już po kilku miesiącach działań widać, że celem jest szybkie dołączenie do najbardziej rozwiniętych cyfrowo gospodarek na świecie. To jednak nie będzie łatwe, szczególnie w aspekcie rozwoju e-administracji, dzięki której Polacy mają załatwiać wszystkie sprawy urzędowe bez ruszania się z fotela.

Nowa megaustawa

Z badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej opublikowanego w połowie 2015 r. wynika, że w Polsce dostęp do internetu ma 70 proc. gospodarstw domowych. Sęk w tym, że walka o każdy kolejny procent będzie coraz trudniejsza. Powód? Brak dostępu do sieci występuje przede wszystkim w regionach słabo zaludnionych, gdzie firmom nie opłaca się inwestować w sieci teleinformatyczne.

- Na obszarach, gdzie gęstość zaludnienia jest poniżej 100 osób na kilometr kwadratowy, żyje 39 proc. obywateli naszego kraju. To są regiony głęboko nieopłacalne inwestycyjnie. Koszty podłączenia gospodarstwa domowego przekraczają nawet 10 tys. zł, w zależności od okoliczności i lokalizacji - wyjaśniała niedawno w Sejmie minister Streżyńska.

Stąd pomysł nowelizacji tzw. megaustawy, czyli ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych. Nowe regulacje, które zmienią choćby przepisy prawa budowlanego czy ochrony środowiska, mają zapewnić przedsiębiorcom większą swobodę w działaniu. Co więcej, firmy mają wnosić niższe opłaty choćby za zajęcie pasa drogowego i jednocześnie otrzymać większe wsparcie od urzędników. Tyle że samorządowcy już teraz narzekają, że projektodawca nie pomyślał o tym, kto za to zapłaci. A z ustawy o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 885 ze zm.) wynika jasno, że projekty ustaw muszą uwzględniać finansowanie wszelkich nowych wydatków jednostek samorządu terytorialnego.

Zdaniem Moniki Małowieckiej, ekspertki Związku Powiatów Polskich, planowana ustawa z jednej strony nakłada na samorządy dużo nowych obowiązków i zadań, bez wskazania źródeł ich finansowania, z drugiej zaś - uszczupla ich budżety poprzez zmniejszenie wpływów z opłat. - Wyliczenie kosztów tego projektu dla budżetów jednostek samorządu terytorialnego jest w naszej ocenie absolutną podstawą. Pozwoli to nam na rzeczywistą ocenę skutków wejścia w życie ustawy - uważa Małowiecka.

Co do tego, że zmiany są konieczne, nikt nie ma wątpliwości. Zgodnie z postanowieniami Europejskiej Agendy Cyfrowej, do których zastosować się musi m.in. Polska, do 2020 r. każdy obywatel UE powinien mieć dostęp do szybkiego internetu o przepustowości ponad 30 Mb/s, zaś połowa do sieci o prędkości ponad 100 Mb/s. Jak jest teraz? Wszystkie wskaźniki cyfryzacyjne i sieciowe, które są regularnie badane przez Komisję Europejską, wskazują, że zawsze zajmujemy miejsce między drugim a czwartym. Ale od końca. Z badań UKE wynika, że zaledwie 2,3 proc. Polaków korzysta obecnie z łącza o przepustowości przekraczającej 100 Mb/s.

Widok na Koreę

Uchwalenie nowej megaustawy to tylko pierwszy krok w pogoni za czołowymi gospodarkami świata. Drugi to rozwój e-administracji, z którą w Polsce jest wyjątkowo krucho. Co jednak istotne, Ministerstwo Cyfryzacji postanowiło się przyjrzeć, w jaki sposób rozwijano usługi oferowane obywatelom przez państwo w krajach, które przodują w rankingu ONZ.

Najlepiej rozwiniętym cyfrowo państwem na świecie jest Korea Południowa. Przykładowo: przedsiębiorcy do każdego ogłoszonego przetargu mogą zgłosić się przez internet. Po założeniu konta w systemie przetargowym otrzymują wykaz nowych postępowań, które mogą ich zainteresować. - Takie rozwiązanie z jednej strony zwiększa konkurencję między dostawcami i obniża koszty zamówień, a z drugiej - zmniejsza koszty uczestnictwa w przetargach. Raz złożonych dokumentów nie trzeba składać w kolejnych procedurach, ponieważ są one już w systemie. Spada również koszt poszukiwania informacji o przetargach - zauważa dr Łukasz Kryśkiewicz w opracowaniu sporządzonym dla Ministerstwa Cyfryzacji.

Informatyzacja także znacznie ułatwiła funkcjonowanie służbie celnej. Koreańczycy chwalą się, że formalności związane z eksportem przedsiębiorca może załatwić w dwie minuty. Przy imporcie produktów do Korei trwa to dłużej: potrzeba dwóch godzin.

Wiele ułatwień dotyczy też obywateli nieprowadzących biznesu. Przykłady? Przeciętna sprawa w urzędzie skarbowym od chwili wniesienia pierwszego pisma do wydania decyzji zajmuje niespełna 4 godziny. Większość czynności jest zautomatyzowana, więc w wielu przypadkach urzędnik jedynie sprawdza poprawność ustaleń poczynionych przez system.

Dalej: Koreańczycy mogą zażalać czynności podjęte przez administrację wobec nich przez internet. Co więcej, jeśli zgłoszą się przez sieć do niewłaściwego urzędu, ten niezwłocznie przekaże zgłoszenie do tego, który powinien rozpatrzyć daną sprawę. Efekt? Większość postępowań trwa do tygodnia, a obywatel poznaje od razu rozstrzygnięcie. Wystarczy, że zaloguje się w państwowym systemie online.

- Technologie informatyczne umożliwiły w Korei Południowej nie tylko podniesienie wydajności administracji, lecz także doprowadziły do większej przejrzystości procesów decyzyjnych i stworzyły warunki prowadzenia konsultacji projektów rządowych ze społeczeństwem - zauważa dr Kryśkiewicz.

Wzorce z Europy

Polscy urzędnicy zdają sobie sprawę z tego, że podglądanie Korei - mimo że potrzebne - przypominać może naukę gry w tenisa stołowego na podstawie obserwacji tego, jak grają Chińczycy. Stąd też podobne analizy ministerstwo przeprowadziło także w odniesieniu do tego, jak e-administracja funkcjonuje w krajach UE.

Wzorem dla nas może być Hiszpania. W 2003 r. była cyfrową pustynią. Zaledwie jeden obywatel na dziesięciu deklarował, że sprawy urzędowe załatwia za pośrednictwem internetu. Teraz przyznaje się do tego co trzeci.

Nie ma się czemu dziwić. Pomijając tak oczywiste możliwości jak złożenie zeznania podatkowego online (72 proc. wszystkich deklaracji w Hiszpanii w 2014 r. zostało wysłanych przez internet) czy poszukiwanie pracy za pośrednictwem rządowego portalu gromadzącego oferty, Hiszpanie mogą przez internet choćby zgłosić popełnienie przestępstwa, przejrzeć katalogi wszystkich bibliotek i zarezerwować książkę czy zapisać się do lekarza.

Inny dobry przykład dla Polski: Holandia (w rankingu ONZ zajmuje 5 miejsce). Podobnie jak w Hiszpanii przez sieć można i zgłosić przestępstwo, i zamówić książki w bibliotece. Co jednak istotniejsze, mimo że dokumenty takie jak prawo jazdy czy paszport trzeba odebrać osobiście w urzędzie, to bez trudu można się zapisać w systemie po odbiór dokumentów w konkretnym terminie.

Holendrzy znaleźli też sposób na to, aby zachęcać obywateli do korzystania z e-usług. Procedura jest maksymalnie uproszczona. Wszelkie dokumenty, które trzeba podpisać, a także dane dostępowe do kont w systemach teleinformatycznych są przesyłane obywatelom listownie.

@RY1@i02/2016/083/i02.2016.083.183002800.802.jpg@RY2@

Internet w Polsce

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.