Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd

Głusi doceniają pomoc urzędników, ale nie zawsze rozumieją, co oni do nich mówią

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W dużych miastach o tłumaczy języka migowego łatwiej. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że urzędnicy spośród dwóch języków uczą się nie tego, którego trzeba

- Przeszkoliliśmy w stolicy ok. 500 urzędników w zakresie umiejętności posługiwania się językiem migowym - mówi zastępca dyrektora stołecznego Biura Promocji i Projektów Społecznych Irena Chmiel. - Warszawa ma też podpisaną umowę z Polskim Związkiem Głuchych na zakup usługi takiego tłumacza, jeśli osoba głucha zwróci się o pomoc w kontakcie z urzędem czy placówką zdrowia. Zatrudniamy także tłumacza migowego na posiedzenia komisji dialogu społecznego. Płacimy 70 zł za godzinę - dodaje dyrektor Chmiel.

Jest ustawa, są problemy

Ale specjaliści z Polskiego Związku Głuchych (PZG) nie są do końca przekonani, że wszystko jest już dobrze.

- Osoby głuche przyjeżdżają do nas i tutaj szukają tłumacza - mówi Bożena Kunat, tłumacz i specjalista ds. rehabilitacji w mazowieckim oddziale PZG. - Na 3/4 etatu jest zatrudniony tłumacz z miasta. Dla reszty potrzebujących szukamy pomocy. Tylko że często np. w kolejce do lekarza taki tłumacz wraz z osobą chorą czeka kilka godzin.

Zarówno specjaliści od języka migowego, jak i same osoby dotknięte wadą słuchu przyznają, że z tłumaczami też jest problem. To język trudny. Nie wspominając o tym, ze są dwa i większość osób uczy się nie tego, którym posługują się osoby niesłyszące.

- Kursy przybliżają zrozumienie tego, czego oczekuje petent czy pacjent albo osoba chcąca załatwić sprawę w sądzie czy u notariusza - mówi Bożena Kunat. Dodaje, że osoba po takim kursie migowym jest w stanie pomóc tylko w prostych sprawach. Choć przyznaje, że ustawa z 19 sierpnia 2011 r. o języku migowym (Dz.U. 2011 r. nr 209, poz. 1243) spowodowała jednak większą dostępność urzędów dla osób głuchych. Zabrakło jednak w przepisach, jak słyszymy w Polskim Związku Głuchych, zobowiązań zapewnienia tłumacza np. w szpitalach czy na oddziałach ratunkowych. Choć są takie, które mają indywidualne umowy, np. szpital na warszawskim Solcu czy przychodnia w Radzyminie. Ale to wciąż rzadkość.

Dobrym rozwiązaniem, jak twierdzą przedstawiciele środowisk osób głuchych, są też urządzenia online zamieszczane w urzędach. Tak jest np. w Łodzi. Klient poprzez urzędowy komputer informuje o sprawie, którą chce załatwić, i od razu schodzi do niego urzędnik przeszkolony w języku migowym.

- Tylko przypominam, że w sprawach specjalistycznych, czy to w urzędzie, czy u profesora medycyny, krótki kurs nie wystarczy do przekazania informacji zarówno od osoby głuchej jak i od urzędnika czy lekarza - mówi Bożena Kunat.

Jest jeszcze jeden, może podstawowy problem - tłumaczy języka migowego jest zbyt mało.

- Ale u nas jest już lepiej - zapewnia rzecznik prezydenta Lublina Beata Krzyżanowska. - Kiedyś na osobę, która w urzędzie pomoże osobie głuchej trzeba było czekać trzy dni. Teraz, od lipca 2013 r. mamy na stałe zatrudnione osoby posługujące się językiem migowym. Informacja jest na stronie internetowej urzędu miasta. Wystarczy się umówić. Pozostaje tylko kwestia dojazdu do urzędu.

W Lublinie są też osoby migające zatrudnione na zlecenie. Z ich usług korzysta się w szczególnie skomplikowanych sprawach.

Małym trudniej

A jak jest w mniejszych gminach?

- Jeśli taka osoba się zgłosi, to oczywiście musimy jej zapewnić tłumacza. W urzędzie nie mamy zatrudnionej takiej osoby - mówi rzecznik prasowy Bogatyni Marcin Kiersnowski. Przyznaje, że tłumacza trzeba sprowadzić z Jeleniej Góry w ramach zlecenia opłacanego przez miasto.

- Faktem jest, że w ostatnim półroczu nie mieliśmy sygnałów na zapotrzebowanie tłumacza języka migowego. Ale zgodnie z rozporządzeniem burmistrza jesteśmy przygotowani na takie potrzeby. Osoba głucha będzie wprawdzie musiała trochę poczekać na obsłużenie w urzędzie, ale na pewno uzyska kompleksową pomoc - wyjaśnia rzecznik urzędu w Bogatyni.

Niewidomym łatwiej?

- Paradoksalnie tak - mówi Jadwiga Hencelek z bydgoskiego oddziału Polskiego Związku Niewidomych. Takie osoby zazwyczaj chodzą z asystentami lub bliskimi osobami i spokojnie się porozumiewają.

Ustawa dotycząca języka migowego, który musi być wprowadzony w urzędach, nie dotyczy niewidomych i języka Braillea.

- Na razie mamy np. rachunki telefoniczne wystawiane przez Orange w języku dla niewidomych. Są też informacje o nazwie leku w tym języku, oznakowania na drzwiach instytucji, menu w restauracjach. Ale to wciąż nie jest obowiązek ustawowy - mówi Jadwiga Hencelek.

Ale są już miasta, w których urzędy próbują być bardziej przyjazne mieszkańcom niewidomym.

- Przygotowujemy się, by część dokumentów była przygotowywana w wersji brailleowskiej - mówi rzecznik lubelskiego ratusza. Dodaje, że dla osób niedowidzących jest też w informatorach zastosowane tzw. przybliżone widzenie.

- To na pewno udogodnienie, zwłaszcza że osoby całkowicie niewidome to tylko ok. 10 proc. tych, które rejestrują się w związkach - mówi kierownik Hencelek.

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

trzy pytania do eksperta

Migać można na różne sposoby

@RY1@i02/2014/004/i02.2014.004.08800110a.802.jpg@RY2@

Aleksandra Kalata-Zawłocka prezes Stowarzyszenia Tłumaczy Polskiego Języka Migowego

Jak według pani wygląda sytuacja osób głuchych w urzędach, sądach i innych instytucjach?

Komfortu niestety nie ma. Choć to prawda, że jest coraz więcej tłumaczy, zwłaszcza w dużych miastach. Można się z nimi skontaktować przez internet, omówić sprawę, umówić się na spotkanie. W urzędach coraz częściej działają też urządzenia online, które umożliwiają osobom głuchym komunikację z urzędnikami, nawet jeśli w danej chwili na miejscu nie ma osoby posługującej się językiem migowym. Ale jednym z najważniejszych problemów są sprawy sądowe. Tłumacze języka migowego wykonują tę samą pracę co tłumacze przysięgli języków fonicznych, nie posiadając do tego takiego przygotowania jak ich koledzy po fachu. Ich umiejętności nie są weryfikowane tak, jak to się dzieje w przypadku tłumaczy przysięgłych języków fonicznych, którzy muszą zdać egzamin państwowy, aby uzyskać uprawnienia do tłumaczenia w sądzie. Często nie posiadają odpowiedniej wiedzy z zakresu prawa. Warto też zwrócić uwagę na to, że młode osoby głuche mają większe wymagania niż poprzednie pokolenie. Są bardziej świadome swoich praw i standardów, jakie powinny spełniać usługi tłumaczenia. Kiedyś to głównie słyszące dzieci chodziły z rodzicami do urzędów i występowały w roli tłumaczy. Teraz coraz częściej potrzebni są profesjonalni tłumacze języka migowego.

Czy języka migowego można się nauczyć na kursie?

Tu pojawia się problem. Bo język migowy jest jak każdy język obcy. A czy nauczymy się w ciągu np. 30 dni języka angielskiego czy jakiegokolwiek innego? Chyba na poziomie "jak się czujesz", "poproszę o mleko i bułki", "chcę wyrobić prawo jazdy". Nie ma w Polsce specjalistycznych ośrodków kształcących tłumaczy języka migowego. Podyplomowe studia w tym zakresie działają na Uniwersytecie Warszawskim. Możliwości nauczenia się samego języka migowego są jednak dosyć ograniczone.

Ale podobno jest jeszcze inny problem w miganiu. Są dwa języki migowe...

Tak, to prawda, jest to spory problem. Na wielu kursach uczy się tzw. systemu językowo-migowego (SJM), języka migowego opartego na polskiej gramatyce. Jak wynika z badań, które przeprowadzałam na potrzeby swojej pracy doktorskiej, tak też migają urzędnicy. Ale ponad 60 proc. głuchych posługuje się Polskim Językiem Migowym (PJM) - naturalnym językiem migowym, którego uczyło się od dziecka w domu. Różnice w znakach są duże, zupełnie inna jest gramatyka. Prosty przykład: po polsku mówimy "chłopiec leży pod drzewem". Gdy migamy w Polskim Języku Migowym chłopiec zostaje ulokowany w przestrzeni przy pniu drzewa, pod jego konarami. W systemie językowo-migowym zamigamy tak, że osoba głucha może zrozumieć, że chłopiec znajduje się "pod korzeniami drzewa". Przykłady można mnożyć. Dlatego często urzędnicy nie rozumieją petentów, nauczyciele dzieci w szkołach - i odwrotnie. Jednak jest światełko w tunelu. Świadomość potrzeby używania naturalnego języka migowego w szkołach wzrasta, świadomość wartości PJM jako języka również.

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.