Obywatele biorą sprawy w swoje ręce, ale najczęściej są to mieszkańcy wsi
W proces podejmowania decyzji samorządowych włączyło się prawie 31 proc. osób, największe zainteresowanie jest na Podkarpaciu
W konsultacjach samorządowych w woj. podkarpackim uczestniczyło - 63 proc. mieszkańców, a w woj. świętokrzyskim - tylko nieco ponad 3 proc. - wynika z analizy przeprowadzonej przez Instytut Spraw Publicznych. Konsultacje dotyczące udziału społeczności lokalnych w podejmowaniu decyzji publicznych przeprowadzono w 184 gminach - od najmniejszych poprzez wielkie miasta. O możliwość konsultacji, a co za tym idzie partycypacji w podejmowaniu decyzji czy planowaniu budżetów pytano mieszkańców, władze gminy, samorządowców. I, jak wynika z badań, obie strony twierdzą, że zainteresowanie współdziałaniem i decyzjami podejmowanymi w sprawach dotyczących gmin jest duże. Tak zadeklarowało 85 proc. badanych mieszkańców i aż 95 proc. władz.
Galicja górą
Ale diabeł tkwi w szczegółach. Już tylko 25 proc. mieszkańców poszukuje informacji o decyzjach podejmowanych przez władze, jedynie 10 proc. wzięło w minionym roku udział w konsultacjach społecznych. Ale, jak deklarują władze w 68 proc. gmin, takie konsultacje się przeprowadza.
- Te dane mogą być mylne, niewynikające z chęci przeprowadzania konsultacji, a ich obligatoryjności wynikającej z ustawowego obowiązku - komentuje wspólorganizatorka badań Paulina Sobiesiak-Penszko z Instytutu Spraw Publicznych.
Badania pokazały też duże zróżnicowanie geograficzne dotyczące zaangażowania mieszkańców i partycypacji w podejmowaniu lokalnych decyzji. W skali kraju statystycznie prawie 31 proc. mieszkańców gmin włączyło się w proces poejmowania decyzji dotyczących lokalnej społeczności. Ale to statystyka krajowa. Najwyższy odsetek uzyskało woj. podkarpackie - bo aż 63 proc. Najniższe, tylko 3 proc. mieszkańców biorących udział w lokalnych decyzjach, wykazały badania w woj. świętokrzyskim. Największe zainteresowanie współdecydowaniem i pracą na rzecz małej ojczyzny jest w społecznościach zasiedziałych, takich, do których wracają młodzi, i gdzie niewiele jest ludności napływowej. Historycznie to tereny byłego zaboru austriackiego.
Młodzi niezainteresowani
Najmniejsze jest zainteresowanie w gminach o niewielkiej tradycji.
- No i w dzielnicach dużych miast, zwłaszcza tych, w których mieszkają młodzi ludzie. Na przykład w takim Wilanowie - przyznaje wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. Dodaje, że nawet jeśli prowadzone sa konsultacje przez władze miasta, to przychodzą na nie przedstawiciele organizacji pozarządowych i instytucji.
- Znamienne, że jak konsultowaliśmy program rozwoju kultury w mieście, to uzyskalismy mnóstwo odpowiedzi od przedstawicieli organizacji, animatorów. A jak zapytaliśmy o rozwój gospodarczy, to uzyskaliśmy cztery odpowiedzi - mówi wiceprezydent.
Ale pewna anonimowość miast jest nieuchronna. Tutaj mieszkańcy wolą komunikować się przez portale społecznościowe, na których wypowiadają swoje zdanie, także na tematy lokalne. Na spotkania nie przychodzą.
- Specyfika miasta polega na tym, że łatwiej jest zaangażować nie tyle mieszkańców, ile pewne środowiska. Dlatego np. na spotkania z kupcami czy taksówkarzami przychodzi wiele osób - dodaje wiceperezydent Warszawy.
Sołtys zachęca
Z badań Instytutu Spraw Społecznych wynika, że bardziej aktywne są społeczności wiejskie. I bardziej o tę aktywność zabiegają tam też lokalne władze. Zebrania z mieszkańcami przeprowadzono w minionym roku w 54 proc. gmin wiejskich i tylko w 12 proc. dużych, miejskich. Im mniejsza społeczność tym bliższe relacje z władzami, tym większe zainteresowanie drogą, kładką przez szosę czy szkołą.
- Czasem, jak jadę przez wieś na rowerze, to ludzie pytają mnie o różne sprawy związane z funkcjonowaniem wsi - mówi sołtys wsi Stary Widzim liczącej 1,2 tys. osób (gmina Wolsztyn). - A zebrania organizujemy regularnie raz w miesiącu. Zainteresowanie jest duże.
Podobnie jest np. w miejscowości Nawra w woj. kujawsko-pomorskim.
- Pytaliśmy np. o plac zabaw dla dzieci, o siłownię. Organizujemy wspólne warszataty tematyczne, ale też mamy prężne koło gospodyń wiejskich. Ludzie sa aktywni. Chcą coś robić dla swojego otoczenia, czy tzw. małej ojczyzny. A my tylko temu przyklaskujemy - mówi sołtys Alicja Glaszka. I dodaje, że możliwość partycypacji jest tylko wtedy, gdy władza lubi ludzi. I zależy jej na tym, co jest ważne dla wsi, gminy, miasta, którym zarządza. - To się mądrze nazywa empatia, ale to aktywizuje lokalną społeczność - mówi pani sołtys.
Decydujmy u siebie
Ale prof. Jerzy Regulski. szef Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, delikatnie przestrzega. - Przecież są demokratycznie wybrane władze. To one odpowiadają za podejmowane decyzje. I to lokalne społeczności demokratycznie je wybrały. Nie można w każdej sprawie przeprowadzać konsultacji, nie można tworzyć alternatywnych władz. I dodaje, że często osoby protestujące w jakiejś sprawie wcale nie są związane bezpośrenio ze środowiskiem, którego protest dotyczy. - Mamy protesty ekologów, którzy mieszkają w wielkich miastach, a próbują organizować życie mieszkańcom z małych wsi czy gmin. To jest alienacja. I nie na tym polega demokracja czy partycypacja. I nie na tym społeczeńswo obywatelskie.
@RY1@i02/2012/212/i02.2012.212.088001000.803.jpg@RY2@
wojciech górski
Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy (z lewej), i Daniel Prędkopowicz prowadzący konferencję dyskutują o wynikach badań
Monika Górska
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2012/212/i02.2012.212.088001000.804.jpg@RY2@
Paulina Sobiesiak-Penszko, zastępca kierownika programu, Instytut Spraw Publicznych
To były pierwsze całościowe badania partycypacji publicznej w Polsce, a więc włączania mieszkańców we współdecydowanie o sprawach gminy. Całościowe w tym, że patrzyliśmy na różne aspekty i formy partycypacji, ale także dlatego, że badaniem jednocześnie objęliśmy zarówno mieszkańców, jak i samorządy.
Z badań jednoznacznie wynika, że zdecydowanie większa jest aktywność mieszkańców małych społeczności lokalnych. Ma to prawdopodobnie związek z przywiązaniem do tzw. małej ojczyzny, o którą się dba, w której ludzie się znają a dystans między mieszkańcami i władzą jest mniejszy. Ten mniejszy dystans powoduje też, że w małych wspólnotach rzadziej dochodzi do napięć i konfliktów między władzą i mieszkańcami. W dużych ośrodkach miejskich, a szczególnie metropoliach zarządzanych przez skomplikowane mechanizmy i struktury, partycypować jest po prostu trudniej. Z drugiej strony mniejsze jest również zainteresowanie ludzi tym, by uczestniczyć w życiu publicznym.
Ale także mapa regionalna jest charakterystyczna. Najchętniej w procesy decyzyjne włączały się osoby pochodzące z regionów dawnej Galicji, a więc m.in. dzisiejszego województwa podkarpackiego. Są to tereny, które wyróżnia zakorzeniony historycznie samorząd wiejski, zamieszkane przez ludność zasiedziałą, religijną, żyjącą w zwartych strukturach osadniczych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu