Ostatnia prosta przed wyborami
Wybory samorządowe już w listopadzie, więc tak naprawdę jeszcze kilka sesji starej rady i wszyscy zostaną ponownie zweryfikowani. Organ uchwałodawczy, czyli radni, oraz organ wykonawczy, czyli wójt, burmistrz, prezydent. Jeśli ktoś myślał, że teraz na sesjach wieje nudą, radni nie przychodzą na komisje, a sprawy toczą się swoim normalnym tempem, jest w błędzie.
W roku wyborczym nic nie jest normalne, a wszyscy mają w tyle głowy zbliżające się wybory. Radni opozycji, sterowani przez swoich partyjnych mocodawców, próbują szczypać, a nawet podgryzać kolegów z koalicji, ale przede wszystkim wściekle atakują organ wykonawczy, czyli tego, kto wykonywał ich wolę przez ostatnie cztery lata.
Pierwszym momentem, w którym się wyczuwało, że partyjny interes jest ważniejszy niż interes społeczny, było głosowanie nad obecnym budżetem. Kolejnym spektaklem dla opozycji jest z reguły głosowanie nad absolutorium. Mimo pozytywnych opinii regionalnych izb obrachunkowych sesje absolutoryjne to teatr opozycji, który ma pokazać, jak jest źle i dlaczego musi przyjść nowe. Czasem dochodzi wręcz do kuriozalnych scen, burmistrza w tym momencie próbuje się rozliczać z programu wyborczego lub obciążać rzeczami, na które absolutnie nie miał żadnego wpływu (np. śmierć przedsiębiorcy, przez co w efekcie nie ruszyła produkcja w nowo postawionej hali produkcyjnej). O dziwo, ci sami radni, przed chwilą przeciwni wszystkiemu, chętnie fotografują się na tle nowo powstałych inwestycji, sugerując wyborcom ojców sukcesu.
Przekaz generalnie jest prosty, żeby nie powiedzieć prostacki - zły, wszystkiemu winny organ wykonawczy i cudowne, wręcz zbawienne działanie radnych, szczególnie opozycyjnych. Trudno powiedzieć, czy na taką tanią propagandę dadzą się nabrać wyborcy. Z jednej strony rośnie świadomość społeczno-polityczna mieszkańców, z drugiej mało kto chodzi na sesje. Należy też dodać, że w ogóle zainteresowanie tematami samorządowymi nie jest wielkie. W takiej sytuacji dużą rolę powinny odegrać lokalne media, które siłą rzeczy mają największy interes w relacjonowaniu ważnych wydarzeń z regionu. Problem w tym, że zwykła, mozolna praca niektórych radnych nie przebija się tak łatwo, jak działania pod publiczkę innych. W efekcie dochodzi do sytuacji, że nawet najgłupsze interpelacje jednych przykrywają zasadne, chociaż niemedialne pomysły innych. W ten sposób media kreują lokalnych celebrytów, którzy później uzyskują na tyle dobre wyniki w głosowaniach, że z powodzeniem wspinają się po szczeblach politycznej kariery.
Warto się poważnie zastanowić, na kogo oddać swój głos w zbliżających się wyborach samorządowych. Czasem warto sięgnąć do źródła i poczytać sobie protokoły z sesji czy komisji (z reguły dostępne na stronie internetowej urzędu). Praca radnego czy burmistrza to cztery lata, a nie kilka miesięcy przed wyborami. Są pewne obiektywne czynniki, które niezależnie od wszystkiego świadczą o rozwoju danej gminy. Ilość pozyskanych środków unijnych, zrealizowane inwestycje, poziom edukacji, umiejętność rozwiązywania problemów samorządowych, sprawność menedżerska - to są wszystko sprawy, które powinniśmy brać pod uwagę przy ocenie samorządowców. Dociekajmy prawdy, która z reguły oprócz czerni i bieli ma także odcienie szarości.
Radni przeciwni wszystkim inwestycjom chętnie fotografują się na ich tle
@RY1@i02/2014/141/i02.2014.141.088000200.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Bartczak burmistrz Gubina
Bartłomiej Bartczak
burmistrz Gubina
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu